Amerykanie mieli w lipcu przeprowadzić przegląd kongijskich projektów dot. surowców mineralnych. Został on jednak odwołany, ponieważ podróż między USA a Kongo nie może odbywać się swodobnie. Celem tych spotkań miało być osłabienie wpływów Chin na ogromne zasoby miedzi i kobaltu w Kongu. Część inwestorów i urzędników przeniosła swoje rozmowy do Paryża i Brukseli.
"Epidemia opóźniła partnerstwo i doprowadziła do przełożenia spotkania w Waszyngtonie, zaplanowanego na ubiegły miesiąc, aby ocenić zainteresowanie amerykańskich firm" - informują anonimowe źródła Reuters. Nie zmienia to jednak faktu, że Amerykanie są zainteresowani współpracą z Kongo.
Amerykańska administracja poinformowała oficjalnie, że chce rozwijać swoje partnerstwo w zakresie surowców z Demokratyczną Republiką Kongo. W oświadczeniu wskazano postępy w sprawie korytarza transportowego Lobito i "pochwalono kongijskie zaangażowanie w ułatwianie amerykańskich inwestycji pomimo wyzwań związanych ze zdrowiem publicznym".
Oprócz wspomnianej miedzi i kobaltu Kongo ma też duże zasoby innych surowców. Gospodarka tego kraju opiera się przede wszystkim o dochody z wydobycia i sprzedaży ropy naftowej oraz gazu, które stanowią ok. połowę PKB oraz ponad 80 proc. eksportu. Kraj ten dysponuje też bogatymi zasobami diamentów, drewna, a także złota i miedzi.
Epidemię Eboli ogłoszono 15 maja. Jest to nie pierwszy raz w historii tego środkowoafrykańskiego kraju od wykrycia choroby w 1976 r. Tym razem wybuchła niespełna pół roku po poprzedniej, która oficjalnie zakończyła się pod koniec 2025 r. Dlatego Centra Kontroli i Prewencji Chorób nakazały, aby obywatele USA, którzy przebywali w Demokratycznej Republice Konga, spędzili 21 dni w państwie trzecim przed wjazdem do Stanów Zjednoczonych.
Larry Gostin, profesor prawa z zakresu zdrowia globalnego, powiedział w rozmowie z Politico, że całkowity zakaz powrotu obywateli amerykańskich do domu jest "bezprecedensowy" i "rażąco niezgodny z prawem". Gostin dodał, że Stany Zjednoczone wielokrotnie uniemożliwiały wsiadanie na pokład samolotów komercyjnych osobom, u których zdiagnozowano chorobę zakaźną, ale nigdy osobom, u których nie zdiagnozowano choroby ani nie oceniono jej pod kątem narażenia na nią.
- Sąd Najwyższy wielokrotnie orzekał, że rząd może pozbawić kogoś wolności, w tym z powodu choroby zakaźnej, tylko wtedy, gdy istnieje indywidualne ustalenie, że dana osoba stanowi poważne zagrożenie dla społeczeństwa, a w tym przypadku tak się nie stało - tłumaczył.
Według najnowszych danych liczba potwierdzonych przypadków eboli w Demokratycznej Republice Konga wzrosła do 2011, w tym 754 zgonów. To oficjalne szacunki podane przez Kongo we wtorek. W rzeczywistości chorych może być znacznie więcej.
Dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych Chikwe Ihekweazu w rozmowie z Reuters przyznał, że "prawdziwa skala epidemii gorączki krwotocznej ebola w Demokratycznej Republice Konga może być dwa do czterech razy większa, niż wskazują oficjalnie potwierdzone przypadki zachorowań". Taka ocena bazuje na modelach transmisji wirusa eboli w DRK oraz skali pozytywnych wyników testowania jego mieszkańców na obecność wirusa.
- 80 proc. nowych przypadków z potwierdzonym zakażeniem pochodzi spoza list ustalonych kontaktów - powiedział. Dodał, że w rejonach, w których nowych przypadków jest mniej, niemal wszyscy pacjenci zakazili się od pacjentów znanych służbom. Lekarze rejestrują kontakty osób zakażonych i chorych, by objąć je nadzorem epidemiologicznym lub skierować na kwarantannę.
Ok. 70 proc. zgonów notuje się wśród osób, które nie były leczone w placówkach medycznych. Wstępne dane wskazują, że dominuje szczep wirusa, który daje łagodniejsze objawy choroby niż inne. Objawy na ogół pojawiają się w okresie od dwóch do 21 dni po zetknięciu z wirusem.
Choroba może się rozpocząć nagle od gorączki, zmęczenia, braku apetytu, wymiotów, biegunki, bólu brzucha, bólu głowy i bólu mięśni. Później u niektórych pacjentów mogą wystąpić również obfite krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne oraz niewydolność wielonarządowa. Gorączka ebola charakteryzuje się wysoką śmiertelnością, która w zależności od szczepu wirusa wynosi od ok. 30 proc. do ponad 90 proc. Zarazić się można przez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami osoby zakażonej.
Przeczytaj też: Błędne koło zdrowia. Studentów przybywa, ale to niewiele pomaga. "Luki kadrowe rozwiążą wyższe pensje".