Jeżeli Donald Trump wygra wybory prezydenckie oraz zrealizuje swoje przedwyborcze obietnice, w gospodarce światowej może dojść do zapaści. Były prezydent Stanów Zjednoczonych powtarza bowiem, że planuje wprowadzenie powszechnego podatku lub cła w wysokości nawet do 20 proc. na wszystkie towary importowane do USA. Mówił, że "cło to najpiękniejsze słowo w słowniku". Unia Europejska już zapowiedziała, że odpowie odwetem na taki krok. Nad światem wisi widmo wojny handlowej.
- Fundusz nie jest jeszcze w stanie ocenić szczegółów planów handlowych Trumpa, ale jeśli wprowadzimy poważne oddzielenie i szerokie zastosowanie taryf, może to skutkować stratą dla światowego PKB wynoszącą blisko 7 proc. To są bardzo duże liczby. 7 proc. to w zasadzie utrata gospodarek francuskiej i niemieckiej. Taka byłaby wielkość straty - mówiła dyrektorka zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Gita Gopinath, cytowana przez BBC.
Tymczasem gospodarcze pomysły Donalda Trumpa mają poparcie Amerykanów. Z najnowszego badania Michigan Ross dla "Financial Times", ostatniego przed listopadowymi wyborami prezydenckimi, wynika, że w sprawach gospodarczych Amerykanie nieco bardziej ufają Donaldowi Trumpowi niż Kamali Harris.
Na byłego prezydenta wskazało 44 procent zarejestrowanych wyborców, podczas gdy na obecną wiceprezydentkę - 43 procent. Różnice (jak w przypadku wielu sondaży) są więc minimalne. Ciekawe jest jednak to, że Donald Trump po raz pierwszy objął prowadzenie w tym sondażu. Jego przewaga rośnie przy odpowiedziach na pytanie: "kto poprawi sytuację finansową wyborców?". Tu prowadzenie Donalda Trumpa jest bardziej okazałe - 45 do 37 procent.
51 procent wskazało też na prezydenturę Donalda Trumpa jako czas, gdy "ich sytuacja finansowa była lepsza". Zaledwie 28 procent zadeklarowało, że ten czas przypadł na kadencję Joe Bidena.