Grupa ponad 100 Polaków miała pierwotnie odlecieć z lotniska Marsa Alam do Katowic w czwartek (8 maja) wieczorem. - Co chwilę informowano nas, że już na pewno za pół godziny odlecimy. W końcu lot został przeniesiony na godzinę 10 rano, ale i on się nie odbył - opowiadali w rozmowie z "SuperExpressem". - Dzieci są zmęczone, płaczą. To jest tragedia - dodawali. Ostatecznie turyści odlecieli dopiero w sobotę (10 maja) rano. Przez ten czas mieli być zakwaterowani w hotelu o - jak mówią - "wątpliwym standardzie".
"Opóźnienie miało charakter techniczny i dotyczyło usterki samolotu obsługiwanego przez niezależnego przewoźnika. Zgodnie z obowiązującymi, rygorystycznymi normami bezpieczeństwa, samolot nie mógł wystartować przed zakończeniem pełnej diagnostyki oraz koniecznych napraw. Decyzje operacyjne w takich przypadkach podejmują wyłącznie przewoźnik i odpowiednie służby techniczne" - poinformowało biuro podróży. Ostatecznie podróżni wrócili jednak do kraju samolotem zastępczym Airbus A321.
Rzecznik Praw Pasażerów podaje, że gdy oczekiwany czas odlotu nastąpi co najmniej jeden dzień po terminie poprzednio zapowiedzianego odlotu, podróżni powinni otrzymać: zakwaterowanie w hotelu oraz transport pomiędzy lotniskiem a miejscem zakwaterowania. Co więcej, można domagać się "zwrotu w terminie 7 dni pełnego kosztu biletu za część lub części nieodbytej podróży oraz za część, lub części już odbyte". Ponadto można ubiegać się o odszkodowanie w wysokości od 250 euro do 600 euro.
To nie pierwszy raz, gdy polscy turyści mają problem z powrotem z wczasów w Egipcie. Na początku roku prawie 300 Polaków utknęło na tym samym lotnisku. Ich lot (swoją drogą także do Katowic) zaplanowany na niedzielę odbył się dopiero we wtorek. Biuro podróży w tamtej sytuacji przeprosiło podróżnych i zapewniło, że bezpieczeństwo turystów jest dla nich najważniejsze. Dodano, że klienci biura zgodnie z przepisami otrzymali posiłek i możliwość skorzystania z hotelu.
Przeczytaj też: Krok w stronę końca wojny handlowej? Donald Trump ogłasza. "Całkowity reset z Chinami".
Źródła: "Super Express", Podroze.gazeta.pl, Urząd Lotnictwa Cywilnego