54-letni Elon Musk to obecnie najbogatszy człowiek świata. Na razie jego najcenniejszym składnikiem majątku pozostaje Tesla.
Firma w 2025 roku dostarczyła na całym świecie 1,63 mln samochodów. Oznacza to już drugi rok spadku sprzedaży z rzędu – po latach, w których "Technoking of Tesla" (taki jest oficjalny tytuł Muska) obiecywał średni wzrost na poziomie 50 proc. rocznie.
Za część tego spadku z pewnością odpowiada zaangażowanie polityczne kontrowersyjnego wizjonera. Po tym, jak Musk związał się z Donaldem Trumpem i skrajnie prawicowymi partiami, w Europie opuściła go część najwierniejszych klientów – miejska, proklimatyczna klasa średnia.
Ale przede wszystkim samochody Tesli utraciły dawną przewagę technologiczną nad rywalami. Chińskie konstrukcje są dziś zwyczajnie lepsze, a co więcej – lepsze stają się powoli już auta europejskie. W zeszłym roku Tesla straciła tytuł największego producenta samochodów elektrycznych na świecie. Zdetronizował ją chiński koncern BYD.
Elon Musk ucieka więc do przodu. Ściga się obecnie z konkurencją na przetwarzanie sztucznej inteligencji (AI) w przestrzeni kosmicznej. Jego najnowsza wizja zakłada umieszczanie centrów danych w kosmosie. Takie placówki byłyby zasilane nieprzerwanie energią słoneczną, co z kolei znacząco zbiłoby gigantyczne koszty generowania mocy obliczeniowej, niezbędnej do uruchamiania i trenowania modeli językowych.
Ma to być największy debiut giełdowy w historii, ale jednocześnie z jednym z najmniejszych udziałów procentowych sprzedawanych akcji. Firma Muska zaoferowała inwestorom zaledwie 4,3 proc. swoich walorów. Owszem, bywały mniejsze oferty – np. giganta naftowego Saudi Aramco w 2019 roku. Tam wystawiono 1,65 proc. akcji, wartych w sumie 29,4 mld dolarów.
Jednak pakiet sprzedawany przez SpaceX ma być wart aż 75 mld dolarów. Wycena firmy ma być też dzięki debiutowi odrobinę wyższa niż Saudi Aramco. Tam było 1,7 bln dolarów. Teraz ma być 1,77 bln dolarów.
Debiut ten może doprowadzić do powstania pierwszego na świecie bilionera, drastycznie zwiększając majątek prezesa firmy. Majątek Elona Muska jest obecnie wyceniany na 785,4 mld dolarów (według "Forbesa"). Drugi na liście Larry Page ma "zaledwie" 284,5 mld dolarów.
W piątek akcje rozpoczną publiczny obrót na giełdzie amerykańskiej Nasdaq. Po rozpoczęciu handlu ich cena prawdopodobnie będzie mocno się wahać wraz z bieżącym kupnem i sprzedażą na otwartym rynku.
A spora część osób, która rzuciła się na akcje firmy, chce na nich po prostu szybko zarobić.
SpaceX przeznacza też dla inwestorów indywidualnych znacznie większą część puli, niż jest to przyjęte w przypadku standardowych debiutów giełdowych. Wynosi ona nawet 30 proc. całej oferty (zazwyczaj jest to mniej niż 10 proc.). Złośliwi komentatorzy twierdzą, że to celowa oferta skrojona pod wiernych fanów Muska.
Jedną z bardziej bezwzględnych analiz debiutu giełdowego SpaceX przeprowadził w serwisie LinkedIn przedsiębiorca i menedżer Paweł Wujec (niegdyś współtwórca serwisu Gazeta.pl). Po wnikliwej analizie prospektu emisyjnego Wujec zwraca uwagę na to, że cała firma składa się zaledwie z trzech głównych "klocków".
Pierwszy z nich to Starlink, czyli satelitarny dostęp do internetu – 11,4 mld dolarów przychodu w 2025 r. i jedyna część firmy, która realnie zarabia (4,42 mld dolarów czystego zysku).
Konstelacja tysięcy satelitów zapewnia dostęp do internetu szerokopasmowego w miejscach, w których tradycyjne sieci naziemne są nieopłacalne ekonomicznie – od klientów morskich i lotniczych po odległe, wiejskie regiony pozbawione infrastruktury. To właśnie Starlinki są niezbędne przy skutecznym prowadzeniu działań przez ukraińskie wojsko w wojnie z Rosją.
Strategicznie ta sama technologia wspiera również długoterminowe ambicje firmy SpaceX. Ewentualna kolonia na Marsie wymagałaby zaawansowanej, pozaziemskiej infrastruktury komunikacyjnej, a sieć podobna do Starlinka jest niezwykle logicznym, pierwszym krokiem w tym konkretnym kierunku
– podkreśla branżowy serwis Investing.com.
