Dawid Kamizela, dziennikarz zajmujący się wojskowością, przekazał w mediach, że na Google Earth można dość dokładnie sprawdzić, jak na zdjęciach satelitarnych wygląda ustawiony na warszawskim Bemowie rozwinięty zespół ogniowy polskiego systemu Patriot 37. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej. Zrobił to po tym, jak użytkownik egregious z forum wieżowców, zwrócił uwagę na zaktualizowane przez Google zdjęcia satelitarne Warszawy.
Jak podkreśla Kamizela we wpisie na portalu X, "skoro zdjęcia są tam, gdzie są to i tak każdy je widział, więc ich ukrywanie nie ma żadnego sensu". Dziennikarz dodaje także, że "to nie jest żadna tajemnica i rozwinięte elementy systemów OPL można dość często wypatrzyć na różnych mapach i zdjęciach. Nowością jest to, że pierwszy raz można zobaczyć w ten sposób polskiego Patriota pełniącego dyżur bojowy". "Inną kwestią jest to, że jednak rzeszowskiej Jasionki i obecnych na niej systemów OPL Amerykanie z Googla profilaktycznie nie aktualizują" - dodaje.
W komentarzach można spotkać się z opiniami, że zdjęcia nie powinny być dostępne w Google Earth. "W gołym polu, bez maskowania, bez rozbudowy inżynieryjnej terenu. Tak trzymać" - czytamy także we wpisie eksperta od budowli ochronnych Aleksandra Fiedorka.
Polskie władze ustawiły system obrony rakietowej Patriot na warszawskim Bemowie w ubiegłym roku, jeszcze za rządów PiS. Poza tą informacją dotychczas niewiele o nim wiedzieliśmy. Z najnowszych zdjęć, zdaniem Dawida Kamizeli, zdaje się jednak wynikać, że system działa i jest uzbrojony.
- Samo to, co widzimy na tych zdjęciach, nie zdradza żadnej tajemnicy. To jak wygląda struktura Patriotów, jest doskonale wiadome, to jest znane od lat, widzimy je w USA czy w krajach arabskich. Te systemy są rozwinięte i wielokrotnie pojawiły się publicznie zdjęcia instalacji podobnych do tej na Bemowie - twierdzi Dawid Kamizela w rozmowie z Gazeta.pl. Nasz rozmówca jest jednak przekonany, że gdyby chciał zrobić zdjęcia systemu zza płotu, szybko miałby kłopoty.
- Nie jest to jakaś tajemnica, skandal ani powód do polowania na innych. To ciekawostka i materiał do pokazania, że można było zrobić coś lepiej w tej materii i bardziej zadbać o konsekwencję władz - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Dawid Kamizela. "Na miejscu mieszkańców Warszawy byłbym zadowolony, że po latach pojawił się system, który ma realne możliwości i może zapewnić w dużym stopniu bezpieczeństwo" - dodaje.
Dziennikarz komentuje także, czy fakt powszechnej dostępności zdjęć może wpływać na bezpieczeństwo naszego kraju. - Niemądrze byłoby zakładać, że Rosjanie nie wiedzieli o naszych systemach. Po pierwsze postawienie ich na Bemowie w dyżurze bojowym nie było tajne - wyjaśnia. Jak dodaje, "Mariusz Błaszczak mówił o tym wprost". Ówczesny minister obrony narodowej pozował zresztą na tle systemu, udzielając mediom informacji na jego temat (co widać w zamieszczonym poniżej wpisie).
- Rosja nie ma dostępu do zachodnich wojskowych środków rozpoznawczych, ale trudno mi uwierzyć, że mimo utrudniania dostępu nie dotarli do komercyjnych zdjęć satelitarnych. Te są jednak gorszej jakości. Rosjanie przede wszystkim mają jednak swoje satelity, nawet jeśli mniej zaawansowane niż te zachodnie, to głupio byłoby zakładać, że nie robią tego typu zdjęć - mówi Dawid Kamizela.
Dziennikarz dodaje także, że "przy lepszej pogodzie nad Warszawą są prowadzone loty komercyjne śmigłowcami czy samolotami". - Gdyby ktoś miał za zadanie uwiecznić pozycję Patriot, nie miałby z tym żadnego problemu. Poza tym, to system chroniący największą polską aglomerację, który widać zza płotu. Obok mamy przecież bloki, więc znów - głupotą byłoby zakładać, że ktoś nie wynajmie tam mieszkania i nie zrobi zdjęć lotniska. Zrobi - mówi nasz rozmówca.
