Od jakiegoś czasu w mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej wpisów i nagrań, na których młode osoby mówią o trudnościach w znalezieniu pracy. W dyskusję wpisał się niejako Jarosław Wieczorek, poseł PiS, który podał na swoim X dane Eurostatu na temat stopy bezrobocia wśród młodzieży. Między majem tego a poprzedniego roku wskaźnik wzrósł z 10,6 do 13,5 proc. (ogólna stopa bezrobocia w UE dla całej badanej populacji wyniosła w maju 5,9 proc., a w Polsce 3,3 proc. wg metodologii Eurostatu, zaś wg metodologii polskiego resortu pracy było to 5,0 proc.). Czy to poważny problem?
Prawdą jest, to co mówi Wieczorek, że w żadnym innym kraju wzrost nie był wyższy niż te 2,9 punktu procentowego w Polsce. Polityk w nagraniu twierdzi ponadto, że w żadnym innym kraju "dynamika wzrostu" nie była większa. Dane przedstawił na wykresie, z którego wynika, że w Polsce bezrobocie wśród młodych wzrosło o 27,4 proc. względem wartości procentowej z ubiegłego roku. W kolejnej Irlandii było to tylko 9 proc. I choć to poprawne dane, to z takim ich przedstawieniem jest kilka problemów.
Przeliczanie zmiany w punktach procentowych na zmianę procentową jest wątpliwe metodologicznie i może wprowadzać wrażenie zmian większych niż są realnie
- mówi nam Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), w którym jest odpowiedzialny za rynek pracy. Wieczorek, jak tłumaczy Kubisiak, zamiast konkretnych danych, porównywał procenty do procentów. Teoretycznie jest to możliwe, ale takie dane mają niemal zerową wartość naukową i wywołują tanią sensację.
Jeżeli spojrzymy na liczby nominalne, one nadal są dość niskie. Ta zmiana wcale nie jest tak duża, jakby się wydawało
- mówi Kubisiak. W danych Eurostatu widzimy, że w rzeczonym okresie bezrobocie deklarowało 151 tys. osób w porównaniu ze 117 tys. w maju 2024 roku. W teorii więc dynamika wzrostu jest jeszcze większa, niż wynika to z danych przedstawionych przez Wieczorka, bo wynosi około 29 proc. Dane te jednak nie są dobrą miarą, jeśli nie zostaną odniesione do ogółu osób zdolnych do pracy. Dlatego też statystycy podają stopę bezrobocia względem całościowej grupy pracujących i rok do roku porównują wzrosty w punktach procentowych, które są bardziej miarodajne. Z drugiej jednak strony, wzrost bezrobocia wśród młodych jest mimo wszystko zauważalny. Bezrobocie wśród tej grupy nie było tak wysokie od pierwszej połowy 2021 roku. I choć wynik na poziomie 13,5 proc. to wciąż mniej niż wynosi unijna średnia (14,8 proc.), to na rynku pracy rzeczywiście zaszła pewna zmiana, która dotyka m.in. młodych. Jaka?
Andrzej Kubisiak przyznaje, że znalezienie pracy jest dziś trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu, mimo że wtedy rynek pracy również był przegrzany. Problem dotyczy popytu na pracę, czyli tego, jak wiele ofert pracy generują pracodawcy.
Mimo że gospodarka odbija się już drugi, trzeci rok z rzędu, to popyt na pracę wygląda 'tylko' umiarkowanie dobrze. Oczywiście dalej przewyższa poziomy redukcji zatrudnienia, ale historycznie pracodawcy kreowali więcej miejsc pracy przed kryzysem wojennym i przed mocnym uderzeniem inflacyjnym
- tłumaczy ekspert. Stosunkowo nieduża liczba nowych ofert pracy wynika z tego, że firmy raczej "chomikują" zatrudnienie, aby uniknąć zwolnień. Z drugiej strony natomiast nie tworzą nowych etatów, ponieważ dogoniły je koszty pracy. Z miesięcznego indeksu koniunktury PIE wynika, że 70 proc. przedsiębiorców wskazuje koszty pracy jako jedną z kluczowych barier w funkcjonowaniu ich biznesów. - Natomiast w danych publikowanych przez Narodowy Bank Polski widać, że udział kosztów pracy we wszystkich kosztach firm rośnie i możliwe, że niedługo sięgnie swoich historycznych maksimów - mówi Kubisiak.
Trzeba jednak zaznaczyć, że nie ma mowy o tym, iż zmierzamy w stronę kryzysu czy jakiegoś załamania na rynku pracy, twierdzi ekspert. Nieco mniejszy popyt na pracę niż w poprzednich latach to raczej kwestia ustabilizowania się i unormowania sytuacji, która była w ostatnich czasie "anormalna".
Rynek pracy był przegrzany. Mieliśmy bardzo wysokie dynamiki wzrostu wynagrodzeń, mieliśmy bardzo dużo wakatów w gospodarce, które po części zostały już uzupełnione
- mówi ekspert. Kubisiak tłumaczy również, że dodatkowo trafiliśmy na moment, w którym firmy w różnych sektorach przeprowadzają restrukturyzacje. A pełny obraz sytuacji to sporo nakładających się wzajemnie elementów. Dlatego też zdaniem eksperta, nie ma powodów, aby bić na alarm, przynajmniej dopóki bezrobocie jest poniżej europejskiej średniej. - Długoterminowo rynek pracy w Polsce będzie nadal silny. Tutaj nie widać zagrożeń. OECD, Komisja Europejska, czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, wszystkie te instytucje wskazują Polskę jako kraj, który stopę bezrobocia będzie miał jedną z najniższych bądź najniższą w Europie. Bezrobocie ogółem jest bliskie historycznych minimów i nie pojawiają się prognozy przewidujące załamanie - mówi zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Pomijając opis zmian procentowych Jarosława Wieczorka, również Eurostat ma metodologiczne problemy z badaniem bezrobocia młodych. Jest ono specyficzne i samo w sobie przysparza pewnych kłopotów. Historycznie bezrobocie wśród młodych jest wyższe niż ogólna stopa bezrobocia i dotyczy to wielu krajów, nie tylko Polski. Ponadto w danych nie uwzględnia się osób uczących się. Eurostat bada bezrobocie wśród osób powyżej 15 i poniżej 25 roku życia. W tej kohorcie wiekowej sporą grupę stanowią natomiast osoby, które studiują, a więc choć nie pracują, to nie są całkowicie bierne zawodowo (bo kształcą się w zawodzie), natomiast tak się je kwalifikuje. A że w Polsce sporo osób studiuje, to wskaźniki bezrobotnych wśród młodych są wyższe niż ogólna stopa bezrobocia.
Zmiana w danych na temat bezrobocia może mieć natomiast dwa źródła. Albo mamy osoby, które zostały zwolnione i stały się bezrobotne, albo mamy osoby bierne zawodowo, które zaczęły szukać pracy. - Dopływ, który się tam pojawiał, może pochodzić z tych dwóch kategorii przepływowych. Jak ta struktura dokładnie będzie wyglądać, dowiemy się za półtora miesiąca, kiedy zobaczymy dane kwartalne - tłumaczy Kubisiak.