"Traktujemy ten list jako niegodny czyn osoby, która boi się stawić czoła poważnym zarzutom karnym w naszym kraju, takim jak pranie brudnych pieniędzy, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i działanie na szkodę swojej firmy, od lat unikając polskiego wymiaru sprawiedliwości" - przekazał w odpowiedzi dla serwisu Gazeta.pl Marcin Ładak, dyrektor pionu prawnego i członek zarządu sieci Biedronka. Zaznaczył, że "natychmiast podejmujemy działania prawne w celu ochrony naszej firmy, a także dobrego imienia jej właściciela, zarządu, pracowników oraz dostawców".
"Jesteśmy głęboko przekonani, że Henryk Kania powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności za swoje działania przed polskim wymiarem sprawiedliwości, w tym za zniesławienia zawarte w niniejszym liście. Warto podkreślić, że Sąd Okręgowy w Poznaniu orzekł już, że relacje handlowe między firmami Biedronka a ZM Henryk Kania były w pełni zgodne z polskim prawem. Naszą współpracę ze wszystkimi dostawcami kształtujemy właśnie w ten sposób, opierając się na dwustronnych porozumieniach i preferując wieloletnie relacje partnerskie" - wyjaśnił Marcin Ładak.
Henryk Kania w osobistym liście do prezesa Jeronimo Martins Pedro Soaresa dos Santosa, z którym zapoznał się portal Gazeta.pl, stwierdził, że "agresywna polityka właściciela Biedronki" miała być rzekomo jedną z przyczyn problemów finansowych Zakładów Mięsnych Henryk Kania, które "doprowadziły do upadłości" tej spółki. Po złożeniu doniesienia przez Henryka Kanię, decyzją prokuratury, Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Katowicach wszczął postępowanie sprawdzające w sprawie.
Henryk Kania obecnie przebywa w Argentynie. W kwietniu 2025 r. jego pełnomocnicy złożyli wniosek o wydanie listu żelaznego, aby przedsiębiorca mógł wrócić do Polski i uczestniczyć w procesach oraz śledztwach dotyczących Zakładów Mięsnych Henryk Kania jako świadek i oskarżyciel posiłkowy. Na początku września Sąd Okręgowy w Katowicach miał podjąć decyzję w tej sprawie, ale sąd odroczył ją do 28 października. Jednocześnie wezwał śledczych do uzupełnienia dokumentacji. Przedsiębiorca jest oskarżony o popełnienie przestępstw skarbowych, za które grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności. Kania był poszukiwany listem gończym, prowadzono też procedurę ekstradycyjną, która jednak nie przyniosła dotychczas rezultatu.