Co potencjalni wrogowie mogą wywnioskować z dostępnych obrazków? - Rosjanie najpewniej mają dostęp do tego typu zdjęć, ale kolejne źródła - jak zdjęcia z Google Earth - mogą być im na rękę. Mogą dzięki temu potwierdzić, jaką rozdzielczością zdjęć dysponują, jakie mają kadry - wylicza Kamizela. Jak dodaje, "dzięki tym materiałom są w stanie określić położenie systemu Patriot co do metra". - Czy to dzięki naszym zdjęciom, czy dzięki ich? To już nie ma większego znaczenia - komentuje.
Czy władze mogłyby próbować lepiej zabezpieczyć informacje o bemowskich Patriotach, choćby przez zablokowanie możliwości oglądania ich na publicznie dostępnych zdjęciach satelitarnych, a nawet na tych komercyjnych? - Amerykanie zrobili tak w przypadku lotniska w Jasionce, które jest hubem dla Ukrainy i do którego zdjęć nie dotrzemy tak łatwo. W takim przypadku daje się na przykład stare zdjęcia. Tak robią Izraelczycy, którzy stosują też rzadszą praktykę photoshopowania zdjęć. To mogłoby kogoś zmylić, gdyby nie wiedział, co tam dokładnie jest. Najczęściej zdjęcie się jednak wypikselowuje, więc wiemy, że coś tam gdzieś jest, ale jakość jest zbyt słaba, by cokolwiek z tego wnioskować - tłumaczy nasz rozmówca.
Możliwe jest też analogowe maskowanie takich systemów. Ale w okresie pokoju jest to dość trudne. - Można stawiać makiety i przenosić je z miejsca na miejsce, by zmylić przeciwnika. Trzeba mieć kilka pozycji, z których jedna faktycznie będzie bojowa. Ale w czasie pokoju moim zdaniem to niewykonalne, ludzie mieliby dość rozkopywania pola. Tak samo jak wojsko nie może ćwiczyć na autostradach, bo są użytkowane i obecna sytuacja nie uzasadnia tego rodzaju manewrów - mówi Dawid Kamizela.
To jest ewentualnie dmuchane na zimne. Nie ma co ułatwiać przeciwnikowi trudnej roboty, nawet jeśli jest on w stanie pewnym nakładem siły i środków ostatecznie tę wiedzę zdobyć. Ale po co to ułatwiać? Ja byłem zdziwiony tymi zdjęciami
- komentuje Dawid Kamizela.
- Powstaje jednak pytanie, czy my w ogóle mieliśmy możliwości wygaszenia tych zdjęć, czy zastąpienia ich starszymi? Być może Amerykanie odmówili, w końcu Google nie jest polską firmą, może rozbiło się o kwestie formalne, a może ktoś po prostu zapomniał o to zadbać? - zastanawia się nasz rozmówca. Pytania o dostępność zdjęć polskiego systemu Patriot w Google Earth skierowaliśmy też do MON.
Po dwóch tygodniach czekania na odpowiedź MON wreszcie nam odpisało. "Poprzednie kierownictwo MON organizowało spotkania z udziałem mediów w miejscu stacjonowania systemu PATRIOT, zatem ich miejsce nie było utajnione. Przykładem jest spotkanie byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka z żołnierzami 37. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej rozpoczynającymi pełnienie dyżuru w ramach procesu wzmacniania systemu obrony powietrznej RP, które odbyło się 5 października 2023 r." - informuje resort.
Należy jednak podkreślić, że obecnie proces "ukrycia" zdjęć satelitarnych systemu PATRIOT na stołecznym Bemowie, a także innych lokalizacji, jest w toku. Jesteśmy w kontakcie z firmą Google Earth
- napisał MON.
Mimo że położenie Patriotów nie jest tajne, władze działają już w celu usunięcia fotografii satelitarnych z Google Earth. Dokładnie takie rozwiązanie sugerował nasz rozmówca Dawid Kamizela, który powiedział, że nawet jeśli lokalizacja systemów nie była utajniona, to i tak nie ma sensu ułatwiać pracy obcemu wywiadowi.