Wielu ludziom klasa średnia kojarzy się ze względnym dobrobytem, a więc przyzwoitymi dochodami czy dobrami materialnymi. Nie da się tego jednak precyzyjnie zdefiniować, a posiadanie konkretnych dóbr jak smartfony, sprzęt elektroniczny czy nawet samochód nie jest już wystarczającym wyznacznikiem.
- Definicji klasy średniej jest bardzo dużo i one nie odnoszą się tylko i wyłącznie do sytuacji materialnej, ale często też do statusu społecznego, do wykonywanego zawodu, wykształcenia, pozycji w firmie czy do formy zatrudnienia – stwierdził w wywiadzie dla "Faktu" dr hab. Michał Myck, szef Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA.
Z kolei raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego uwzględnia cztery kryteria: charakter wykonywanej pracy (pracownicy umysłowi lub pracownicy fizyczni/rolnicy), poziom wymaganych kwalifikacji do jej wykonywania, stanowisko zajmowane w hierarchii organizacyjnej oraz własność środków produkcji (przedsiębiorcy i samozatrudnieni lub pracownicy). To oznacza, że mogą się tu znaleźć menedżerowie średniego szczebla, pracownicy korporacji czy przedsiębiorcy z jednoosobową działalnością gospodarczą.
Zarobki nie pozostają bez znaczenia. Liczą się jednak dochody członków rodziny lub całkowite dochody gospodarstwa domowego. Istotna jest zarówno skala zarobków, jak i ilość członków rodziny (singiel z dochodem 4 tys. może mieć wyższy status niż 5-osobowa rodzina z zarobkami na poziomie 8 tys.).
Dr Michał Myck proponuje za punkt odniesienia podział populacji na 10 grup dochodowych tzw. grup decylowych. Każda kolejna grupa obejmuje 10 proc. populacji (od najniższych do najwyższych dochodów). Tego rodzaju uporządkowanie bierze pod uwagę zarówno sumę dochodów w gospodarstwie, jak i liczbę osób (jej strukturę demograficzną).
Mediana dochodu
Poziom dochodu oddzielający 5 i 6 grupę stanowi tzw. medianę dochodu (poniżej biedniejsza część populacji, powyżej bogatsza). - Z punktu widzenia poziomu dochodów klasę średnią definiuje się najczęściej na dwa sposoby. Wg definicji OECD to grupa gospodarstw o dochodach powyżej 75 proc. mediany oraz poniżej 200 proc. mediany (mediana odpowiada wartości progu między 5 i 6 grupą dochodową, dla jednoosobowego gospodarstwa to 4503 zł na miesiąc) – wyjaśnia dr hab. Michał Myck.
Zgodnie z tymi wytycznymi i danymi OECD do klasy średniej zaliczać się będzie jedna osoba dorosła o dochodach pomiędzy 3378 zł a 9007 zł, dwie z dochodami, między 5066 zł a 13 511 zł, dwie i dziecko z dochodami między 6080 zł a 16 213 zł czy dwie dorosłe i dwoje dzieci z dochodami 7093 zł do 18 915 zł. Od razu daje się zauważyć szeroki zakres tego przedziału (w ostatnim przypadku to aż 11 tys. zł).
Posługując się powyższymi progami, w 2025 roku w Polsce klasa średnia objęłaby aż 69 proc. populacji. 24 proc. trafiłoby do klasy niższej, a tylko ok. 7 proc. do klasy wyższej. Choć jak wspomniano, wiele zależy od definicji. Jeśli rozważamy jedynie dochody, klasa średnia może obejmować też grupy 3-8 (zgodnie z systemem przyjętym przez amerykański think tank Brookings Institution).
W wielu krajach klasa średnia jest motorem napędowym gospodarki nic więc dziwnego, że są do niej skierowane różne propozycje polityków. Czasem jednak mijają się ona z zaplanowaną grupą docelową. Kandydat na prezydenta Karol Nawrocki zaproponował podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł czy 0 proc. PIT dla rodzin z minimum dwójką dzieci (do określonego limitu), a także ulgi prorodzinne dla przedsiębiorców. Jednak wyliczenia wskazują, że korzyści z takich zmian podatkowych trafią aż w 63 proc. do klasy wyższej (9 i 10 grupa dochodowa) i tylko w niecałym 1 proc. do najbiedniejszych. Klasa średnia również nie skorzystałaby wystarczająco - wszystkie te pomysły kosztowałyby w ciągu roku około 19,1 mld zł, jednak przedstawiciele klasy średniej zyskaliby na tym tylko 12 mld zł rocznie.
Czytaj też:Ile "naprawdę" zarabia typowy Polak? Są nowe dane GUS
Źródło:Fakt