W Pekinie, Szanghaju czy Shenzhen na stoiskach technologicznych aż roi się od homarów: widać je na balonach, w formie pluszowych maskotek, a miejscami pojawiają się nawet żywe osobniki w dmuchanych basenach.
Nie chodzi tu wcale o miłość do skorupiaków bądź też specyficzne upodobania kulinarne Chińczyków. To po prostu sprytna gra słów (ang. claw oznacza szczypce), która stała się symbolem narzędzia zdobywającego w Państwie Środka status kultowego.
Mówiąc najprościej: to oprogramowanie, które dosłownie uwalnia nasze ręce. OpenClaw to autonomiczny agent AI, który potrafi samodzielnie nawigować po interfejsie komputera. Działa tak, jakby przed monitorem siedział niewidzialny użytkownik – potrafi „klikać" myszką, poruszać się po przeglądarkach internetowych, obsługiwać skomplikowane aplikacje czy zarządzać urządzeniami smart home. Wystarczy wydać mu polecenie tekstowe (np. za pomocą popularnego komunikatora), a sztuczna inteligencja wykona wieloetapowe zadanie na naszym sprzęcie.
Czytaj też: OpenAI zbuduje superaplikację. Boją się rywalizacji Anthropic
Stworzony przez austriackiego programistę Petera Steinbergera OpenClaw szybko stał się prawdziwą sensacją w Chinach, gdzie użytkownicy są dziś dwa razy bardziej aktywni w jego wykorzystywaniu niż w USA. Oddolne spotkania entuzjastów, pieszczotliwie nazywane „hodowlą homarów", przyciągają setki uczestników, a na rynku błyskawicznie wyrosły usługi profesjonalnej instalacji i konfiguracji tego narzędzia w laptopach (ich ceny wahają się od 7 do 100 dolarów).
To doskonały dowód na to, jak szybko fenomen sztucznej inteligencji rozprzestrzenia się oddolnie, tworząc wokół siebie zupełnie nowy rynek usług i zżytą społeczność. Chińskie firmy już projektują własne wersje i klony tego rozwiązania (np. DuClaw czy QClaw), a lokalne władze oferują dotacje dla przedsiębiorstw, które decydują się na wdrożenie takich wirtualnych asystentów w swoich biurach.
Wprowadzenie OpenClaw na rynek przypada w dość trudnym momencie dla chińskiej gospodarki, która mierzy się ze spowolnieniem, rosnącym bezrobociem wśród młodych oraz słabnącą konsumpcją. Z tego powodu wielu młodych Chińczyków traktuje biegłą naukę obsługi najnowszych narzędzi AI jako swoistą formę „ubezpieczenia zawodowego".
Eksperci podkreślają jednak, że tak szybkie i bezkrytyczne przyjęcie technologii OpenClaw w Chinach to miecz obosieczny. Z jednej strony drastycznie zwiększa ona produktywność, z drugiej – może zagrażać bezpieczeństwu danych (agent ma dostęp do całego naszego komputera) i ostatecznie wypychać pracowników biurowych z rynku.
Dla porównania, amerykańskie firmy przyjmują w tej kwestii znacznie bardziej zachowawcze podejście, mocno ograniczając ryzyko potencjalnych cyberataków i wycieków poufnych informacji.
Dla Pekinu fenomen OpenClaw jest okazją do drastycznego przyspieszenia narodowej strategii AI. Rządowy plan zakłada głęboką penetrację tej technologii – na poziomie aż 90 proc. w kluczowych sektorach gospodarki do 2030 roku.
W praktyce jednak powodzenie tej rewolucji zależy przede wszystkim od samych użytkowników. Wielu z nich instaluje dziś OpenClaw na zapasowych laptopach, ostrożnie testując jego możliwości, zanim pozwolą mu swobodnie działać na wrażliwych danych służbowych. Dzięki takiemu podejściu chiński rynek AI rozwija się dwutorowo: zarówno „od góry" (przez państwowe wsparcie i wielkie firmy), jak i silnie „od dołu", napędzany ciekawością potężnych społeczności młodych obywateli.