"Sunday Times": Grupa bogaczy ma wpływ na politykę Johnsona. Wśród nich żona b. rosyjskiego ministra

Grupa bogatych sponsorów Partii Konserwatywnej w zamian za dotacje ma dostęp do ministrów, możliwość lobbowania ws. tworzonych w Wielkiej Brytanii przepisów i pomoc w zdobywaniu dostępu do publicznych kontraktów - donosi brytyjski tygodnik "Sunday Times". Tygodnik twierdzi, że w tzw. grupie doradców jest też osoba powiązana z Kremlem.

Miliony funtów dla Partii Konserwatystów, a w zamian - dostęp do ministrów, możliwość lobbowania m.in w sprawie przepisów epidemicznych i pomoc w zdobywaniu kontraktów. Tak opisuje to konserwatywny tygodnik. A w sekretnej dotąd grupie ma też być żona Władimira Czernuchina, byłego wiceministra finansów w gabinecie Władimira Putina. Brytyjskie media już od jakiegoś czasu donoszą, że jej majątek ma być w dużej mierze ulokowany w rajach podatkowych.

"Sunday Times" pisze wprost: w zamian za darowiznę w wysokości 250 tys. funtów na rzecz Partii Konserwatywnej multimilionerzy zyskują wpływ na działania brytyjskiego rządu.

Zobacz wideo Czy czeka nas czas ciągłych napięć na linii Rosja-reszta świata? Gen. Pacek wyjaśnia

Wielka Brytania. Opozycja krytykuje rząd, pytania do Johnsona o powiązania z Kremlem

Annalise Dodds z Partii Pracy żąda, by premier wytłumaczył, "co za swoje pieniądze otrzymała osoba związana z putinowską Rosją". Dodaje, że doniesienia konserwatywnego tygodnika każą postawić poważne pytania na temat narodowego bezpieczeństwa. Rząd Borisa Johnsona opowiada, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że wysoko postawieni politycy Konserwatystów "próbują od czasu zdobywać fundusze dla partii" i że podobnie robią przedstawiciele innych brytyjskich ugrupowań, w tym Partii Pracy.

To niejedyne problemy premiera. Trwa policyjne śledztwo ws. nielegalnych przyjęć na Downing Street podczas lockdownu. W telewizji publicznej Boris Johnson wielokrotnie usłyszał dziś pytanie: czy poda się do dymisji, jeśli okaże się, że złamał prawo. Premier cztery razy uniknął odpowiedzi - mówi, że nie powinien komentować sprawy, dopóki dochodzenie się nie zakończy.

Tymczasem w udzielonym w BBC wywiadzie brytyjski premier powiedział, że Rosja może wejść na Ukrainę z kilku stron, także przez Białoruś, a celem może być otoczenie Kijowa. - Dowody sugerują, że Rosja planuje największą wojnę w Europie od 1945 roku - dodał, powołując się na informacje wywiadowcze. Zapowiedział też sankcje i przyznał: - Wielka Brytania ma problem z rosyjskimi pieniędzmi przepływającymi przez londyńskie City i trzeba się tym zająć.

 Stany Zjednoczone i Wielka Brytania będą dążyć do odcięcia rosyjskim firmom dostępu do dolarów amerykańskich i funtów brytyjskich na rynkach międzynarodowych, jeśli Kreml zarządzi inwazję na Ukrainę

- powtórzył.

- Tak długo, jak Boris Johnson jest na Downing Street, nie spodziewam się większych zmian. Te sankcje, o których mówi rząd, są oczywiście lepsze, niż nic. Ale to nie są kompleksowe porządki systemu prawnego i finansowego, jakich potrzebujemy - mówił w tym tygodniu Polskiemu Radiu Edward Lucas, polityk Liberalnych Demokratów, autor i publicysta dziennika Times, zajmujący się Europą środkową i wschodnią.

Więcej o: