Gdy 1 lipca weszły w życie przepisy, zgodnie z którymi od każdej sztuki towaru w paczce spoza Unii Europejskiej, której wartość nie przekracza 150 euro, naliczane jest cło, obroty platform takich jak Temu, Shein czy AliExpress tąpnęły. Radość polskich sprzedawców nie trwała jednak długo.
To właśnie przesyłki o wartości do 150 euro stanowiły nawet 65 proc. wszystkich paczek sprowadzanych do z Chin do krajów Wspólnoty. Oczywiście cło nie obciąża bezpośrednio konsumenta, ale platformę sprzedażową lub operatora, który dokonuje odprawy celnej. Jednak wiadomo, że za droższy transport płaci ostatni z łańcucha dostaw. Czyli klient. Efekt był widoczny niemal natychmiast: po porównaniu danych z pierwszej połowy lipca z tym samym okresem ubiegłego roku okazało się, że spadki liczby przesyłek i zwrotów z Chin są aż dwucyfrowe i sięgają 20 proc. Dotychczas każdego dnia na terenie UE było to średnio 12 mln paczek (5,8 mld rocznie). Przy 20-proc. spadku oznacza to ponad miliard przesyłek rocznie mniej.
Okazuje się jednak, że ci, którzy na dalekowschodniej konkurencji tracili najwięcej, czyli europejskie i polskie sklepy e-commerce, przedwcześnie zacierali ręce na lepszą sprzedaż. Tanie chińskie platformy nadal kuszą cenami, tyle że w innym modelu zakupowym. Z danych tych platform wynika, że obecnie klienci kupują rzadziej, ale to za więcej. Drobne zamówienia nie są już opłacalne, więc czekają na skompletowanie większego zamówienia. Jest to o tyle ciekawe, że opłata w wysokości 3 euro (to zryczałtowana opłata celna – ok. 13 zł) nie dotyczy całej przesyłki, a pozycji taryfowej, czyli każdego kodu celnego znajdującego się w paczce. Jeśli więc zamawiamy różne rodzaje artykułów, to możemy zapłacić ją kilkakrotnie. Wszystko to zależy od gorliwości służb celnych i ich mocy przerobowych.
Kolejnym czynnikiem sprzyjającym powrotowi platform zza Wielkiego Muru do łask są centra magazynowe przeniesione do Europy.
Co ważne, to Polska stała się jednym z najważniejszych hubów logistycznych dla tych platform na cały kontynent. Na przykład w Magnicach pod Wrocławiem znajduje się jedno z największych w Europie centrów logistycznych marki Shein, które po pełnej rozbudowie stanowi główny hub operacyjny dla ponad 100 milionów klientów w UE. AliExpress otworzył swój własny, oficjalny hub logistyczny o powierzchni 10 tys. m kw. w Konstantynowie Łódzkim, obsługujący zamówienia dla Polski, Niemiec, Czech i Austrii. Natomiast magazyny przeładunkowe i dystrybucyjne firma zapewniająca logistykę dla AliExpress ma pod Warszawą. Dodajmy, że w tych centrach pracę sezonową znajduje wielu studentów z Polski, dzięki czemu w czerwcu bezrobocie lekko drgnęło w górę, a Polacy coraz rzadziej wyjeżdżają na tzw. Saksy do Niemiec. W tych magazynach można zarobić 2,5 tys. euro na miesiąc, a praca polega na kompletowaniu zamówień.