W środę (6 marca) w proteście w Warszawie wezmą udział rolnicy, przewoźnicy, górnicy, leśnicy, branża drzewna, myśliwi oraz pszczelarze. - Szacujemy, że przyjedzie od 80 do 100 tys. uczestników protestu - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską Tomasz Obszański, przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność".
- Większość protestów mają stanowić rolnicy. Były plany, aby zaznaczyć to nawet symboliczną obecnością ciągników. Nie uzyskaliśmy zgody służb na wjazd tych pojazdów do centrum stolicy. Usłyszałem ze strony policji, że w centrum znajduje się infrastruktura krytyczna i nie możemy w ten sposób prowadzić protestu - podkreślił organizator manifestacji. Protest rozpocznie się w środę o godz. 11:00 przed siedzibą rządu. - Zamierzamy przekazać nasze petycje premierowi oraz przedstawicielom Sejmu. Wydarzenie może potrwać 5-6 godzin - dodał Tomasz Obszański.
W zeszłym tygodniu rolnicy spotkali się z Donaldem Tuskiem. - Powiem delikatnie: nie wszyscy są moimi fanami, ale mają bardzo silne argumenty. Propozycje rozwiązań nie są jeszcze spójne. Niektóre oczekiwania są być może bardzo wygórowane, bo dotyczą zmiany polityki Unii Europejskiej - powiedział po spotkaniu premier Donald Tusk. - Chyba wszyscy uwierzyliśmy wreszcie, że jesteśmy po jednej stronie. Polski rząd, ja na pewno, i protestujący mamy jeden cel: jak ochronić polskie rolnictwo, polski rynek, europejski rynek przed bardzo niesprawiedliwymi i miażdżącymi konsekwencjami moim zdaniem bardzo nierozważnej decyzji o pełnej liberalizacji handlu z Ukrainą - zaznaczył szef rządu. - Moi rozmówcy mówili dziś jednym głosem: chcemy wesprzeć Ukrainę, jesteśmy po stronie Ukrainy w wojnie z Rosją, ale to w ogóle nie jest ten temat. Natomiast nie może to być kosztem polskiego rolnika - dodał.
- Ustaliliśmy, że przygotujemy precyzyjne postulaty polskiej strony, nie tylko protestujących, ale i rządu, jeśli chodzi o zmiany w Zielonym Ładzie - przekazał Donald Tusk. - Będziemy wspólnie działali na rzecz objęcia embargiem produktów z Rosji i Białorusi. To jest nie do pomyślenia, żeby w czasie wojny wlewały się one do Europy zupełnie bez żadnych obostrzeń. To dramatycznie wpływa na ceny - zapowiedział Donald Tusk.