Lot pod lupą Flightradar24: Serwis Flightradar podaje, że wojskowy śmigłowiec nie transmitował danych ADS-B. To urządzenie transmitujące w czasie rzeczywistym dane na temat aktualnej pozycji statku powietrznego w przestrzeni. Z kolei samolot pasażerski takie dane transmitował. "Śmigłowiec H60 nadawał tylko dane Mode S" - informuje Flightradar.
"Rozmawiali z kontrolerem": Serwis dodaje, że nagranie audio zarejestrowało "interakcję kontrolerów ruchu lotniczego z sygnałem wywoławczym śmigłowca na chwilę przed zderzeniem". - Obydwa statki powietrzne miały włączone transpondery, czyli kontrolerzy widzieli je na radarach. Śmigłowiec miał bodajże wyłączony odbiornik ADS-B, ale wątpię, by robiło to różnicę. Obydwaj piloci rozmawiali z tym samym czasie z kontrolerem na tej samej częstotliwości. Te rzeczy są uniwersalne i według mnie to nie grało żadnej roli - powiedział w rozmowie z TVN24 pilot kpt. Piotr Lipiński.
Zderzenie w powietrzu: Flightradar24 podaje, że samolot pasażerski znajdował się "na końcowym podejściu do pasa startowego nr 33 na przybliżonej wysokości 300 stóp AMSL (ok. 91 m - red), gdy doszło do zderzenia dwóch maszyn. (...) Natomiast w momencie odebrania ostatniej wiadomości pasażerski Bombardier CRJ-700 znajdował się w locie poziomym na wysokości 400 stóp (ok. 122 m - red). W momencie katastrofy w Waszyngtonie była godzina 20:48.
Wydobyto kilkanaście ciał: Na pokładzie Bombardiera CRJ-700 linii PSA Airlines lecącego z Wichita w stanie Kansas znajdowało się 60 pasażerów i 4 członków załogi. Śmigłowcem Black Hawk leciało 3 wojskowych lotników. Jak dotąd nie odnaleziono żadnej żywej osoby. Z rzeki Potomak, nad którą doszło do katastrofy, wydobyto jak dotąd kilkanaście ciał.
Dramatyczna akcja ratunkowa: Przed katastrofą kontroler mówił pilotowi śmigłowca o zbliżającym się samolocie, pytając, czy go widzi i prosząc jednocześnie o zachowanie odstępu. Pilot potwierdzał, że widzi samolot. Mimo to w niego uderzył. Burmistrzyni Dystryktu Kolumbia Muriel Bowser powiedziała, że nie są znane przyczyny zderzenia, a obecnie służby skupiają się na ratowaniu pasażerów obu maszyn. - Akcja ratunkowa jest bardzo skomplikowana. Ratownicy mają bardzo trudne warunki - jest zimno, wieje silny wiatr - dodał komendant waszyngtońskiej straży pożarnej.
Zobacz także: Co widzieli świadkowie? Więcej w tekście pt. "Katastrofa lotnicza nad Waszyngtonem. "Biały rozbłysk. Myśleliśmy, że to spadające gwiazdy".
Źródła:Flightradar, TVN24, IAR