Król wędlin może wrócić do Polski. "Haracz za możliwość dochodzenia sprawiedliwości". Zaporowa kwota

Sąd umożliwił Henrykowi Kani uzyskanie listu żelaznego i powrót do kraju. Kwota poręczenia jest jednak olbrzymia, a sam przedsiębiorca nazywa ją haraczem.
były ZM Henryk Kania w Pszczynie
Fot. Paweł Sowa / Agencja Wyborcza.pl

Sąd w Katowicach zdecydował, że wyda list żelazny dla Henryka Kani juniora, jeśli ten do 30 czerwca 2026 roku wpłaci 8 mln zł poręczenia. List żelazny umożliwia oskarżonym przebywającym za granicą uniknięcie aresztowania po powrocie do kraju po spełnieniu odpowiednich warunków. Przedsiębiorca będzie mógł też odpowiadać z "wolnej stopy", czyli na wezwanie organów ścigania. Obecnie Kania przebywa w areszcie domowym w Argentynie, a prokuratura stara się o jego ekstradycję. 

Henryk Kania może wrócić do Polski, ale i tak chce odwołać się od decyzji sądu

Henryk Kania uważa, że 8 mln zł poręczenie to "zaporowa kwota", która uniemożliwia mu powrót do kraju. Dlatego też od decyzji sądu ma zamiar się odwoływać, szczególnie że ten podzielił jego argumentację z wniosku o list żelazny, choć ostateczna decyzja nie jest na rękę przedsiębiorcy. 

Zobacz wideo 42 dni męki. Tak wygląda rzeczywistość ferm przemysłowych

- Sąd zdaje sobie sprawę, że ze względu na okoliczności sprawy, w której to ja jestem poszkodowany, nie mam majątku. Wie zatem, że nie jestem w stanie spełnić tego warunku. Sąd przyznał mi rację w sprawie wniosku, ale ustalił zaporową kwotę poręczenia, by mimo wszystko uniemożliwić mi szybki powrót do Polski - mówi Henryk Kania cytowany w oświadczeniu przesłanym naszej redakcji.

Zdaniem przedsiębiorcy decyzja sądu chroni prokuraturę przed kompromitacją, bo jej materiał dowodowy nie wytrzymałby konfrontacji z jego wyjaśnieniami.

To de facto powiedzenie: to prawda, że masz prawo się bronić, ale musisz za to zapłacić 8 mln zł. To jak haracz za możliwość dochodzenia sprawiedliwości

- twierdzi Kania. 

Kania chce wskazać winnych upadku firmy

Przedsiębiorca podkreśla, że zależy mu na powrocie do kraju i udziale w postępowaniach dotyczących Zakładów Mięsnych Henryk Kania S.A. - Jestem bardzo zdeterminowany i przygotowany, by pomóc wymiarowi sprawiedliwości wyjaśnić, dlaczego tak naprawdę upadły Zakłady Mięsne, a ich majątek został rozgrabiony w trakcie postępowania upadłościowego. Chcę walczyć o swoje dobre imię i sprawiedliwość - podsumowuje biznesmen.

Wcześniej sugerował, że upadek jego firmy wynikał ze zmowy banku City Handlowego oraz portugalskiej grupy Jeronimo Martins, właściciela popularnej sieci Biedronka. - Informacje, którymi dysponuję, pozwoliłyby na wyjaśnienie, dlaczego w ramach postępowania upadłościowego nowoczesny zakład produkcyjny należący do Zakładów Mięsnych sprzedano konkurencyjnemu Cedrobowi za ułamek jego wartości i to pomimo istniejącego sądowego zakazu zbywania go - stwierdził biznesmen.

Upadek wielkiego producenta

Firmę, w stosunku do której toczy się postępowanie, założył w 1990 roku ojciec przedsiębiorcy, Henryk Kania senior. Przedsiębiorstwo szybko zdobyło krajowy rynek i stało się rozpoznawalną marką. Był to jeden z największych producentów wędlin w kraju, a wyroby z firmowym logo można było znaleźć w wielu popularnych sieciach, jak Biedronka, Auchan i Carrefour.

W 2013 roku zarząd nad firmą objął syn założyciela (twórca "imperium" zmarł w 2024 roku). W 2017 roku zaczęły się kłopoty. Rosło zadłużenie podmiotu, które w 2019 roku wyniosło już 833 mln zł. W czerwcu 2020 r. sąd ostatecznie ogłosił upadłość Zakładów Mięsnych Henryk Kania. Spadkobierca przedsiębiorstwa jest oskarżony o popełnienie przestępstw skarbowych, za które grozi kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Źródło: Oświadczenie przesłane redakcji Next.Gazeta.pl

Więcej o: