"Snowden" Olivera Stone'a nie odkrywa Ameryki, ale otrzeźwia. Recenzja filmu

Dzięki uprzejmości firmy F-Secure miałem okazję zobaczyć najnowszy film Olivera Stone'a skupiony wokół kontrowersyjnej postaci Edwarda Snowdena, byłego pracownika CIA, kontraktora NSA i jednocześnie jednego z największych sygnalistów w dziejach Stanów Zjednoczonych.

Określany przez jednych mianem bohatera narodowego, a przez innych zdrajcą i szpiegiem, Edward Snowden z pewnością bezpowrotnie zmienił wizerunek współczesnego świata. To dzięki niemu w połowie 2013 roku dowiedzieliśmy się o amerykańskim rządowym programie PRISM, którego zadaniem był nie tylko masowy podsłuch telefonów rodaków, ale również obywateli innych krajów, a także monitoring stron WWW, maili, czatów i sieci społecznościowych.

Z niemal 200 tysięcy dokumentów ujawnionych przez Snowdena jasno wynikało, że macki służb Stanów Zjednoczonych sięgają daleko poza teren własnego podwórka, a w projekt globalnej inwigilacji mogą być zaangażowane największe firmy z sektora technologii oraz internetu. Amerykańskim służbom zarzuca się także szpiegowanie instytucji europejskich oraz podsłuchiwanie telefonów polityków, między innymi kanclerz Niemiec, Angeli Merkel.

Joseph Gordon-Levitt jako Edward SnowdenJoseph Gordon-Levitt jako Edward Snowden źródlo: materiały prasowe

Na długo zanim do kin trafił film Olivera Stone’a w 2014 roku powstał dokument "Citizenfour" z udziałem samego Edwarda Snowdena. Koncentruje się on na potajemnym spotkaniu z dziennikarzami brytyjskiego dziennika The Guardian w hotelu The Mira w Hong Kongu. To właśnie tam Snowden przekazał prasie komplet dokumentów wywiezionych ze znajdującego się na Hawajach oddziału NSA. Miałem okazję zobaczyć ten film i do dziś pamiętam napiętą atmosferę jaką zarejestrowała kamera dokumentalistki, Laury Poitras, w hotelowym pokoju.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Snowden" materiały prasowe

Snowden okiem Stone'a

Wiele osób sporo sobie po tym filmie obiecywało. W końcu mamy do czynienia z reżyserem o ogromnym doświadczeniu i dorobku. Stojący za mocno zaangażowanymi politycznie produkcjami "Nixon” czy "JFK” Oliver Stone nie kryje się ze swoją niechęcią do działalności amerykańskich służb określając obecną sytuację niebezpiecznie zbliżoną do słynnej książki "1984” George’a Orwella.

Akcja filmu "Snowden" toczy się we wspomnianym wcześniej hotelowym pokoju w Hong Kongu, ale co chwila przerywają ją kolejne retrospekcje. Cofamy się do czasów młodości głównego bohatera (w rolę Edwarda Snowdena wciela się Joseph Gordon-Levitt) kiedy poznajemy między innymi kulisy nieudanej próby dołączenia do piechoty morskiej zakończonej kontuzją nogi. Jesteśmy świadkami rozpoczęcia pracy dla CIA, a potem kontraktów dla NSA.

 

Widzimy również pierwsze oznaki konfliktu wewnętrznego jakiego doświadczał Edward Snowden konfrontując swoją miłość do ojczyzny oraz idealistyczną wizję pracy i walki z terroryzmem z coraz bardziej inwazyjnymi i kontrowersyjnymi metodami działania obu amerykańskich agencji. Niebagatelną rolę w całej historii odgrywa partnerka życiowa Edwarda Snowdena (w tej roli Shailene Woodley), postać dość wyrazista i bezsprzecznie mająca na niego spory wpływ, mimo faktu, że nie mogła znać wcześniej żadnych szczegółów.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Snowden" materiały prasowe

Oczywiste oczywistości, ale z niepokojem w kadrze

Film jest bardzo nierówny. Drażnią nieco płytkie postacie zwierzchników Snowdena sportretowane jako ostateczne wcielenie zła (jedna z wideorozmów kiedy na całej ścianie pojawia się ogromna zakrzywiona twarz jednego z szefów CIA powoduje bardziej śmiech, niż faktyczne przerażenie). Niewiele wnoszą również współpracownicy samego Snowdena, którzy częściowo zgadzają się z jego obawami o przekraczanie przez NSA swoich kompetencji, ale nic z tym nie robią. Scena skopiowania i wyniesienia poufnych danych z hawajskiego oddziału agencji to już typowo hollywoodzki pozbawiony odpowiedniej podbudowy klimat (główny bohater triumfuje i rozpływa się we mgle).

Ankieta F-Secure dotycząca działalności Edwarda SnowdenaAnkieta F-Secure dotycząca działalności Edwarda Snowdena źródło: materiały prasowe

Niepokój widza budzi za to łatwość, z jaką rząd dostaje się do komputerów zarówno wysoko postawionych finansistów, jak i szarych obywateli, na każdego znajdując przysłowiowego haka. Zdalne włączanie kamery internetowej bez wiedzy użytkownika (co rzekomo dotknęło również partnerkę Snowdena) oraz możliwość inwigilacji praktycznie dowolnego internauty na świecie to przysłowiowy otrzeźwiający kuksaniec i przypomnienie, że w internecie nikt nie jest dostatecznie bezpieczny. Mało tego, to przypomnienie, że mimo całego szumu wokół NSA, CIA oraz agencji rządowych innych państw, maszyny inwigilacji, szpiegowania oraz monitorowania nie da się tak po prostu zatrzymać.

Czytaj też: Nowy wirus atakuje przez Facebooka. Eksperci dawno nie widzieli czegoś tak agresywnego

Film nie odkrywa nowych kart i nie zdradza czegoś, czego już sami wcześniej nie wiedzieliśmy. Być może podaje to w sposób nieco bardziej strawny dla przeciętnego, nie do końca zaznajomionego z internetem i technologią widza. Wiedza o tym, kim jest Edward Snowden według badania przeprowadzonego przez F-Secure jeszcze przed premierą filmu dobitnie wskazuje, że większość z nas wie kim jest i co zrobił. To jednak nie wystarczy. Każdy z nas musi wiedzieć, jak chronić swojej prywatności na co dzień i odpowiedzialnie korzystać z technologii, która może odwrócić się przeciwko nam samym.