Donald Trump przed wylotem na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos przyznał, że nie wyklucza zdecydowanych działań w sprawie Grenlandii, ale zapewnia, że możliwe jest wypracowanie porozumienia. - Mamy zaplanowanych wiele spotkań dotyczących Grenlandii. Myślę, że wszystko ułoży się całkiem dobrze - mówił, cytowany przez Agencję Reutera. Dodał, że może zdarzyć się to już w najbliższych dniach. - Myślę, że wypracujemy coś, co będzie bardzo satysfakcjonujące dla NATO i dla nas, ale potrzebujemy tego ze względów bezpieczeństwa. Potrzebujemy tego dla bezpieczeństwa narodowego, a nawet dla bezpieczeństwa światowego. To bardzo ważne - dodawał, pytany o ryzyko rozpadu NATO w przypadku przejęcia Grenlandii przez USA.
Pytany o to, jak daleko jest gotów się posunąć, by przejąć Grenlandię, Donald Trump odparł tylko "przekonacie się". Zapewniał jednak, że jest w stanie zawrzeć porozumienie w tej sprawie. Twierdził, że mieszkańcy Grenlandii, którzy deklarowali brak zainteresowania przyłączeniem do Stanów Zjednoczonych, po rozmowie z nim byliby - jak to ujął - "zachwyceni". Przyznał jednocześnie, że dotąd z nimi nie rozmawiał.
W rozmowie ze stacją NBC News Donald Trump zapowiedział też, że w stu procentach dotrzyma swojej groźby nałożenia ceł na osiem krajów europejskich, które sprzeciwiają się jego żądaniu przejęcia kontroli nad Grenlandią. Amerykański lider pozostawił "bez komentarza" na pytanie, czy wyśle wojska na Grenlandię, aby przejąć wyspę. - Musimy mieć to terytorium, nasi partnerzy muszą to zrozumieć. Nie są w stanie chronić Grenlandii. Duńczycy to wspaniali ludzie. Znam przywódców, to bardzo dobrzy ludzie, ale oni nawet tam nie jeżdżą - mówił Donald Trump.
Prezydent USA powiedział także, że NATO od 20 lat ostrzega Danię przed rosyjskim zagrożeniem wobec Grenlandii. Regularnie powtarza, że ta arktyczna wyspa ma znaczenie pod względem bezpieczeństwa. - To bardzo duży kawałek ziemi. Jest tam bardzo zimno. Jest tam dużo lodu. Więc nie wybudujemy tam teraz jakiegoś fajnego osiedla - mówił Donald Trump. Jego planem jest wciągnięcie Grenlandii do tzw. Złotej Kopuły. To proponowany przez administrację Donalda Trumpa ogromny, wielowarstwowy system obrony przeciwrakietowej, mający chronić całe Stany Zjednoczone przed pociskami balistycznymi i hipersonicznymi.
Równolegle do tych bojowych zapowiedzi amerykańska administracja wbrew głośnej zapowiedzi Donalda Trumpa nie wprowadziła zapowiadanych sankcji na kraje robiące interesy gospodarcze z Iranem. Gdyby zdecydowała się to zrobić, musiałby nałożyć 25-proc. cła na takie kraje jak Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Indie, Irak i Rosja.
Gdy w Iranie trwały gwałtowne demonstracje antyrządowe, Trump ogłosił poważne sankcje wobec Teheranu. "Ze skutkiem natychmiastowym każdy kraj prowadzący interesy z Islamską Republiką Iranu będzie płacił cło w wysokości 25 proc. od wszystkich transakcji zawieranych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki" - napisał Trump w poście opublikowanym na swojej platformie Truth Social. Dodał, że to "postanowienie jest ostateczne i rozstrzygające". Choć od ogłoszenia tej decyzji minął tydzień, rząd USA żadnych ceł na kraje handlujące z Iranem nie prowadził.
Biały Dom nie wyjaśnił, dlaczego prezydent USA wycofał się ze swojej groźby. Wysoki rangą przedstawiciel administracji zapewnił jedynie, że wszystkie opcje nadal są na stole. - Prezydent jest zdecydowany wykorzystać wszystkie dostępne środki, aby zapewnić bezpieczeństwo narodowe Stanów Zjednoczonych - powiedział w rozmowie z Polskim Radiem.
Przeczytaj też: USA grożą Europie. "Wrócimy do eskalacji". Postawiły warunek UE.