Gigant z Polski "odpala rakietę". Ceny niższe od "chińskich platform" i sklepy w małych miastach

LPP, odzieżowy gigant z Polski zapowiada jeszcze większą ekspansję zarówno na naszym jak i międzynarodowym rynku. Chce mocno postawić zwłaszcza na jeden brand.
LPP (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

LPP z ambitnym planem: - Czuję się tak, jakbym odpalał rakietę (...). Tworzymy koncept biznesowy, którego nie ma nikt - mówi Marek Piechocki, prezes firmy odzieżowej LPP w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Piechocki ma wielkie plany wobec sieci sklepów Sinsay, które mają być bliżej klienta i w przystępnej cenie oferować markowe produkty. Do tego w zasadzie już są to sklepy wielobranżowe. "LPP ogłasza nową strategię biznesową, w której stawia na mocne przyspieszenie rozwoju Sinsay. Marka stanie się motorem napędowym Grupy i do 2027 r. ma odpowiadać za 75 proc. jej przychodów" - przekazuje gdańska firma.

Sinsay wielką nadzieją: "Skalowalność Sinsay i niskie nasycenie rynku otwiera przed spółką potencjał dotarcia do 300 mln klientów na 27 rynkach docelowych" - czytamy w komunikacie sklepu. Marek Piechocki przyznaje, że jeszcze w tym roku sieć ma otworzyć swoje sklepy w Uzbekistanie, Azerbejdżanie, Armenii, Gruzji oraz Mołdawii. Cel? Do końca 2027 r. sieć Sinsay ma rozrosnąć się do ok. 6000 salonów. "Już teraz LPP zabezpieczyło ponad 1100 nowych lokalizacji" - zapewnia firma. "Przeprowadzone analizy pokazują, że poziom nasycenia rynków w krajach, w których działa Sinsay wynosi obecnie zaledwie 15 proc., co stwarza znaczące możliwości dalszej ekspansji i wzrostu w kolejnych latach" - poinformowano. 

Zobacz wideo

Nadzieją małe miasta: - Ludzie w małych miejscowościach muszą kupować różne rzeczy nie tylko odzież, ale i rzeczy pierwszej potrzeby niespożywczej. Nawet jeśli mamy dochodzić do dekoniunktury, jeśli mówimy, że konsumenci oszczędzają, to jest to młyn na naszą wodę, bo ceny, które oferuje Sinsay to ceny, które konkurują z cenami internetowych platform chińskich - zapewniał na konferencji prasowej prezes LPP. Jak dodał, w pół roku sieć jest w stanie otworzyć sklep w konkretnym mieście. - Koncentrujemy się na mniejszych miejscowościach i wprowadzamy tam nową jakość, która zmienia zasady handlu. Sinsay staje się fenomenem, a każde otwarcie sklepu marki już dzisiaj jest dużym wydarzeniem, które nierzadko zmienia życie lokalnej społeczności - zdradzał w wywiadzie. 

Cła niestraszne? - Nie handlujemy ze Stanami, nie kupujemy, nie sprzedajemy do Stanów. Działa to wręcz na naszą korzyść, bo firmy z Azji będą pod większą presją, by sprzedawać taniej do firm europejskich, więc będą musiały obniżyć ceny - uspokajał prezes. We wtorek akcje LPP spadły na giełdzie w Warszawie o ponad 9 proc., co było najgorszym wynikiem spośród spółek WIG20. 

Publikacja wyników finansowych: Firma odzieżowa LPP w czwartek (3 kwietnia) przekazała, że osiągnęła przychody przekraczające 20 mld zł. Co więcej, zysk operacyjny przekroczył 2,4 mld zł, przy jednoczesnym wzroście nakładów inwestycyjnych do ponad 1,8 mld zł. - To daje 19 proc. wzrostu rok do roku, patrząc tylko na biznes podstawowy. Spełniliśmy wszystkie założenia finansowe, szczególnie dbając o bezpieczny poziom zadłużenia i dyscyplinę bilansową - komentował Marcin Bójko, wiceprezes zarządu LPP ds. finansowych. W zeszłym roku grupa otworzyła ponad 660 nowych sklepów, a powierzchnia sprzedażowa sieci zwiększyła się o 23 proc.

Przeczytaj też: Polska traci najmocniej na cłach Donalda Trumpa. Najgorszy dzień od trzech lat. "Szok dla handlu".

Źródła: LPP, "Rzeczpospolita", Stooq.pl, PAP Biznes

Więcej o: