Zawalenie się mostu w Baltimore w USA, do którego doszło w nocy z 25 na 26 marca, nie było odosobnionym przypadkiem. Jak się okazuje to trzeci tego typu wypadek, do którego doszło w ciągu ostatnich trzech miesięcy 2024 roku. W tym czasie trzy statki uderzyły w trzy różne mosty w trzech różnych krajach na trzech różnych kontynentach. W lutym kontenerowiec rozerwał most w okolicy chińskiego miasta Guangzhou. W styczniu natomiast doszło do kolizji statku cargo z mostem w prowincji Entre Rios w Argentynie. Czy coś łączy te przypadki?
CNN zauważa, że wypadki te, w których zginęli ludzie (w Chinach w wypadku zmarło pięć osób, w Baltimore za zaginione uznano sześć osób - red.) w tragiczny sposób obnażają to, o czym eksperci mówili od lat. Chodzi o pilną potrzebę zabezpieczenia starych mostów lub modernizacji ich w takich sposób, by mieściły się pod nimi wielkie współczesne jednostki. Katastrofa w Baltimore przykuła do tego problemu uwagę Amerykanów. Kontenerowiec, który utracił zasilanie, uderzył w jeden z filarów Francis Scott Key Bridge na rzece Patapsco.
Musimy pamiętać, że ten most powstał 50 lat temu. Wówczas statki były znacznie mniejsze niż DALI (statek, który uderzył w most). A to nawet nie jest duży kontenerowiec, są znacznie większe. Mamy więc infrastrukturę, która została zbudowana na zupełnie innych czasach
- mówi Sal Mercogliano, w przeszłości zajmujący się morskim handlem, dziś ekspert ds. żeglugi morskiej, a także historyk morski z Katedry Historii, Wymiaru Sprawiedliwości w Sprawach Karnych i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Campbell.
Zaniedbania doprowadziły też do katastrofy w Chinach. Centralna Telewizja Chińska podawała, że prace mające na celu wzmocnienie konstrukcji mostu (wykonywane w związku z obawami co do trwałości) były w ostatnich latach wielokrotnie przekładane. Natomiast w Argentynie, pomimo zderzenia statku z mostem, uszkodzony został tylko kontenerowiec.
- Pomimo pewnych zbieżności, powody tych wypadków mogą być różne - podkreśla Bassem O. Andrawes, profesor inżynierii strukturalnej na Uniwersytecie Illinois w Urbana-Champaign i ekspert w dziedzinie zawalonych mostów. Jak podkreśla, w Chinach mogło dojść do błędu ludzkiego, bo kontenerowiec uderzył w sam most, a nie w filary. Być może ktoś zignorował dopuszczalną wysokość statku na tej przeprawie, a może nie wziął pod uwagę tego, że rzeka mogła być niedostosowana do tak dużych jednostek. Hipotezę, że doszło do błędu ludzkiego, uwiarygadniają wstępne wyniki śledztwa, z których wynika, że statek był niepoprawnie nawigowany przez jego załogę.
Z kolei w Baltimore warunki były odpowiednie dla tak dużej jednostki. Statek nie zawadził też o sam most, ale trafił w filar. - Powody tych zdarzeń mogą być różne, ale dziś mamy większą świadomość, że jest szansa, wcale niemała, a raczej bardzo duża, że jednostki pływające mogą uderzyć w część mostu - mówi Andrawes w rozmowie z CNN. Jak dodaje, jeśli statek uderzy w filar, skutki mogą być katastrofalne, ponieważ jest to najsłabsza część mostu. Wypadek w Baltimore skłonił społeczność inżynierów i transportowców do "prawdziwego przyjrzenia się temu, jak projektować filary, które mogą to wytrzymać" - dodał ekspert.
Są już sposoby, by unikać zawalenia się mostów lub chociaż minimalizować skutki takich uderzeń. Do mostów można dodać odbijacze. Umieszczone pod wodą, poza zasięgiem wzroku, pozwoliłby trzymać w odpowiedniej odległości statki, które zbyt się zbliżyły. Bassem O. Andrawes zwraca też uwagę, że mosty powinno projektować się w taki sposób, by konstrukcja miała nadwyżki względem wymagań jeśli chodzi o wytrzymałość - w przypadku gdy część konstrukcji runie, całość utrzymają inne elementy.
Ale nawet to czasami niewiele może pomóc. Konstrukcje mające zatrzymać statek mogą nie wytrzymać, bo - biorąc pod uwagę rozmiary największych jednostek - mogą zostać łatwo przełamane. Dlatego przed nami długa droga, szczególnie w kwestii modernizacji mostów, które zaprojektowano pod znacznie mniejsze kontenerowce - kwituje Bassem O. Andrawes.