Na zakopiance, w miejscowości Krzyszkowice, znajduje się fotoradar, który w 2025 roku najczęściej łapał kierowców jadących szybciej niż dopuszczalne 50 km/h. W sumie odnotował 51,7 tys. przekroczeń prędkości. Oznacza to, że każdego dnia "strzelał zdjęcie" średnio 300 razy. Co ciekawe, fotoradar działa w tym miejscu dopiero od lipca. Dane te udostępnił serwisowi autokult.pl Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD).
W całym kraju jest 477 stacjonarnych fotoradarów, które w zeszłym roku zarejestrowały 743,8 tys. przypadków łamania przepisów. Oprócz wspomnianej zakopianki kierowcy bardzo często byli przyłapywani na przekraczaniu prędkości w: Bieruniu na ul. Warszawskiej (woj. śląskie), Łodzi przy ul. Dąbrowskiego (woj. łódzkie), Warszawie przy ul. Pileckiego (woj. mazowieckie). W każdym z tych miejsc fotoradary zarejestrowały w zeszłym roku ponad 10 tys. przypadków przekroczenia prędkości.
A jak działa fotoradar? "Wysyła on wiązkę fal, które dokonują pomiaru prędkości pojazdu w chwili, gdy ten znajduje się 10-45 m od urządzenia. Rejestruje ono samochód i tablice rejestracyjne. Na zdjęciu utrwalony jest też wizerunek prowadzącego auto" - informuje ubezpieczyciel Uniqa. Warto pamiętać, że podczas sprawdzania zdjęcia z fotoradaru policja zwróci uwagę na to, czy kierowca miał zapięte pasy, rozmawiał przez telefon, a pojazd, którym się poruszał, miał włączone światła.
"Zaletą tego typu rozwiązania jest możliwość wystawiania mandatów bez konieczności wstrzymywania ruchu. Jednocześnie większość kierowców intuicyjnie zwalnia, widząc urządzenie rejestrujące prędkość na swojej trasie" - tłumaczy Uniqa. Zgodnie z obowiązującymi przepisami każdy fotoradar musi być oznaczony na żółto.
Z badania Rankomat.pl wynika, że blisko 30 proc. Polaków deklaruje, że przekracza dozwoloną prędkość o maksymalnie 10 km/h, a jedna czwarta robi to o więcej niż 10 km/h. "Biorąc pod uwagę, że nadmierna prędkość jest najczęstszą przyczyną wypadków na prostych odcinkach dróg, można powiedzieć, że to wręcz proszenie się o kolizję. Nie bez powodu powstały też kampanie społeczne w stylu 10 mniej ratuje życie" - czytamy w badaniu.
Tendencja z ostatniego roku jest jednak pozytywna. Według policyjnych danych w 2025 roku na polskich drogach zginęło 1 651 osób, czyli o 245 mniej niż w 2024. W sumie doszło do 21 tysięcy wypadków - o 519 mniej niż rok wcześniej. 24 tysiące 715 osób zostało rannych. Było to o 67 osób mniej niż w roku 2024. Mniej optymistycznie wyglądają dane z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD), które w 2025 r. odnotowało 1,2 mln wykroczeń drogowych. Względem poprzedniego roku to wzrost o ok. 8 proc.
Przeczytaj też: "Chiny mają nas podanych na tacy? 'To nowa ropa'. Polska szczególnie zagrożona".