Wielu turystów będzie mieć kolejne powody do narzekań - resort turystyki ma pomysł na nową opłatę. O sprawie poinformował wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś w trakcie posiedzenia sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Zauważył, że turystyka przynosi ponad 180 mld zł przychodu do budżetu rocznie (5 proc. PKB). Jego zdaniem opłata turystyczna wspomogłaby rozwój regionów cieszących się popularnością wśród podróżnych z kraju i zagranicy.
Zgodnie z założeniami projektu gminy będą samodzielnie decydować o wprowadzeniu opłaty, a także ustalać jej wysokość, uwzględniając wyznaczony górny próg. Raś uważa, że kwota powinna odpowiadać średniemu poziomowi europejskiemu, a więc w najpopularniejszych destynacjach mogłaby wynieść około 11 zł za dobę. Środki z opłaty miejscowej miałyby trafiać głównie do gmin turystycznych, choć część zostałaby przeznaczona na promocję turystyki przez Polską Organizację Turystyczną (POT).
Pieniądze byłyby wykorzystywane na rozwój infrastruktury, ochronę środowiska i organizowanie lokalnych wydarzeń. Gminy mogłyby również wynagrodzić odwiedzającym opłatę poprzez oferowanie różnego rodzaju bonusów, takich jak karty turystyczne czy zniżki do muzeów, parków lub innych interesujących obiektów.
Opłata miałaby też stanowić rodzaj rekompensaty dla gmin, w których ruch turystyczny jest największy. Zmiany w przepisach byłyby też sposobem na poprawę koordynacji promocji turystycznej Polski przez POT i współpracę z regionalnymi organizacjami turystycznymi. - To pozwoli skuteczniej docierać z ofertą promocyjną zarówno do turystów krajowych, jak i zagranicznych, szczególnie w sezonach poza szczytem - wyjaśnił Raś.
Jeszcze w 2024 roku wpływy z opłaty miejscowej przekroczyły 76 mln zł, a w czołówce miast uzyskujących dochody z tego tytułu znalazły się m.in. Mielno (opłata miejscowa za dobę wynosi tam 3,40 zł), Gdańsk (3,31 zł) i Szklarska Poręba (3,30 zł).
W 2026 roku maksymalna stawka opłaty miejscowej mogła wynosić 3,46 zł w miejscowościach posiadających korzystne właściwości klimatyczne i krajobrazowe, a dla miejscowości ze statusem obszaru ochrony uzdrowiskowej było to 4,89 zł (za każdą rozpoczętą dobę). W uzdrowiskach pobierana jest natomiast opłata uzdrowiskowa (w zastępstwie miejscowej), która wynosi w bieżącym roku 6,67 zł dziennie. To wciąż znacznie mniej niż ewentualne 11 zł zaproponowane przez wiceministra.
Jednocześnie obecnie wiele regionów turystycznych i miast nie może pobierać żadnej opłaty miejscowej ze względu na niespełnianie ustawowych kryteriów. W sierpniu 2025 roku Naczelny Sąd Administracyjny po raz trzeci uznał, że Zakopane nie ma podstaw do pobierania opłaty miejscowej. Chodzi m.in. o jakość powietrza. Jak wskazują przepisy, tego rodzaju opłatę można pobierać od osób fizycznych przebywających ponad dobę w celach turystycznych, wypoczynkowych lub szkoleniowych w miejscowościach "posiadających korzystne właściwości klimatyczne, walory krajobrazowe oraz warunki umożliwiające pobyt osób w tych celach" oraz takich znajdujących się "na obszarach, którym nadano status obszaru ochrony uzdrowiskowej" (zgodnie z ustawą z 2005 roku).
Miasta, takie jak Kraków, bardzo zabiegają o zmiany w przepisach i wprowadzenie opłaty turystycznej. Jak informowała "Gazeta Krakowska", wpływy dla miasta odwiedzonego w 2024 roku przez ponad 7 milionów turystów mogłyby wynieść nawet 100 mln zł rocznie. I to zaledwie przy kwocie 4 zł za noc.
- Obecne i poprzednie władze Krakowa wielokrotnie pisały petycje w sprawie opłaty turystycznej. Dla mnie zdumiewające jest to, że to wszystko tak długo trwa. Polskie miasta, w tym Kraków, potrzebują tej opłaty, jeżeli chcą się rozwijać, podnosić jakość infrastruktury, konkurować ze swoimi odpowiednikami w Europie - tłumaczył wiceprezydent Krakowa Stanisław Mazur.
Czytaj też: "Afera wokół bonu turystycznego. 'Najprawdopodobniej był to atak hakerski'".