23 lutego 2022 roku. Mychajło Fedorow, ukraiński minister ds. cyfryzacji, publikuje na Telegramie wpis o niepokojącej treści.
Kolejny masowy atak DDOS na nasze państwo. Mamy dane z banków, są też problemy z dostępem do stron Rady Najwyższej (już działającej), Gabinetu Ministrów i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wynika to z przełączania ruchu do innego dostawcy w celu zminimalizowania szkód spowodowanych atakiem
- wyjaśnia Fedorow.
Jeden z najbardziej zaufanych ludzi prezydenta Wołodymyra Zełenskiego nie wskazuje winnego ataku. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że to kolejna próba destabilizacji Ukrainy podjęta przez profesjonalne grupy rosyjskich hakerów działających na bezpośrednie zlecenie Kremla.
Zarówno Mychajło Fedorow, jak i miliony Ukraińców nie zdają sobie jeszcze sprawy, że te zmasowane cyberataki to zaledwie preludium do jednego z najbardziej barbarzyńskich aktów agresji w XXI wieku. Dzień później rozpocznie się pełnowymiarowa inwazja Rosji na Ukrainę, a Fedorow stanie przed najważniejszym wyzwaniem w swoim życiu.
Mychajło Albertowycz Fedorow urodził się 21 stycznia 1991 r. w Wasylówce, małym ukraińskim mieście położonym w obwodzie zaporoskim. To w tym regionie toczyły i wciąż toczą się jedne z najbardziej zaciekłych walk podczas trwającej wojny z rosyjskim najeźdźcą. W chwili pisania tego tekstu Wasylówka wciąż znajduje się pod okupacją kremlowskiego reżimu.
Fedorow od zawsze miał smykałkę do biznesu. Już w wieku 18 lat rozkręcił swój pierwszy "startup" - handlował cebulą na rynku w Zaporożu. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.
Zastawiłem złoty łańcuszek, który dostałem na szesnaste urodziny. Udało mi się osiągnąć dobre marże, zbudowałem sieć klientów, a inwestycja zwróciła się 20-krotnie.
- wspominał Fedorow we wpisie zamieszczonym w serwisie Telegram.
Jego kolejnym projektem była sieć szkół językowych. Tym razem jednak nie zmierzył sił na zamiary. Choć włożył w firmę wszystkie swoje oszczędności, nie udało mu się przyciągnąć zewnętrznych inwestorów, co ostatecznie doprowadziło do jej upadłości.
Porażka nie zniechęciła jednak Fedorowa do biznesu. W 2013 r. 23-letni już wówczas Mychajło założył firmę SMM Studio, która zajmowała się reklamą online. Trafił w idealny moment, bo w tym czasie internet był już jednym z najdynamiczniej rozwijających się sektorów ukraińskiej gospodarki.
Ten proces jeszcze bardziej przyspieszyły wydarzenia związane z Euromajdanem. Odsunięcie od władzy prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza i otwarty sprzeciw społeczeństwa wobec skorumpowanego systemu polityczno-gospodarczego sprawiły, że w Ukrainie do głosu zaczęła dochodzić nowa grupa społeczna - młodzi, wykształceni i pozbawieni jakichkolwiek kompleksów biznesmeni, programiści i pracownicy szeroko pojętej branży IT, związani często z największymi zachodnimi koncernami technologicznymi.
Mychajło Fedorow nie tylko zamierzał w tej cyfrowej rewolucji uczestniczyć, lecz także chciał mieć realny wpływ na proces transformacji Ukrainy w nowoczesne e-państwo. Dlatego zainteresował się polityką i jeszcze w 2014 r. dołączył do partii "5.10". Stąd taka nazwa ugrupowania? Wynikała ona z dwóch głównych założeń programowych - 5 proc. podatku VAT oraz 10 proc. podatku od wynagrodzeń.
Nowe ugrupowanie furory jednak nie zrobiło. Podczas wyborów parlamentarnych w 2014 roku "5.10" zdobyło zaledwie 0,42 proc. głosów i nie przekroczyło progu wyborczego. Sam Fedorow z polityką bynajmniej się nie rozstał. W kolejnych latach aktywnie działał w wielu przedsięwzięciach na styku biznesu, nowych technologii oraz polityki właśnie.
W czerwcu 2017 r. Ukraina pada ofiarą zmasowanego cyberataku za pośrednictwem oprogramowania NotPetya. To wirus typu ransomware. Szyfruje pliki na komputerze ofiary, a następnie żąda okupu w kryptowalucie bitcoin. Proces szyfrowania danych wygląda podobnie jak w przypadku innych ransomware - np. słynnego WannaCry.
W wyniku ataku w Ukrainie dochodzi do trwającego wiele godzin cybernetycznego paraliżu. Przestają działać systemy informatyczne banków oraz agend rządowych. Do tego dochodzi paraliż na lotniskach oraz w komunikacji miejskiej. W kraju nikt nie ma wątpliwości, że za atakami stoją Rosjanie.
Nic dziwnego - Rosja przez lata wyrobiła sobie opinię państwa, które chętnie korzysta z usług grup hakerskich, a rosyjscy cyberżołnierze są oskarżeni o każdy większy incydent związany z cyberbezpieczeństwem.
Nie bez powodu. To właśnie "armia Kremla" w 2007 r. przeprowadziła cyberatak na małą Estonię, w wyniku którego zablokowane zostały serwery i strony agend rzędowych, banków i mediów. Jeszcze przed incydentem z NotPetya, w 2015 roku, rosyjscy hakerzy mieli z kolei przeprowadzić ataki na elektrownię w Zaporożu, co poskutkowało brakiem prądu w ponad 700 tys. ukraińskich domów.
To właśnie w atmosferze rosnących obaw wobec poczynań Kremla w cyberprzestrzeni (i nie tylko) w 2017 roku Mychajło Fedorow dołącza do stworzonego przy ukraińskim rządzie zespołu, który ma na celu położenie podwalin pod cyfrową transformację Ukrainy.
W tym samym roku ukraiński aktor i satyryk Wołodymyr Zełenski ogłasza, że zamierza wystartować w wyborach prezydenckich. Zakłada również partię Sługa Ludu. Jej nazwa nawiązuje do tytułu popularnego serialu telewizyjnego, w którym Zełenski wciela się w postać... prezydenta Ukrainy.
Początkowo nikt nie traktuje deklaracji Zełenskiego poważnie, jednak już pierwsze sondaże wskazują, że ma on realne szanse na sukces. Jednym z najważniejszych członków jego sztabu wyborczego zostaje właśnie Mychajło Fedorow, który ma odpowiadać za działanie w internecie.
Jako doradca ds. cyfrowych Fedorow nie boi się odważnych i niekonwencjonalnych działań. Tworzy "cyfrową armię" - sieć programistów, grafików, marketingowców oraz innych specjalistów, którzy chcą pomóc w wyborczym sukcesie Zełenskiego. Aktywnie działa w mediach społecznościowych.
Jego praca przynosi owoce. Zełenski najpierw przechodzi do drugiej tury wyborów w 2019 r., a potem - ku zaskoczeniu "twardogłowych" polityków, w tym urzędującego Petra Poroszenki - w nich zwycięża, zdobywszy aż 73,2 głosów
Nowoczesna kampania przygotowana przez Fedorowa zostaje dostrzeżona nie tylko w Ukrainie, lecz także poza nią. Kierowany przez niego zespół otrzymuje siedem nominacji w organizowanym przez Europejskie Stowarzyszenie Konsultantów Politycznych konkursie Polaris Awards. Sam Fedorow w 2020 roku znalazł się na liście "30 Under 30" ukraińskiej edycji magazynu Forbes.
Jednym z głównych haseł w kampanii Wołodymyra Zełenskiego było "państwo w smartfonie". Po wygranych wyborach za realizację tej wizji, już jako wicepremier minister cyfrowej transformacji, miał odpowiadać Mychajło Fedorow.
