Eksperci z Credit Agricole podkreślają, że choć przyczyny protestów w różnych krajach mogą się różnić w szczegółach, to spajają je przede wszystkim dwie rzeczy: niezgoda na założenie Zielonego Ładu oraz próba zwrócenia uwagi na malejącą dochodowość produkcji rolnej.
Choć Zielony Ład wdrażany jest od kilku lat, protesty wybuchły właśnie teraz. Eksperci próbują odpowiedzieć na pytania o powody. "W naszej ocenie wynika to z istotnego pogorszenia opłacalności produkcji roślinnej. W ostatnich latach ceny zbóż i roślin oleistych były bardzo wysokie, co z jednej strony wynikało z pozrywanych łańcuchów dostaw ze względu na pandemię COVID-19 oraz wybuch wojny w Ukrainie, a z drugiej strony odzwierciedlało wzrost kosztów środków produkcji dla rolnictwa, w szczególności nawozów" - oceniają analitycy z Credit Agricole. W efekcie tego część rolników nie odczuła skutków wprowadzania regulacji związanych z Zielonym Ładem. Jednak obecnie ceny skupu zbóż i roślin oleistych spadły do poziomów sprzed wybuchu pandemii. Do tego trzeba dołożyć wzrost kosztów życia spowodowany przez inflację.
"W efekcie obserwujemy obecnie bardzo silne pogorszenie dobrobytu rolników, w szczególności tych wyspecjalizowanych w produkcji roślinnej, nie tylko w ujęciu bezwzględnym, ale również względem innych grup zawodowych. Sytuację rolników pogarsza fakt, że część rozwiązań EZŁ była w ostatnich latach odwlekana w czasie i ich ostatnie próby wprowadzenia zbiegły się ze wspomnianym wyżej silnym pogorszeniem sytuacji ekonomicznej rolników. Przykładem może być tutaj obowiązkowe ugorowanie" - podkreślają analitycy.
Dlaczego rolnicy tak mocno przeciwstawiają się Zielonemu Ładowi? W tle jest po prostu obniżenie negatywnego wpływu rolnictwa na klimat. Rolnictwo odpowiada za ok. 21 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych. "Jednocześnie rolnictwo przyczynia się do degradacji gleb, eutrofizacji rzek i zbiorników wodnych czy spadku bioróżnorodności. Stąd trudno projektując politykę gospodarczą mającą na celu osiągnięcie neutralności klimatycznej pominąć ten sektor (...). Na ogół działania związane z EZŁ prowadzą do obniżenia wydajności produkcji rolnej, a w konsekwencji spadku jej wolumenu. Przy niezmienionych cenach skupu oznacza to spadek przychodów uzyskiwanych przez rolników." - podkreślają eksperci. O tym, czym jest tak naprawdę Europejski Zielony Ład (EZŁ), pisaliśmy więcej w tekście "Zielony Ład 'zniszczy polskie rolnictwo'? Wyjaśniamy, czym właściwie jest".
Innym problemem podnoszonym przez ekspertów jest kurcząca się marża rolników, którzy są obecnie między "młotem a kowadłem". "Z jednej strony mamy do czynienia z bardzo dużą koncentracją siły ekonomicznej na poziomie firm dostarczających środki produkcji dla rolnictwa (np. nawozy, środki ochrony roślin, nasiona). Z drugiej strony obserwujemy koncentrację siły ekonomicznej na poziomie skupu, przetwórstwa i handlu detalicznego. Siła przetargowa rolników w tej sytuacji jest o wiele mniejsza niż jeszcze kilka dekad temu, co prowadzi do stopniowego spadku marży w rolnictwie, która przejmowana jest przez sąsiadujące odcinki łańcucha dostaw" - czytamy w analizie. Eksperci wzięli także pod lupę import produktów rolnych z Ukrainy. Ich zdaniem temat jest o wiele bardziej złożony, niż prezentuje się to w debacie publicznej. Według nich nie jest prawdą, że zboże z Ukrainy nie ma wpływu na ceny w Polsce, "przy czym jest to przede wszystkim wpływ pośredni, a nie bezpośredni".
"Ze względu na istotną rolę Ukrainy w kształtowaniu podaży na światowym rynku żywności wybuch wojny w tym kraju początkowo doprowadził do wzrostu światowych cen, a w konsekwencji również cen w Polsce (sytuacja korzystna dla polskich rolników). Obecnie m.in. ze względu na to, że Ukraina znalazła nowe sposoby na eksport - głównie przez Morze Czarne poprzez tzw. korytarz humanitarny, a nie przez granicę z Polską - ceny skupu spadają (sytuacja niekorzystna dla polskich rolników)" - oceniają analitycy.
Eksperci uważają, że Komisja Europejska będzie próbowała uspokoić nastroje wśród rolników poprzez złagodzenie zapisów Zielonego Ładu i częściowe się z nich wycofanie. Bruksela wycofała się już z próby ograniczenia stosowania środków ochrony roślin, odłożyła na rok obowiązek ugorowania gruntów ornych. KE zapowiedziała również wprowadzenie ilościowych ograniczeń w imporcie drobiu, jaj i cukru z Ukrainy. "W naszej ocenie podejmowane obecnie działania mają charakter doraźny i nie stanowią stabilnego rozwiązania problemów zgłaszanych przez rolników. Uważamy, że stwarza to ryzyko ponownego nasilenia protestów rolniczych" - podsumowują analitycy z Credit Agricole.
Rolnicze postulaty wziął pod lupę m.in. Instytut Finansów Publicznych. - Na sztandarach protestujących rolników pojawiły się też hasła o zalaniu Polski zbożem z Ukrainy czy wręcz wzywające do wyjścia z UE. To kuriozum, bo rolnicy należą do głównych beneficjentów naszej akcesji unijnej - ocenia w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Sławomir Dudek, prezes zarządu i główny ekonomista IFP. Autorzy raportu przytaczają dane. Wynika z nich, że od początku przystąpienia Polski do Unii Europejskiej do 2023 r. nasze rolnictwo otrzymało 67,1 mld euro, czyli ok. 300 mld zł w ramach wspólnej polityki rolnej. Z tego 2/3 poszło na dopłaty bezpośrednie, które stanowią wsparcie finansowe dla rolników, niezależnie od poziomu produkcji. Reszta trafiła m.in. na inwestycje w rozwój obszarów wiejskich. Plus polskie rolnictwo zyskało dostęp do rynku zbytu liczącego 450 mln konsumentów.
Rolnicy protestują w Polsce od końca ubiegłego roku. Poza zmianami w Zielonym Ładzie domagają się także ścisłych kontroli i weryfikacji towarów, przekraczających polsko-ukraińskie przejścia graniczne - również jako tranzyt. Liczą też na wpisanie kolejnych surowców i artykułów na listę towarów, których import do Polski będzie limitowany poprzez kontyngenty lub dwustronnie uznawane licencje. Na początku marca podczas rolniczego protestu przed Sejmem doszło do zamieszek. Zatrzymanych zostało kilkadziesiąt osób.