"Financial Times" poświecił polskiemu rynkowi pracy cały artykuł, który zaczyna się od informacji, że piekarnie Putka zaczęły oferować swoim pracownikom lekcje angielskiego. Wszystko po to, by poprawić komunikację w firmie, która zatrudnia coraz więcej obcokrajowców. Putka ma coraz większy problem, aby zachęcić Polaków do pracy, toteż w przedsiębiorstwie już połowę z 500-osobowego zespołu stanowią m.in. Senegalczycy, Hindusi oraz Kolumbijczycy.
"FT" przywołał przykład Putki, aby zwrócić uwagę na opinie ekspertów i analityków, którzy przestrzegali Donalda Tuska przed zwrotem ws. migracji. Bo choć zmiany dzieją się też na szczeblu unijnym, to mogą uderzać w polskie firmy. Nasz biznes potrzebuje bowiem napływu siły roboczej z zagranicy, aby móc zrównoważyć starzenie się naszego społeczeństwa, czytamy w "FT".
Gazeta zwraca uwagę na bezrobocie na poziomie 2,9 proc., w Unii niższe jest tylko w Czechach. W Polsce natomiast stopa bezrobocia nie była tak niska od 1990 roku. Rynek nie miał więc wyboru i musiał zwrócić się w stronę migrantów. Obecnie w Polsce jest już zarejestrowanych 1,16 mln pracowników z zagranicy. To aż dziesięciokrotnie więcej niż dekadę temu.
Polski rząd twierdzi, że jest otwarty na specjalistów z zagranicy, ale jednocześnie Tusk przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi zaostrza retorykę antymigracyjną. Już teraz liczba wszystkich przyznanych wiz w pierwszej połowie 2024 roku spadła o 31 proc. względem tego samego okresu rok wcześniej. Zaostrzeniu uległy nawet zasady udzielania wiz studenckich, zauważa "Financial Times".
Premier w ubiegłym miesiącu na sopockiej konferencji EFNI mówił, że sprowadzanie do kraju dużej liczby niewykwalifikowanych pracowników, nie jest słuszną drogą. Argumentował, że jedynie specjaliści w swoich dziedzinach mogą zapewnić Polsce zarówno wzrost gospodarczy, jak i bezpieczeństwo. "Financial Times" przywołał jednak słowa Macieja Wrońskiego, prezesa Związku Pracodawców Transportu i Logistyki, którego zdaniem nakładanie takich ograniczeń, może "zabić jeden z najważniejszych sektorów w Polsce". Wroński mówi, że rząd Tuska utrudnił wszystkie procedury, zarówno te dotyczące nowych wiz, jak i ich odnawiania osobom, które już pracują w Polsce.
"Financial Times" przywołuje też słowa zastępcy Dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego Andrzeja Kubisiaka, którego zdaniem ograniczenia na rynku pracy pojawiły się akurat wtedy, gdy pierwszy raz w tak oczywisty sposób widzimy problemy depopulacji i demograficzne w Polsce. Jak podaje Kubisiak, do 2035 roku rynek pracy w Polsce skurczy się o 2,1 mln pracowników.
Kubisiak dodał, że w rozmowie z Raphaelem Minderem (autorem artykułu dla "Financial" Times") podczas Europejskiego Forum Nowych Idei podkreślał, że Polska przez pierwszą fazę depopulacji (od 2013 r.) przeszła relatywnie suchą nogą, wypełniając luki poprzez aktywizację krajowych zasobów pracy, jak i napływ cudzoziemców.
"Obie te strategie jednak się wyczerpują - z biernych zawodowo już tylko ok. 1 mln daje potencjał do aktywizacji, a od 2 lat napływ obywateli Ukrainy na nasz rynek pracy niemal się zatrzymał (efekt mobilizacji wojskowej mężczyzn w wieku produkcyjnym i zakaz wyjazdu z kraju). IMO dziś nie widać na horyzoncie nisko wiszących owoców w kontekście poprawy podaży pracy, a trendy demograficzne będą naszą gospodarkę tylko mocniej dociskać" - napisał Kubisiak na LinkedIn.
Ekspert PIE dodał, że w związku z powyższym polscy przedsiębiorcy powinni sięgać po rozwiązania technologiczne: automatyzację, robotyzację i AI. "Zwiększanie produktywności i ograniczanie nowego popytu na pracę to mechanizmy, które mogą pomóc ograniczyć napięcia rynkowe" - napisał Kubisiak. Polska ma sporą przestrzeń na poprawę w tej materii, ponieważ polski model pracy przez 30 lat był oparty o niskie koszty pracy, w związku z czym brakowało bodźców do inwestowania w technologię.
W konsekwencji Polska pozostaje w ogonie Europy pod względem automatyzacji. Jak pisał w 2021 roku Filip Lamański na łamach Obserwatora Gospodarczego, robotyzacja w Polsce jest na "żałośnie niskim poziomie". W 2018 r. mieliśmy 42 roboty na 10 tys. pracowników przemysłu. Regionalni partnerzy, Czechy i Węgry, odpowiednio 135 i 84. Niemcy, europejski lider - 338. Światowa średnia to 99 robotów na 10 tys. pracowników.