Unia zamrozi polskie świadczenia? Ministerka wyjaśnia

- Nikt do tej pory nie zgłosił się do mnie z żadnym roszczeniem, że mamy coś obciąć, przyciąć, zabrać, ograniczyć - zapewniała ministerka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Polacy zaczęli się martwić, że po unijnej decyzji ograniczona zostanie wypłata świadczeń.
Agnieszka Dziemnianowicz-Bąk
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Polska wraz z m.in. Belgią czy Francją trafiła na listę unijnych państw zagrożonych wszczęciem procedury nadmiernego deficytu. Powodem jest przekroczenie dopuszczalnego poziomu 3 procent PKB. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że w tym roku deficyt w Polsce przekroczy 5 procent.

Zobacz wideo Ludwik Sobolewski: 40 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności, ale reszta już tak

Unia wymusi na Polsce wycofanie świadczeń? Ministerka dementuje

Procedura nadmiernego deficytu oznacza ścisły monitoring przez Brukselę sytuacji i wydatków. Aby jednak formalnie ruszyła potrzeba jeszcze oficjalnej propozycji Komisji Europejskiej, a następnie zatwierdzenia jej przez ministrów finansów państw wspólnoty. W kraju już padł jednak blady strach, że rząd będzie musiał zaciskać pasa. O oszczędności zapytano na antenie Polsatu ministerkę rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. 

- Sytuacja, którą odziedziczyliśmy po rządach Zjednoczonej Prawicy, to, że ta procedura jest wprowadzona za poprzedni rok, za ostatni rok rządów PiS to jest ogromne wyzwanie dla całego rządu, nie tylko ministra finansów - mówiła. Uspokajała jednak, że trzynastki i czternastki nie są z tego powodu zagrożone. Podobnie jak świadczenia typu 800+. - Nic takiego nie leży na stole. Lewica stoi na stanowisku, że nie można zaciskać pasa na najchudszych brzuchach. Nie można zaczynać żadnych cięć, żadnych ograniczeń od podstawowych potrzeb Polek i Polaków - zapewniała. 

Ministerka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk uspokaja 

Dziemianowicz-Bąk tłumaczyła, że ta procedura nie polega na tym, że nie będzie wolno wydawać Polsce pieniędzy. Oznacza jedynie, że każdy z wydatków musi być monitorowany, uzasadniony itp. - Dialog z KE musi przebiegać tak, aby Komisja widziała, że Polska po zmianie władzy jest gotowa naprawiać błędy poprzedników - tłumaczyła i przypomniała, że rząd będzie chciał dalej realizować obietnice, że "nic co było dane, nie zostanie odebrane". 

Jako ministra rodziny, pracy i polityki społecznej uspokajam - nikt do tej pory nie zgłosił się do mnie z żadnym roszczeniem, że mamy coś obciąć, przyciąć, zabrać, ograniczyć

- studziła emocje na antenie Polsatu.

Więcej o: