Władze Rumunii zaproponowały, aby zakupu samochodu mogły dokonać tylko osoby, które nie mają zaległości podatkowych wobec władz lokalnych. Zgodnie z tym pomysłem, przed zakupem pojazdu trzeba byłoby poświadczyć, że wszelkie podatki lokalne, jak opłaty za grunt, mieszkanie i mandaty za złe parkowanie, zostały opłacone. Dopiero wtedy można byłoby stać się posiadaczem samochodu lub motocykla. Propozycja rumuńskiego resortu rozwoju, robót publicznych i administracji ma za zadanie poprawić efektywność ściągania podatków. Z plagą zaległości walczą władze centralne i samorządy lokalne. Nowy rząd premiera Ilie Bolojana uznał kwestię nakłonienia Rumunów do płacenia podatków za priorytet. Efekt nowego rozwiązania ma być podwójny. Samorządy będą miały większe dochody własne, a co za tym idzie, rząd będzie mógł zmniejszyć dotacje centralne.
Wcześniej (1 lipca) wygasły obowiązujące w Rumunii od ponad 3 lat mechanizmy dopłat do rachunków za energię elektryczną i gaz. System ten miał łagodzić wpływ wysokich cen energii, które wystrzeliły w 2021 roku. Szacuje się, że koszt programu pomocowego dla odbiorców energii i gazu sięgnął na przestrzeni trzech lat ok. 30 mld lejów rumuńskich, tj. ok. 25 mld złotych.
Nowy rząd Rumunii zapowiedział również program reform fiskalnych, m.in. podwyżkę podatków, w tym m.in. VAT-u (z 19 proc. do 21 proc.), akcyzy, podatku od dywidend (z 10 proc. do 16 proc.) oraz podatku od nieruchomości. Planowane jest wprowadzenie podatku od nadmiarowych zysków sektora bankowego i od zysków z operacji kryptowalutowych. Zapowiedziano też cięcia budżetowe (m.in. ograniczenie o ok. 20 proc. zatrudnienia wśród urzędników) oraz uszczelnienie systemu podatkowego (w tym reformę agencji zajmującej się ściganiem przestępstw skarbowych).
Politolog Kamil Całus wyjaśnił, że po siedmiu miesiącach głębokiego kryzysu politycznego, który zaczął się z chwilą unieważnienia przez Sąd Konstytucyjny wyborów prezydenckich z końca 2024 roku, rumuńska scena polityczna wraca do "kruchej równowagi". "Złożona z tak różnorodnych ideologicznie, a niekiedy wprost zwalczających się środowisk politycznych, większość rządząca stoi teraz przed trudnym zadaniem: musi opanować narastające lawinowo zadłużenie Rumunii i zrestartować gospodarkę, która popada w stagnację" - napisał w "Tygodniku Powszechnym". Dodał, że oznacza to konieczność wprowadzenia szeregu niepopularnych reform, w tym podwyżki podatków, połączonej z cięciami w wydatkach publicznych oraz ze zwolnieniami w sferze budżetowej.
W 2007 roku w momencie akcesji Rumunii do Unii Europejskiej PKB per capita tego państwa wynosił około 44 proc. średniej unijnej, ale w 2024 roku osiągnął wysokość 78 proc. średniej. Z kolei wynagrodzenia brutto wzrosły w tym okresie ośmiokrotnie z około 1230 do 9415 lei (równowartość ok. 7,6 tys. zł). Natomiast tempo wzrostu gospodarczego, które w ciągu ostatnich 20 lat utrzymywało się średnio na poziomie 3,5 proc. rocznie, spadło w 2023 r. do 2,4 proc., a w 2024 r. do 0,9 proc. Prognozy Banku Światowego wskazują, że w 2025 i 2026 roku rumuńska gospodarka ma wzrosnąć odpowiednio o 1,3 proc. i 1,9 proc. Ponadto od 2020 roku Rumunia jest objęta tzw. unijną procedurą nadmiernego deficytu, która jest uruchamiana w momencie gdy różnica między wydatkami a wpływami budżetowymi w danym roku przekracza 3 proc. PKB lub gdy ogólne zadłużenie przekracza poziom 60 proc. PKB. Rośnie również dług publiczny. W 2019 roku wskaźnik ten wynosił 35 proc. PKB, ale w 2024 r. był już na poziomie 55 proc.
Czytaj również: "Niemcy czekali na to dwa lata. 'Najgorsze już minęło'. To dobra wiadomość dla Polski".
Źródła:IAR, Ośrodek Studiów Wschodnich, Tygodnik Powszechny