Używasz go codziennie. Zarzyna baterię w twoim laptopie

Praca na notebooku gdzieś z dala od cywilizacji to piękna sprawa. I tylko jedna kwestia nieustannie mąci w głowie: na ile jeszcze starczy baterii? Tymczasem po zmianie przeglądarki internetowej, z której codziennie korzystacie ten czas może się wydłużyć i to nawet o połowę.

Większość z was/nas używa Google Chrome. Według wielu źródeł zagranicznych oraz lokalnych to najpopularniejsza przeglądarka internetowa na świecie. Mimo całej palety zalet ma też dwie podstawowe wady - duży apetyt na zasoby systemowe, co w przypadku komputerów przenośnych przekłada się na zwiększoną konsumpcję energii. Tego pierwszego doświadczam sam na domowym sprzęcie stacjonarnym - wentylatory peceta reagują na te same strony w Google z wyjątkowym entuzjazmem w porównaniu do chociażby największego konkurenta, Firefoksa.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Temat ‘zasobożerności’ przeglądarek internetowych wałkowany jest już nie od dziś, ale do dyskusji włączył się ostatnio Microsoft. Na poniższym wideo możecie zobaczyć porównanie czasu pracy na baterii identycznych laptopów (Surface Book z Windows 10) pracujących na czterech różnych przeglądarkach internetowych: Chrome, Opera, Firefox oraz Edge. Ta sama konfiguracja, to samo wideo, te same strony (Google, YouTube, Facebook, Wikipedia, Amazon).

 

Co nie jest zaskoczeniem (w końcu to badanie Microsoftu) przeglądarka Edge zdystansowała konkurentów. Najwcześniej poddał się laptop z Chrome na pokładzie (4 godziny i 19 minut). Nieco lepiej wypadł Firefox (5 godzin i 9 minut). Tuż za podium znalazła się Opera, która jako jedyna z całej czwórki ma od niedawna tryb oszczędzania baterii (wytrzymała 6 godzin i 18 minut). Dostępny tylko dla posiadaczy Windows 10 Edge wycisnął 7 godzin i 22 minuty. Przy okazji poznaliśmy średnie zapotrzebowanie na energię każdej z przeglądarek. Wyraźnie widać, że największy apetyt ma Google Chrome.

Średnie zużycie energii przeglądarek internetowychŚrednie zużycie energii przeglądarek internetowych źródło: Microsoft

Ci swoje, a ci swoje

Ponieważ Microsoft nie był skory podzielić się szczegółową metodologią badań, nie trzeba było długo czekać na reakcję konkurencji. Jako pierwsza zareagowała ekipa Opera Software robiąc swój własny test, w którym (tu znów bez zaskoczenia) to właśnie ich przeglądarka wygrywa w starciu z Edgem i Chromem w kategorii długości czasu pracy na baterii.

Czas pracy na baterii przeglądarek internetowychCzas pracy na baterii przeglądarek internetowych źródło: Opera Software

Gdzie tym razem tkwi haczyk? W badaniu wykorzystano rozwojową wersję Opery (w teście Microsoftu były wersje stabilne) z funkcją oszczędzania baterii, ale do tego włączono również domyślnie wyłączony bloker reklam. Nic dziwnego, że wyniki od razu podskoczyły. Silnik przeglądarki nie musi w końcu renderować ciężkich często zaawansowanych graficznie animowanych banerów. Dorzucając do tego zupełnie inny zestaw stron testowych można dojść do wniosku, że 'dissowanie' Microsoftu niespecjalnie się Operze udało.

Żadne takie testy, abstrahując od ich wiarygodności, raczej nie spowodują gwałtownej przesiadki na Edge, jak chciałby tego Microsoft. Po pierwsze przeglądarka dostępna jest tylko dla Windows 10. Po drugie Edge na razie nie wspiera wielu popularnych rozszerzeń, z których korzystają posiadacze Chrome, Firefoksa oraz Opery. Liczbę wtyczek, które obecnie mogą testować użytkownicy Edge można policzyć na palcach obu dłoni. Dopóki ta sytuacja się nie zmieni (a ma szansę jeszcze w tym roku), produkt Microsoftu nie ma zbyt wielkich szans na podbicie rynku przeglądarek.

A co z tym nieszczęsnym Google Chrome? Niektórzy zalecają przesiadkę na Firefoksa lub Operę, a przynajmniej sprawdzenie samemu tego czy przeglądarki konkurencji radzą sobie lepiej pod kątem zużycia energii na laptopie. Nie zaszkodzi spróbować, do czego serdecznie Was zachęcam.