Drugi klocek to klasyczny biznes rakietowy, generujący przychody rzędu 5–6 mld dolarów rocznie. To najbardziej rozpoznawalna gałąź SpaceX. Regularne wynoszenie komercyjnych satelitów oraz załogowych kapsuł na orbitę zbudowało globalną reputację firmy, a także jej technologiczną przewagę w zakresie rakiet wielokrotnego użytku.
Trzeci klocek to xAI – spółka zajmująca się rozwojem sztucznej inteligencji, którą formalnie "dorzucono" do konglomeratu w lutym 2026 roku.
To naprawdę dziwaczny konglomerat. Niezbyt duży, ale rentowny biznes kosmiczny. Doczepiony do niego zupełnie nowy biznes AI, który na razie pali miliardy dolarów. A na doczepkę do doczepki jeszcze platforma X, czyli dawny Twitter. To tak, jakby nasz InPost nagle połączył się z technologicznym ElevenLabs, a do tego dorzucił sobie jeszcze "Gazetę Wyborczą"
– ocenia Wujec.
Przychody SpaceX wzrosły w ubiegłym roku o imponujące 33 proc. (do poziomu 18,7 mld dolarów), ale mimo to cała firma zanotowała w 2025 roku gigantyczną stratę netto, wynoszącą około 4,9 mld dolarów. Jednym z najważniejszych i najprostszych parametrów mierzących giełdową opłacalność spółek jest relacja ceny do przychodów, która jasno pokazuje, ile inwestor płaci za każdy wygenerowany dolar sprzedaży.
Wycena na poziomie 1,77 bln dolarów oznacza, że kapitalizacja rynkowa to aż 94-krotność przychodów. Przy wspomnianym gigancie Saudi Aramco stosunek ten wynosił zaledwie... niespełna pięć (ale spółka miała wtedy 111,1 mld dolarów realnego zysku).
W branży technologicznej stosunek przychodów do kapitalizacji w przypadku rentownych biznesów wynosi standardowo 15 do 25. Dla porównania:
Z rynkowego punktu widzenia wycena powyżej 50-krotności uchodzi za absolutnie kosmiczną. Tutaj więc wszystko zgadza się z branżą. "Kosmiczna" firma SpaceX jest już teraz wyceniana w taki sposób, jakby bezapelacyjnie i ostatecznie odniosła ogromny, historyczny sukces.
Nie da się tego obronić żadną tradycyjną metodą wyceny. Ale jak zauważył kiedyś Matt Levine z Bloomberga - dzisiaj firmy wycenia się według BLISKOŚCI do Elona"
– pisze Wujec.
Następnie cytuje interesujący fragment prospektu emisyjnego samej spółki: "Wierzymy, że kolejną zmianą paradygmatu dla ludzkości jest stworzenie odpornej, nieustannie rozszerzającej się cywilizacji kosmicznej (...), która ostatecznie doprowadzi nas do statusu cywilizacji typu II w skali Kardaszowa".
Nikołaj Kardaszow był wybitnym radzieckim astronomem (zmarł w 2019 roku), który jako pierwszy w ZSRR prowadził otwarte badania nad życiem pozaziemskim. W 1964 roku zaproponował nowatorską metodę klasyfikacji rozwoju zaawansowanych cywilizacji pozaziemskich (w tym także ludzkiej).
Jako główne kryterium klasyfikacji przyjął ilość energii, jaką dana cywilizacja potrafi bezpiecznie okiełznać i wykorzystać. Wspomniana "cywilizacja typu drugiego" to taka, która potrafi całkowicie zagospodarować całą energię emitowaną przez swoją macierzystą gwiazdę.
Musk mocno szarżuje, umieszczając tego typu popkulturowe odwołania w prospekcie emisyjnym dla chłodnych inwestorów, ale mało kto to zauważa, a jeśli już widzi – mało komu to w ogóle przeszkadza.
"Inwestorzy SpaceX nie kupują przychodów. Kupują historię. A nikt - ale to nikt - nie opowiada historii tak jak Elon" – kończy Wujec.
Na co więc liczą inwestorzy? Investing.com trafnie podkreśla, że mają oni wielką nadzieję na powtórkę z Tesli. Akcje koncernu motoryzacyjnego wzrosły bowiem ponad 300-krotnie od jego debiutu giełdowego, choć po drodze przechodziły wielokrotnie przez załamania i spadki rzędu 70–90 proc.
Elon Musk, pomimo wejścia na giełdę, nadal będzie w pełni kontrolować spółkę (na co zresztą bardzo liczą wierzący w niego inwestorzy). Miliarder posiada około 42 proc. udziałów ekonomicznych, ale konstrukcja jego akcji jest znacznie "silniejsza" – formalnie kontroluje ponad 80 proc. wszystkich głosów na walnym zgromadzeniu.
Biorąc pod uwagę to, jak niewiele akcji znajdzie się w wolnym obrocie rynkowym, analitycy szykują się na gigantyczną i bardzo nerwową zmienność kursu nowej gwiazdy giełdy Nasdaq.