Benzyna mocno podrożeje? Bez obaw. Nafciarze nie powrócą szybko do zysków sprzed pandemii

W drugim kwartale ropa naftowa podrożała najwięcej w ciągu 30 lat. Ale i tak jest o jedną trzecią tańsza niż na początku roku i wątpliwe, by szybko zaczęła kosztować tyle, co przed pandemią koronawirusa.

Na stacjach paliw nie ma dramatu i wiele wskazuje, że ten stan szybko się nie zmieni. Ceny ropy naftowej zależą przede wszystkim od popytu na nią, a z tym nie jest i nie będzie szybko tak dobrze, jak w czasach przed koronawirusem.

Ropa naftowa. Goldman Sachs ma nowe prognozy 

Analitycy Goldman Sachs w jednej ze swoich ostatnich notek inwestycyjnych prognozują, że ten rok rynek ropy zakończy spadkiem o 8 proc. W przyszłym roku, według ich szacunków, nastąpi pewne odbicie - o 6 proc. A popyt na ropę powróci do poziomów tuż przed wybuchem pandemii COVID-19 dopiero w 2022 roku.

Najszybciej w przypadku benzyny do naszych samochodów. Po pierwsze dlatego, że wielu w czasach pandemii woli nimi jeździć niż komunikacją miejską. Z tego samego powodu wolą auta od samolotów w wypadku podroży turystycznych. Te zjawiska Goldman Sachs obserwuje między innymi w Europie, Stanach Zjednoczonych i Chinach.

Zobacz wideo #BiznesWalczy - Bon turystyczny 1000 zł. Czy uratuje wakacje 2020? "Ważniejsze byłoby obniżenie podatków"

Do 2022 roku powinien odbudować się popyt na olej napędowy. Tutaj stanie się to w znacznym stopniu dzięki rządowym inwestycjom w rozbudowę infrastruktury. Tego typu prace wymagają wielu maszyn i pojazdów najczęściej zasilanych właśnie olejem napędowym.

Jednak przy tym wszystkim mało prawdopodobne jest, zdaniem analityków z Goldman Sachs, by popyt na ropę zdołał w tej dekadzie ustanowić nowe rekordy. Ludzie nie wrócą do beztroskich i częstych podróży na krótkich i dalszych trasach - w tym latania samolotami - w czasie, gdy wirus za oknem, a szczepionki ciągle nie ma. Dopiero jej wprowadzenie lub znalezienie skutecznego lekarstwa na koronawirusa spowoduje pełną odbudowę gospodarki, w tym turystyki.

Ceny ropy jak kolejka górska

Goldman Sachs ogłosił swoje prognozy zaraz po tym, kiedy globalny rynek ropy naftowej przeżył absolutnie wyjątkowe półrocze.

Najpierw, przez pandemię COVID-19 i zamknięcie gospodarki, kurs ropy spadł z okolic niecałych 60 dolarów za baryłkę z początkiem roku do zera lub niżej. To nie żart, w drugiej połowie kwietnia po raz pierwszy kontrakty terminowe na ropę były ujemne.

Pisaliśmy na ten temat tutaj: Cena ropy naftowej poniżej zera. Kończy się miejsce w zbiornikach, traderzy wynajmują supertankowce. O co chodzi? 

Notowania kontraktów na amerykańską ropę WTINotowania kontraktów na amerykańską ropę WTI Investing.com

Kiedy zaczęto luzować przeciwepidemiczne obostrzenia, kurs ropy wystrzelił. Przez to w drugim kwartale ropa zanotowała największy procentowy wzrost wartości w swojej historii. Ale i tak kosztuje dzisiaj mniej więcej o jedną trzecią mniej niż przed pandemią.

Prognozy Goldman Sachs dotyczące ropy naftowej są zbieżne z tym, co głosi Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE). Jej zdaniem spadek popytu na ropę w tym roku będzie największy w historii. W drugim kwartale na świecie średnio zużywano o niemal 18 mln baryłek ropy dziennie mniej niż rok temu.

Teraz popyt stopniowo rośnie i tak będzie dalej aż do końca roku. W przyszłym roku natomiast, zdaniem MAE, zarejestruje on największy wzrost w historii. Ale wątpliwe, by oznaczało to nowe rekordy cenowe na rynku ropy. Najwyżej wrócimy do tego, co było tuż przed pandemią.

Tekst pochodzi z bloga PortalTechnologiczny.pl.

Więcej o: