- Mobbing dość trudno zdefiniować. Bywa wyolbrzymiany, ale czasem niestety pojawiają się krzyki, umniejszanie, zmienienie stanowiska pracy na to poniżej kwalifikacji, manewrowanie grafikami, dniami wolnymi, urlopami, kary po powrocie z L4, rozmowy dyscyplinujące - wymienia przejęta Jolanta Żołnierczyk, kasjerka oraz społeczna Inspektorką Pracy z OPZZ Konfederacja Pracy, w rozmowie z Next.gazeta.pl. Dodaje, że w handlu ze względu na małą liczbę pracowników i przeciążenie pracą nadużycia zdarzają się bardzo często.
W wielu sytuacjach, w których przełożony wykorzystuje swoją pozycję, trudno udowodnić, że rzeczywiście doszło do mobbingu. - Nawet jak ktoś się ośmieli i znajdzie siłę, żeby iść do sądu, to sądy potrzebują dowodów. A jakie dowody można przedstawić, gdy wszyscy są zastraszeni? - pyta retorycznie Żołnierczyk. Opowiada, że wiele osób woli się zwolnić z pracy, niż mierzyć z tym trudnym tematem. Co więcej, często udowodnienie czegokolwiek jest niemożliwe, bo różne nadużycia odbywają się w "cztery oczy". Wtedy jest to słowo przeciwko słowu. Do tego takie sprawy trwają bardzo długo i wiążą się z powrotem do traumatycznych przeżyć.
Przełożeni mają też swoje sposoby, aby pracownikowi umniejszyć, ale jednocześnie zrobić to w sposób, który na pozór będzie wyglądał jak zwykła sytuacja w miejscu pracy. Mowa m.in. o rozmowach dyscyplinujących. - Organizuje się dziwne zebrania. Niby dyscyplinujące, ale tak naprawdę po to, żeby pracownikowi umniejszyć, żeby poczuł się źle, żeby odczuł negatywną ocenę i to publicznie, na forum całego zespołu, jednocześnie pokazując innym, że nie można tutaj zawalczyć o swoje - opowiada nam kasjerka. Dodaje jednak, że być może przydałoby się więcej szkoleń dla przełożonych, bo wierzy, że część z nich jest nieświadoma tego, co w rzeczywistości robi. - Część na pewno nie wie, że krzywdzi innego człowieka i trzeba ich wyedukować - dodaje.
Inną sprawą jest ukrywanie tego typu spraw. - Wszystko załatwia się w ciszy i w tajemnicy, nawet jeśli poskarżymy się "wyżej". Żadna firma nie chce szumu, że wewnątrz niej krzywdzi się pracowników. Dlatego o wielu sprawach się nie mówi, a potem jest już za późno i konsekwencje są bardzo smutne - mówi nam kasjerka.
Pracownikom nie pomagają też obecne przepisy. Mobbing jest zdefiniowany w art. 94(3) par. 2. Kodeksu pracy. To m.in. "działania lub zachowania dotyczące pracownika, lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika". - Każdy pracownik ma swoją wytrzymałość - może wytrzymywać miesiącami, ale w którymś momencie przeleje się szala goryczy. Powtarzam tym osobom: trzeba jasno stawiać granice. Ale odpowiedzialność nie może być tylko po stronie pracowników - mówi nam Jolanta Żołnierczyk.
Między innymi dlatego prowadzone są prace nad zmianą tej definicji. Po zmianie ma wyglądać następująco: "Mobbing oznacza zachowania polegające na uporczywym nękaniu pracownika. Uporczywość nękania polega na tym, że jest ono powtarzalne, nawracające lub stałe". - Zmiana prawa jest potrzebna dla ochrony pracowników. W handlu pracownik jest bardzo obciążony - to praca pod presją czasu, stresująca, a i klienci zdarzają się różni. Jeśli do tego dochodzi złe zachowanie ze strony pracodawcy albo innego pracownika - psychika może okazać się za krucha - dodaje kasjerka.
Pracownicy oczekują też większego wsparcia od pracodawców. Niezadowolony klient i brak wsparcia sprawiają, że pracownik zostaje sam ze swoimi emocjami. - Czasami jeden klient potrafi zepsuć cały tydzień albo nawet życie swoją agresywną postawą. Jesteśmy zostawieni sami w takiej sytuacji, bo "klient nasz pan". Powinno być tak, że gdy dzieje się nam krzywda, to pracodawca wie, jak zareagować i to robi, żeby wesprzeć pracownika w jego trudnej pracy - mówi nam z żalem Jolanta Żołnierczyk. Sugeruje, że być może dodatkowa ochrona dla pracowników handlu byłaby rozwiązaniem.
O tego typu rozwiązaniach dyskutowano w tym tygodniu w Sejmie podczas obrad komisji zajmującej się zmianami w handlu. Jolanta Żołnierczyk była jedną z przedstawicielek strony społecznej podczas tych obrad. - Rozmowy były bardzo obiecujące, bardzo interesujące. Mnóstwo ciekawych pomysłów się pojawiło i uważam, że rokowania są obiecujące. Jestem pewna, że zmiany wejdą w życie i będzie można dużo łatwiej upominać się o swoje prawa - zdradza nam.