Z relacji pracowników, do których dotarł money.pl, wynika, że w firmie wyłączono część narzędzi i komunikatorów, a duża grupa ludzi usłyszała, że ich umowy zostaną rozwiązane albo już dostała wypowiedzenia. Według tych relacji nie działają maile, firmowe kanały komunikacji, a część zespołu została praktycznie odcięta od pracy. Sam Kral miał wysłać do pracowników wiadomość o "radykalnych środkach bezpieczeństwa", ale potem - jak opisują rozmówcy portalu - stał się dla nich nieuchwytny.
Według informacji serwisu Wyborcza.biz cześć pracowników nie dostała pensji za marzec, jak mówi jedna z rozmówczyń Ireneusza Sudaka, w sumie chodzi o 90 proc. załogi.
Jeszcze niedawno firma przekonywała, iż problemy z wypłatami mają charakter techniczny. Tymczasem sami pracownicy mieli mówić, że nie widzieli żadnych "problemów technicznych", a opowieści o nich tylko irytowały ludzi z IT.
W tle są też informacje o zaległościach wobec pracowników i o bałaganie organizacyjnym: od nierozliczonych sprzętów po brak ludzi, którzy meliby formalnie zamykać sprawy kadrowe.
Pięć dni temu Prokuratura Regionalna w Katowicach poinformowała o wszczęciu sledztwa dotyczącego możliwego wprowadzenia w błąd wielu osób co do możliwości zakupu i przechowywania środków na Zondacrypto. Postępowanie dotyczy zachowań podejmowanych od 2022 r. na terenie całego kraju.
Prokuratura podała też, że jednym z kluczowych wątków jest informacja, iż giełda od 2022 roku miała nie mieć dostępu do tzw. zimnego portfela z ok. 4500 bitcoinów, a klienci nie byli o tym informowani. Rzecznik prokuratury mówił już o kilkuset osobach poszkodowanych, przy czym liczba ta ma rosnąć, podobnie jak kwota szkody. W piątek szacunek wynosił 350 mln zł.
Do sprawy doszedł kolejny akcent. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek powiedział, że śledztwo w sprawie Zondacrypto było prowadzone "w zły sposób" i że było widać w nim "niemoc".
Dodał też, że jeśli po tylu latach nie przesłuchano osoby, która mogła mieć największą wiedzę o sprawie, to znaczy, że zostały popełnione błędy.
Coraz mocniej wybrzmiewa przy tym jednak pytanie, dlaczego - choć alarmy pojawiały się od dawna - to zdecydowane działania przyszły dopiero wtedy, gdy firma zaczęła się już chwiać publicznie.
Drugi ważny kontekst podał w "Wyborczej" Ireneusz Sudak. Opisał wątek 76 mln zł, które miały wypłynąć z giełdy, oraz pytania o bahamską spółkę powiązaną z Zondacrypto. W tekście pojawia się zasadnicza obawa prawników: jeśli część pieniędzy została wytransferowana poza prosty zasięg europejskich narzędzi prawnych, ich odzyskanie może być bardzo trudne i kosztowne.
Na ten momenty mamy więc szereg poszkodowanych: klienci bez pieniędzy, firma bez płynności, śledztwo wszczęte z opóźnieniem i obawa, czy część środków nie została już przesunięta tam, skąd trudniej będzie je odzyskać. Do tego dochodzą polityczne napięcia wokół ustawy o rynku kryptoaktywów, którą skutecznie zawetował prezydent Karol Nawrocki.