Pracownicy reaktora Maria chcą odejść. Leczenie tysięcy osób jest zagrożone? Wiceminister niewzruszony

Pracownicy reaktora jądrowego Maria chcą odejść z pracy z powodu niskich zarobków. Oznacza to, że leczenie wielu tysięcy osób będzie zagrożenie, ponieważ reaktor pomaga w terapii oraz diagnostyce chorób nowotworowych.
Reaktor jądrowy MARIA
Fot. ncbj.gov.pl

Praca jedynego reaktora w Polsce jest zagrożona, ponieważ w najbliższym czasie może zabraknąć specjalistów do pracy. Wraz z pracownikami administracji oraz obliczeniowcami w reaktorze pracuje obecnie około 100 osób - przekazuje RMF 24.

Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Nie setki, a tysiące Sasinów na elektrownię jądrową w Polsce. Czy musimy bać się atomu?

Reaktor jądrowy Maria. Pracownicy oczekują wyższych zarobków

Działający od 1974 roku reaktor jądrowy Maria znajduje się w Świerku niedaleko Warszawy. Są tam produkowane radioizotopy medyczne, które są wykorzystywane w diagnostyce oraz terapii chorób nowotworowych. W najbliższym czasie reaktor miał zostać zmodernizowany, jednak pracownicy skarżą się na niskie zarobki.

Reaktor Jądrowy Maria jest częścią Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Zgodnie z Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy starszy specjalista może zarabiać maksymalnie 5 200 zł brutto. Specjaliści zarabiają natomiast 4 800 zł brutto. - Jeśli chodzi o rynek i stanowiska typowo inżynieryjne, to w firmach prywatnych płaci się dwu- albo nawet trzykrotnie więcej niż tutaj - mówiła jedna z pracownic.

- Niewiele brakuje, żeby pracownicy przestali patrzeć na to, co robią i jak ważna jest ich praca z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju i zapotrzebowania na radioizotopy. I w którymś momencie możliwość zarabiania większych pieniędzy i zadbania o siebie i własną rodzinę weźmie górę - dodaje pracownik Marii. W prywatnych firmach osoby z wykształceniem, jakie posiadają pracownicy Marii, mogą otrzymać od 12 do 24 tys. zł.

Pracownicy zwracają uwagę, że już otrzymują lepsze oferty pracy, natomiast wyszkolenie osób, które będą mogły pracować w reaktorze, jest znacznie trudniejsze, ponieważ niezbędne doświadczenie zdobywa się dopiero podczas pracy w tym miejscu, zatem trudno znaleźć osobę, która już wykonywała podobne zadania. - Kiedyś byli kształceni m.in. w technikach nukleonicznych, w tej chwili najczęściej to absolwenci politechnik, kierunków typu mechanika, elektrotechnika, mechatronika, fizyka i pokrewne. I tak naprawdę ci ludzie, przychodząc tutaj, kształcą się niemalże od zera. Aby pracować na którymkolwiek z samodzielnych stanowisk, trzeba poświęcić co najmniej trzy lata pracy, żeby się wykształcić. I to wynika m.in. z zapisów w prawie atomowym. I trzeba pamiętać, że w reaktorze nie da się pracować bez analityków, specjalistów bezpieczeństwa ani operatorów - komentuje jeden z pracowników.

Pracownicy Marii nie otrzymają wymaganych podwyżek

W zeszłym roku pracownicy dostali niewielkie podwyżki, które nie rozwiązały ich problemu. 5 kwietnia pracownicy Departamentu Eksploatacji Obiektów Jądrowych złożyli w Narodowym Centrum Badań Jądrowych pismo, w którym domagali się "zasadniczej waloryzacji wynagrodzeń pracowników reaktora Maria" - przekazuje RMF 24. - Niektórzy jeszcze nie odeszli, bo czują odpowiedzialność za pracę, za to, że dostarczamy lekarstwa dla potrzebujących do terapii i diagnostyki - przekazał jeden z pracowników. W zeszłym roku z pracy odeszło pięć osób, podobnie może być w tym roku.

Narodowe Centrum Badań Jądrowych przekazało, że trwają rozmowy ze związkami zawodowymi. - Liczymy, że porozumienie - w ramach środków, które instytut jest w stanie na ten cel przeznaczyć, bez dużego zagrożenia dla płynności finansowej w bieżącym roku, pozwoli na waloryzację w ciągu najbliższych miesięcy. Wysokość wynagrodzeń nie będzie jednak zgodna z oczekiwaniami pracowników, czyli nie zostanie zrównana ze średnimi wynagrodzeniami w aglomeracji warszawskiej, z uwzględnieniem branży, wykształcenia i stanowisk - poinformował Marek Pawłowski, kierownik Biura Komunikacji i Promocji NCBJ.

Reaktor Maria niezbędny w leczeniu i diagnozowaniu chorób. Wiceminister zdrowia niewzruszony

Do najważniejszych substancji powstających w reaktorze należy wymienić radioizotop molibden-99, który jest wykorzystywany w medycynie nuklearnej. Równie ważny jest jod-131, który jest wykorzystywany w leczeniu nadczynności tarczycy, a także raka tarczycy. Z działalności reaktora korzysta wiele szpitali w całej Polsce. - To, co produkujemy, rozpada się w ciągu kilku, kilkunastu dni, więc nie da się tego magazynować. Jeśli reaktory nie będą pracować, to pacjenci nie dostaną swojej terapii. Na przykład radioizotopy, które produkujemy, służą do diagnostyki kości czy pracy serca, czy pracy układu krwionośnego, a nawet diagnostyki onkologicznej - przekazał  jeden z pracowników, w rozmowie z dziennikarką RMF FM.

Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski nie obawia się, że brak pracowników może wpłynąć na dostęp do radiofarmaceutyków dla pacjentów. - Jeżeli spełni się czarny scenariusz i pracowników zabraknie, będziemy sprowadzać więcej radioizotopów z Republiki Południowej Afryki i z Węgier. Te leki już przyjeżdżają do nas z zagranicy, bo w reaktorze trwa remont. Okres rozpadu jest krótki, dlatego na bieżąco, raz w tygodniu, te produkty przyjeżdżają do Polski. Tak będzie dalej, w miarę potrzeby, na razie do końca remontu - powiedział wiceminister Maciej Miłkowski, cytowany przez RMF 24. Według wiceministra reaktor będzie działać i zapewniać wymagane leki.

Więcej o: