Panika nie ustępuje z rynków naftowych. 12 marca rano na giełdzie w Londynie baryłka europejskiej ropy naftowej Brent kosztowała ponad 100 dol., niemal 15 proc. drożej niż na koniec poprzedniej sesji.
Po rozpoczęciu dnia z takim przytupem, cena surowca spadła jednak poniżej 100 dol. za baryłkę i kilkanaście minut po rozpoczęciu sesji kosztowała 99,75 dol., zwyżkując o 13,6 proc.
Szkopuł w tym, że kilkanaście godzin wcześniej państwa Zachodu uwolniły rekordową część swoich rezerw ropy naftowej. To miało zahamować galopadę cen surowca, wywołaną przez wojnę w Iranie, która trwa już od 13 dni.
Międzynarodowa Agencja Energii (MAE) ogłosiła 11 marca po południu, skupione w niej 32 państwa Zachodu postanowiły rzucić na rynek 400 mln baryłek ropy naftowej - aż jedną trzecią swoich rezerw strategicznych surowca. To największa interwencja w historii, ponad dwa razy większa niż po napaści Rosji na Ukrainę. Państwa należące do MAE muszą gromadzić zapasy ropy naftowej i gotowych paliw na co najmniej 90 dni konsumpcji.
Już kilka godzin przed zatwierdzeniem decyzji Agencji uwolnienie części swoich rezerw ropy naftowej zapowiedziały w Europie Niemcy, Austria i Węgry, a w Azji - Japonia i Korea Południowa. Państwa Azji są szczególnie narażone na skutki obecnego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie, bo większość ropy naftowej importują od państw znad Zatoki Perskiej.
Nocą prezydent Donald Trump zapowiedział, że USA w ramach interwencji MAE także uwolnią część swoich rezerw strategicznych ropy naftowej. "Napełnię je ponownie, ale teraz trochę je zredukujemy, a to obniży ceny" - zapowiedział Trump w wywiadzie dla stacji radiowej z Cincinnati.
Później sekretarz energii Chris Wright poinformował, że USA w ciągu 120 dni uwolnią ze swoich rezerw 172 mln baryłek ropy naftowej. To ponad 40 proc. surowca zgromadzonego teraz z amerykańskich rezerwach strategicznych SPR.
Polski koncern od środy pierwszy raz od wybuchu wojny w Iranie obniżył swoje hurtowe cenniki paliw. W czwartek zostały tylko nieznacznie zmodyfikowane. Praktycznie bez zmian w hurtowniach Orlenu pozostały ceny oleju napędowego. Natomiast cena za litr najpopularniejszej benzyny 95 oktanowej wzrosła o 6 groszy netto, co 5,24 zł bez podatku VAT.
To kolejny sygnał, że rząd stara się uspokoić nastroje polskich kierowców.
- Powodów do paniki z całą pewnością nie ma. Paliwo na stacjach jest, rafinerie pracują - podkreślał w środę minister finansów Andrzej Domański, występując w stacji telewizyjnej TVN24.