Microsoft potwierdza: mieliśmy włamanie. Wykradziono informacje, które mogą zagrozić użytkownikom Windows 10

Robert Kędzierski
Z serwerów Microsoftu wykradziono tajne informacje, które potencjalnie mogą ułatwić cyberprzestępcom tworzenie groźnych wirusów na Windows 10. Całkiem możliwe, że Microsoft ma jeszcze jeden, o wiele bardziej poważny problem.

W sobotę świat obiegła informacja o potężnym wycieku danych z Microsoftu. Według pierwszych doniesień hakerzy mieli wykraść aż 32TB plików, w tym cały kod źródłowy Windows 10.

Microsoft potwierdził, że włamanie miało miejsce. Firma twierdzi jednak, że jego skala była dużo mniejsza. Wykradziono elementy kody źródłowego -  m.in. te związane z USB, WiFi oraz procesorami ARM. Potencjalnie może to ułatwić tworzenie wirusów, exploitów i innego szkodliwego oprogramowania skierowanego przeciwko użytkownikom najnowszego systemu Windows. W wycieku znalazły się bowiem "symbole debugowania" niewidoczne w wersji systemu przeznaczonej dla użytkownika. Dzięki temu szukanie luk w systemie ma być łatwiejsze.  

Twórcy najpopularniejszego systemu stacjonarnego świata mogą mieć jednak znacznie poważniejszy problem. Według doniesień m.in. The Register cyberprzestępcom udało się w marcu dostać do informatycznej infrastruktury Microsoftu. Najprawdopodobniej w związku z tą sprawą parę dni temu aresztowano w Londynie dwóch mężczyzn. Jeśli jednak hakerzy nadal "siedzą" w wewnętrznej sieci Microsoftu ryzyko pojawienia się wirusów stworzonych specjalnie na Windows 10 zwiększa się. 

Microsoft musi też poradzić sobie z innymi problemami związanym z bezpieczeństwem. Kilka tygodni temu jeden ze specjalistów stworzył wirusa ransomware będącego w stanie zaatakować Windows 10S. Zaprezentowany w maju system, przeznaczony głównie dla szkół, miał być szczególnie odporny na działanie szkodliwych wirusów. Miał to zapewniać brak możliwości instalowania aplikacji spoza oficjalnego sklepu. Tymczasem złośliwy kod udało się ukryć w pliku Word. 

Czytaj też: Służby specjalne PRL pracowały nad polskim odpowiednikiem internetu? Ekspert wyraża jasną opinię. 

Ostateczne źródło wycieku 1,2 GB danych zawierających nieznane wcześniej fragmenty kodu źródłowego Windows 10 pozostaje nieznane. Wyciek jest dowodem na to, że w kwestiach bezpieczeństwa cyfrowego należy trzymać rękę na pulsie. W przeciwnym wypadku grozi nam powtórka kryzysu związanego z robakiem WannaCry. 

Więcej o: