Dlaczego Hamas zaatakował Izrael? Kociszewski: Oni nie są samobójcami. Tam musi być jakaś myśl

- Z perspektywy Hamasu atak był sukcesem, być może większym, niż się spodziewali, ale albo nie docenili determinacji Izraelczyków, albo stracili kontrolę nad tym, co się działo w terenie - mówi w Gazeta.pl Jarosław Kociszewski, ekspert Fundacji Stratpoints i redaktor naczelny portalu new.org.pl.
Zniszczenia w Tel Awiwie po ataku ze Strefy Gazy
Fot. Oded Balilty / AP Photo

- Nikt nie spodziewał się takiego ataku, ponieważ trudno znaleźć jego jasne przyczyny. Od 2007 roku, gdy Hamas przewrotem wojskowym przejął władzę, regularnie dochodzi do walk między Izraelczykami a frakcjami palestyńskimi w Strefie Gazy, m.in. z Hamasem. To pewnego rodzaju równowaga - Hamas rządzi, od czasu do czasu, gdy próbuje ugrać coś więcej, wybucha konflikt, a co jakiś czas też ostrzejszą operację przeprowadzają Izraelczycy w ramach tzw. "strzyżenia trawnika", gdy przeciwnik za bardzo się wzmocni. Te fale przemocy, które się pojawiają, są swego rodzaju "dialogiem" - mówi Gazeta.pl Jarosław Kociszewski, ekspert Fundacji Stratpoints i redaktor naczelny portalu new.org.pl.

Zobacz wideo Na kogo głosować? ORB przedstawia program PiS-u

Jarosław Kociszewski: Przypuszczam, że Hamas chciał zmienić reguły gry

Kociszewski jest zdania, że skala sobotniego ataku może wskazywać na próbę zmiany warunków konfliktu. - I to diametralnie. Na jakie? Trudno to dzisiaj powiedzieć. Znam i obserwuję Hamas od bardzo dawna. To są ludzie racjonalni, a na pewno nie są samobójcami. Za tym musi być jakaś myśl. Przypuszczam - choć to moja spekulacja - że Hamas chciał zmienić reguły gry, aby pokazać, że jest ważną organizacją, zdolną do przeprowadzania takich operacji. Z drugiej strony wiedzą, że Izraelczycy mają nieporównywalną przewagę i są w stanie zaorać Strefę Gazy. Temu, jak sądzę, ma zapobiec wzięcie takiej liczby zakładników, mają być żywymi tarczami, zapobiegającymi dewastującemu odwetowi. Myślę, że to się nie uda - mówi. 

Jak dodaje, "z perspektywy Hamasu atak był sukcesem, pewnie większym, niż się spodziewali". - Ale albo nie docenili determinacji Izraelczyków, albo stracili kontrolę nad tym, co się działo w terenie. To, jak wyglądało zachowanie Hamasu na terenach, które zajęli, powoduje, że Izraelczycy nie mogą puścić tego płazem. Mordowanie cywilów, całych rodzin, zbiorowe gwałty - to cios, który wymaga ostrej reakcji - mówi. - Pamiętajmy, że dla Izraela kwestia bezpieczeństwa jest absolutnym priorytetem. Swoją drogą, nie zgadzam się z tezą, że atak jest na korzyść Benjamina Netanjahu. On słono za to po wojnie zapłaci, bo Izraelczycy rozliczają swoich przywódców za porażki, a sobotni atak bez wątpienia był porażką izraelskiego rządu - podkreśla. Ekspert nie wyklucza, że odpowiedzią Izraela może być nawet pełnoskalowy atak na Strefę Gazy. 

Atak Hamasu i odwet Izraela. Liczne ofiary 

Co najmniej 250 zabitych Izraelczyków i 256 zabitych Palestyńczyków - to bilans trwającej od wczoraj niespodziewanej wojny między Izraelem a Hamasem. Po tym jak palestyńscy bojownicy przedarli się na teren Izraela, zabili dziesiątki osób i uprowadzili kilkudziesięciu zakładników, izraelska armia intensywnie bombarduje Gazę.

Od początku najnowszej odsłony konfliktu Izrael miał zbombardować około 150 celów w Gazie, w tym dom szefa wywiadu Hamasu. Po nocnym posiedzeniu rządu premier Izraela Benjamin Netanjahu zapowiedział zdecydowany odwet za atak palestyńskich islamistów na Izrael. - Zamienimy w gruzy wszystkie miejsca, w których ukrywa się Hamas w Gazie. Mieszkańcy Gazy, uciekajcie z tych miejsc, bo będziemy tam działać z całą mocą - mówił.

W Gazie jest teraz kilkudziesięciu zakładników, których Hamas uprowadził z Izraela. To zarówno cywile jak i żołnierze. Wojsko twierdzi, że część Izraelczyków nie żyje. Rosną równocześnie obawy o brutalną inwazję lądową Gazy, bo Izrael będzie prawdopodobnie chciał odbić osoby, które pozostają żywe.

W samym Izraelu walki z bojownikami, którzy wczoraj opanowali południowe przygraniczne miasta, toczą się jeszcze w siedmiu miejscach. Udało się uwolnić zakładników w kilku kibucach. W całym kraju obowiązuje stan wyjątkowy. Premier Netanjahu zaprosił liderów opozycji do wejścia w skład tymczasowego rządu jedności narodowej. Gabinet z udziałem szefów wszystkich najważniejszych partii ma ułatwić skuteczne kierowanie krajem w sytuacji kryzysu.

Więcej o: