63-letni Ebrahim Raisi w latach 80. i 90. był prokuratorem oraz zastępcą prokuratora Teheranu. Nazywany był "rzeźnikiem", ze względu na udział w pracach komisji odpowiedzialnej za egzekucję tysięcy więźniów politycznych w 1988 r. (on sam twierdził, że nie wydawał wyroków śmierci). W latach 2004-2014 r. był wiceszefem irańskiego sądownictwa, w latach 2014-2016 prokuratorem generalnym, w latach 2016-2019 przewodniczącym fundacji religijnej Astan Ghods Razawi, a w latach 2019-2021 - szefem sądownictwa w Iranie.
O stanowisko prezydenta ubiegał się już w 2017 r. jako przedstawiciel konserwatywnego Frontu Ludowego Sił Rewolucji Islamskiej. Przegrał wówczas z urzędującym prezydentem Hassanem Rouhanim. Wystartował ponownie cztery lata później, uzyskując ostatecznie 62,9 proc. głosów. Wielu obserwatorów uznało, że w trakcie wyborów mogło dojść do fałszerstw.
Za rządów Raisiego Iran m.in. zintensyfikował wzbogacanie uranu, popierał też atak Rosji na Ukrainę, dostarczając Rosjanom drony wojskowe. Ebrahim Raisi postrzegany jest jako potencjalny następca Alego Chameneiego na stanowisku Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu. Od kilku lat jest objęty amerykańskimi sankcjami.
"Podczas swojej kadencji jako prezydent nadzorował strategię mającą na celu rozszerzenie regionalnych wpływów swojego kraju - wspieranie bojowych pełnomocników na całym Bliskim Wschodzie, przyspieszanie budowy broni nuklearnej kraju programu i doprowadzeniu kraju na skraj wojny z Izraelem. Jednak w tym samym okresie Iran doświadczył największych od dziesięcioleci protestów antyrządowych i poważnego pogorszenia koniunktury gospodarczej spowodowanego sankcjami międzynarodowymi i wysokim bezrobociem" - wskazuje "The New York Times".
Media zwracają uwagę, że to za kadencji Raisiego doszło w 2022 r. do masowych protestów po śmierci młodej Kurdyjki Mahsy Amini w areszcie policyjnym. W uczestników demonstracji wymierzone były represje, w tym egzekucje.