Rejestr Cen Nieruchomości (RCN) prowadzony jest przez starostwa. Wtłaczane są do niego dane pochodzące z aktów notarialnych, a to oznacza, że prezentuje ceny transakcyjne, czyli te, za które faktycznie sprzedano daną nieruchomość.
Z RCN do niedawna korzystali wyłącznie rzeczoznawcy majątkowi, by oszacować, ile kosztują domy czy mieszkania w konkretnej okolicy. Za każdy rekord, który potrzebowali sprawdzić, musieli jednak zapłacić.
We wrześniu 2025 roku udało się uchwalić ustawę, uwalniającą dane z RCN. Jej projekt przygotowali posłowie Polska 2050, a zrobili to dzięki społecznej presji. Twórcy serwisu Deweloperuch.pl ruszyli na platformie X ze zbiórką pieniędzy na zakup rekordów z RCN. Zbiórkę wsparła nawet ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
W sprawę zaangażował się również Waldemar Izdebski, pracownik naukowy Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej, w latach 2018-2022 Główny Geodety Kraju. Dzięki presji, projekt powstał, a później uzyskał poparcie w Sejmie.
Uwolnienie RCN na mocy ustawy z września 2025 roku nastąpiło w lutym 2026 roku. Aby dane były bardziej czytelne, twórcy serwisu Deweloperuch.pl opublikowali je również na swojej stronie w formie interaktywnej mapy. Teraz można sprawdzić, ile naprawdę kosztuje mieszkanie, dom czy działka w najbliższej okolicy. To daje lepszą pozycję w negocjacjach, ale też nadzieję na to, że sprzedający będą bardziej urealniać ceny.
Przy okazji okazało się, że dzięki jawnym cenom można także wyłapać inwestycje, za którymi mogą stać flipperzy. W serwisie Deweloperuch.pl można natknąć się na „flipp alert". Pojawia się on przy transakcjach przeprowadzonych w krótkim odstępie czasu.
– Alertów flipperskich jest na tyle dużo, że użytkownicy sami nas nimi zaskakują – jeden wskazał nam inwestycję w Warszawie, gdzie odbył się flipp na siedmiu mieszkaniach w jednym budynku, wszystkie transakcje zakupu i sprzedaży miały miejsce z miesiąca na miesiąc, a narzut na każdej wynosił od 300 do 400 tys. zł. Każdy dzień zaskakuje nas nowym incydentem flipperskim – mówią twórcy serwisu.
Takie inwestycje ułatwia wyłapać także Fliperuch.pl. W Warszawie wykryto 10,5 tys. transakcji, za którymi mogą stać flipperzy – stan na połowę marca 2026 roku. Mediana zysku wyniosła 150 tys. zł. Średnia długość flippa to rok i trzy miesiące.
W Krakowie wykryto 4477 flippów. Mediana zysku wyniosła 130 tys. zł.
Podobną liczbę transakcji wyłapano w Gdańsku, sporo w Lublinie i Łodzi (blisko 3 tys.), w Białymstoku (1,8 tys.) w Szczecinie (1,1 tys.). Najmniej transakcji, za którymi mogą stać flipperzy, wyłapano w Rzeszowie (236) i Wrocławiu (519).
Przyjrzenie się bliżej transakcjom zaskakuje. W Warszawie w ciągu miesiąca mieszkania wracały na rynek z kwotą od 40 do nawet 300 tys. wyższą. Lokum przy ulicy Linneusza zostało sprzedane za kwotę 240 tys. zł. Po miesiącu znalazło nabywcę za 543 tys. zł. Mieszkanie przy ul. Władysława Broniewskiego zostało sprzedane za 200 tys. zł. Po miesiącu znalazło nowego nabywcę za kwotę o 185 tys. zł wyższą.
W Krakowie w ciągu miesiąca też udawało się sporo wyciągnąć. Przykład? Lokum przy ul. Batorego sprzedane za 1,3 mln zł. Po miesiącu trafiło w nowe ręce za kwotę 447 tys. zł wyższą. To, co rzuca się w oczy, to znaczna większość transakcji w ciągu miesiąca zawieranych była w 2023 roku. Oznacza to jedno – program „Bezpieczny kredyt 2 proc." był dla flipperów prawdziwą żyłą złota.
Główną zasadą flippowania jest wyszukiwanie tanich nieruchomości – takich, które mają zawiłą sytuację prawną czy wymagających generalnego remontu. Flipperzy prostują sytuację prawną, remontują mieszkanie i wypuszczają ponownie na rynek. Zarabiają na wygenerowanej różnicy.
„Bezpieczny kredyt 2 proc.", który w zaledwie kilka miesięcy i przy niskiej podaży doprowadził do wystrzelenia cen nieruchomości, stał się dla flipperów okazją do wygenerowania gigantycznych zarobków. Chętnych na mieszkania było tak wielu, że flipperzy nie musieli się starać. Wyłapywali na szybko mieszkania i po miesiącu, nie przeprowadzając żadnego remontu, wypuszczali je ponownie na rynek, nabijając o kilkadziesiąt procent wyższe stawki.
– To było eldorado – przyznaje jeden z flipperów. – Kto wtedy miał głowę na karku, ten nachapał się za wszystkie czasy – mówi. Wspomina o kolejkach kupujących na klatkach schodowych, którzy chcieli obejrzeć dane mieszkanie i organizowanych licytacjach.
Dzisiaj sytuacja jest zgoła inna. Duża podaż mieszkań przy stabilnym popycie sprawiły, że flipperzy tak łatwo już nie zarabiają.
Wiele flippów zamkniętych w tym roku trwało ponad dwa lata. To oznacza też, że zarobki nie są już tak imponujące. Ale wciąż robią wrażenie. To przyciąga kolejne osoby. – Konkurencja jest duża – przyznaje flipper, z którym rozmawiamy.
Jednocześnie rośnie popularność flippów 50 na 50. Flipperzy poszukują inwestorów, którzy wyłożą pieniądze, a oni zajmą się wszelkimi formalnościami związanymi z transakcją kupna-sprzedaży. Zyski dzielą potem na pół. To pozwala im flippować bez konieczności angażowania własnego kapitału.
Redagował Sebastian Ogórek