Jak poinformował "Financial Times" (za rosyjskim niezależnym serwisem informacyjnym The Bell), prezydent Rosji Władimir Putin poprosił w czwartek (26 marca) rosyjskich oligarchów o przekazanie funduszy na budżet obronny. Ma to pomóc ustabilizować krajowe finanse.
Wszystko wskazuje na to, że Władimir Putin nie zamierza zrezygnować wojny przeciwko Ukrainie niezależnie od wiążących się z tym kosztów i obciążeń dla gospodarki Rosji. Jak wskazał dziennik, rosyjski przywódca zwrócił się w czwartek bezpośrednio na prominentnych biznesmenów, dając do zrozumienia, że wojna będzie kontynuowana.
Zgodnie z wiadomościami przekazanymi przez informatorów Putin wyjaśnił na spotkaniu, że Rosja będzie walczyć dalej aż zdobędzie pozostałe obszary wschodniego Donbasu, które obecnie nie są pod jej kontrolą. Miał również stwierdzić, że taka decyzja jest konieczna, ponieważ Ukraina odmówiła jednostronnego wycofania się z Donbasu.
Putin poprosił oligarchów o wpłacanie środków i po raz pierwszy uczynił to bezpośrednio. Jak podał "FT", przynajmniej dwóch biznesmenów odpowiedziało na ten apel twierdząco. Według nieoficjalnych doniesień są to Suleiman Kerimov, który zamierza wpłacić 100 mld rubli (ok. 4,57 mld zł) oraz magnat stalowy Oleg Deripaska. Żaden z nich nie skomentował sprawy.
O doniesieniach wypowiedział się również rzecznik Kremla. Dmitrij Pieskow zaprzeczył, jakoby prezydent Rosji miał prosić oligarchów o wsparcie finansowe. Przyznał natomiast, że w trakcie zamkniętego spotkania jeden z biznesmenów zaproponował przekazanie funduszy do budżetu, co spotkało się z pochwałą ze strony Władimira Putina.
W styczniu i lutym deficyt budżetowy Rosji wzrósł do ponad 90 proc. planu całorocznego, co było efektem sankcji USA i konieczności sprzedaży ropy po zaniżonych cenach. Kreml zyskał odrobinę dzięki wojnie w Iranie i blokadzie Cieśniny Ormuz. Według raportu Kyiv School of Economics (KSE), na który powołał się "The Telegraph", wpływy Kremla ze sprzedaży ropy i gazu miały w marcu wzrosnąć dwukrotnie - z 12 mld dol. do blisko 24 mld dolarów. W ciągu pierwszych dwóch tygodni bliskowschodniego konfliktu miało to być 6,9 miliarda dolarów (zgodnie z raportem CREA - Centre for Research on Energy and Clean Air).
Najwyraźniej takie zyski nie są wystarczające i rozważane są inne opcje, w tym kolejna podwyżka podatków. Moskwa ma brać pod uwagę opodatkowanie nadzwyczajnych zysków, jeżeli rubel nadal będzie słabnąć. W 2023 roku taka 10 proc. opłata pozwoliła uzyskać dodatkowe 320 mld rubli. W styczniu bieżącego roku podniesiono natomiast podatek VAT z 20 do 22 proc., co ma umożliwić uzyskanie ok. 600 mld rubli od małych i średnich przedsiębiorstw w ciągu 3 lat.
Władimir Putin ostrzegał, że zarówno rząd, jak i rosyjskie firmy powinny zachować ostrożne podejście do podejmowania decyzji o wykorzystaniu dodatkowych zysków wynikających ze wzrostu cen ropy naftowej. - Teraz, gdy ceny naszych tradycyjnych eksportów rosną, ale rynki są w chaosie, może pojawić się pokusa, by wykorzystać tę sytuację. Musimy zachować ostrożność. Jeśli dziś rynki przechylą się w jedną stronę, jutro mogą się przechylić w drugą - powiedział. Dodał, że potrzebne jest umiarkowane podejście w sektorze korporacyjnym i finansach publicznych, żeby dodatkowe dochody nie zostały zmarnowane.
Czytaj też: Wietnam stawia na Rosję. To Rosatom zbuduje potężną elektrownię jądrową