Podczas weekendowych zamieszek w kilku francuskich miastach doszło do masowych włamań i splądrowania dziesiątek sklepów. "Sprzedaż skradzionych towarów, jak i próby ich pozyskania, są na Vinted surowo zabronione. Mamy w tej kwestii absolutne zero tolerancji" - przekazał rzecznik prasowy platformy, cytowany przez BBC.
Fala grabieży przetoczyła się m.in. przez Paryż, Marsylię i Lille. Początkowo pokojowe protesty przeciwko wysokim kosztom życia i polityce wydatków publicznych przerodziły się w brutalne zamieszki, w wyniku których aresztowano już co najmniej 1200 osób.
Z szacunków francuskiej Izby Handlowo-Przemysłowej (CCI) wynika, że weekendowa fala przemocy uderzyła bezpośrednio w ponad 2000 firm. Alain Di Crescenzo, szef CCI, przyznał na antenie francuskiego radia RTL, że straty materialne liczone są w setkach milionów euro.
Grupy zamaskowanych sprawców w kominiarkach podpalały samochody i budynki, a w międzyczasie plądrowały okoliczne sklepy. Wygląda na to, że osoby, które weszły w posiadanie tych towarów, próbują teraz jak najszybciej sprzedać je w sieci.
Od weekendu nasze zespoły pracują na pełnych obrotach, by namierzać i usuwać oferty powiązane z szabrownictwem. Zintensyfikowaliśmy też monitoring podejrzanych kont
- poinformowało Vinted w oświadczeniu dla BBC.
Firma dodała, że w przypadku łamania regulaminu reaguje stanowczo - włącznie z permanentnym banowaniem użytkowników. Platforma ściśle współpracuje również z francuskimi służbami i policją.
Głos w sprawie zabrał też eBay. Platforma przekazała, że na razie nie odnotowała wzrostu liczby ofert mogących pochodzić z kradzieży we Francji. Zapewniła jednak, że współpracuje z organami ścigania i natychmiast usunie każdą aukcję, gdy tylko policja potwierdzi, że dany przedmiot został zrabowany.
Według Agencji Reutera, w Paryżu luksusowe butiki w rejonie prestiżowego Place Vendôme zostały zabite deskami i otoczone przez ochroniarzy. Mimo to wiele ekskluzywnych salonów w stolicy - w tym Dior, Rolex, Louis Vuitton oraz Ralph Lauren - zostało poważnie uszkodzonych, a ich witryny zostały zniszczone.
Skutki zamieszek odczuł również świat sportu. Przedstawiciele klubu piłkarskiego Olympique Marsylia poinformowali o doszczętnym splądrowaniu ich oficjalnego sklepu kibica, zlokalizowanego przy historycznej, głównej alei miasta. W efekcie punkt ten został zamknięty do odwołania. Na podobny krok zdecydowały się władze innego klubu Ligue 1 - Lille, którego oficjalny sklep również pozostanie zamknięty do odwołania.
Szkody dotknęły nie tylko międzynarodowe korporacje i flagowe salony mody. Z najnowszych szacunków przedstawionych przez francuskiego ministra handlu, Serge'a Papina, wynika, że w skali całego kraju zamieszki dotknęły ostatecznie co najmniej 3000 firm - podaje "Financial Times".
W obliczu ogromnej skali zniszczeń francuski rząd zadeklarował nadzwyczajne wsparcie finansowe dla poszkodowanych przedsiębiorstw oraz pomoc w obszarze utrzymania zatrudnienia. Według prognoz agencji ratingowej Morningstar ostateczne koszty ubezpieczeniowe mogą okazać się gigantyczne i sięgnąć od 1 mld do nawet 1,2 mld euro. Kwota ta drastycznie przewyższa straty ubezpieczone odnotowane podczas głośnych niepokojów społecznych z 2023 r., które zamknęły się w sumie 730 mln euro.