Efektem prac stworzonego przez niego zespołu ekspertów była aplikacja Diia. Pod pewnym względem można ją porównać do polskiej aplikacji mObywatel. Diia oferuje jednak znacznie więcej funkcji. Z jej poziomu Ukraińcy mogą umówić się na szczepienie, wymienić prawo jazdy czy też złożyć pismo do urzędu. W aplikacji mogą trzymać szereg dokumentów - w tym e-paszport. Warto zaznaczyć, że Ukraina jest jednym z pierwszych państw na świecie, które honoruje cyfrowe paszporty.
Diia spowodowała rewolucję w usługach cyfrowych. Kolejnym projektem jest Diia City. Obejmuje prawie 20 tys. osób i jest jednym z najlepszych na świecie systemów administracji podatkowej dla firm technologicznych. Już na dwa tygodnie przed wojną było z nią połączonych 250 firm
- podkreślał Fedorow w rozmowie z dziennikiem "Kyiv Post".
Tylko w ciągu trzech dni od uruchomienia aplikacja Diia została zainstalowana przez milion Ukraińców. Po dwóch latach od premiery korzystało z niej już 13 mln osób, a po wybuchu wojny z Rosją ta liczba znacząco wzrosła - do 17,5 mln. Diia okazała się szczególnie przydatna właśnie w czasie, gdy miliony Ukraińców z dnia na dzień musiało opuścić swoje domy w obawie o życie. Wiele osób bezpowrotnie straciło swoje papierowe dokumenty, ale ich cyfrowa tożsamość w smartfonie pozostała nietknięta.
Już 24 lutego, w dniu wybuchu wojny, zaczęliśmy pracować nad nowymi rozwiązaniami i usługami. Uruchomiliśmy nowe e-dokumenty, takie offline'owe. Na sytuacje, w których obywatel jest odcięty od internetu i nie ma dostępu do cyfrowych dokumentów. I tak do całego systemu Diia można się zalogować, mając po prostu biometryczny dowód osobisty i przykładając go do tyłu telefonu.
- wyjaśnia Mstislav Banik, współtwórca aplikacji w rozmowie z serwisem SpidersWeb+.
Na początku 2022 r., tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie, Fedorow zorganizował w Kijowie konferencję Diia Summit poświęconą dalszemu rozwojowi "cyfrowej Ukrainy". W wydarzeniu wziął również udział prezydent Wołodymyr Zełenski.
Wiosną w Ukrainie zostanie uruchomiony nowy program, w ramach którego zaszczepieni obywatele powyżej 60. roku życia będą mogli otrzymać darmowy i nowoczesny smartfon oraz obniżoną stawkę za korzystanie z mobilnego internetu
- poinformował Zełenski. Tej obietnicy nie udało się jednak zrealizować, bo kilka tygodni później Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę.
Dni próby
24 lutego 2022 roku. Rosjanie zaatakowali Ukrainę, a Mychajło Fedorow stanął przed najważniejszym sprawdzianem w swojej politycznej karierze. Podczas gdy żołnierze zaciekle bronili każdego skrawka terytorium kraju, on wraz ze swoim zespołem stanął w obronie ukraińskiej cyberprzestrzeni.
Bronimy zasobów informacyjnych, które są atakowane, są też kontrataki. Bronimy też infrastruktury krytycznej, witryn internetowych. Trwają też ataki na prywatne komputery i urządzenia mobilne. Ich celem jest zdobycie informacji i wyrządzenie maksymalnych szkód. W pierwszych dniach wojny jedna z rakiet trafiła w centrum danych, ale byliśmy do tego przygotowani, wszystkie zasoby informacyjne dalej działały. Cyberwojna trwa. I to niejedyny front naszej walki
- mówił w czerwcu ubiegłego roku Fedorow w wywiadzie dla dziennika "Rzeczpospolita"
Drugim frontem jest wojna informacyjna. Walka z rosyjską propagandą i dezinformacją stała się jednym z priorytetów w pierwszych miesiącach konfliktu. Fedorow mógł tu liczyć nie tylko na swój zespół, lecz także na tysiące wolontariuszy - z Ukrainy i całego świata.
Już od pierwszych godzin wojny nasze firmy informatyczne i indywidualni cyberwolonatriusze nawiązali z nami kontakt i zaoferowali swoją pomoc. Powiedzieli: "Pomożemy wam. Po prostu powiedzcie, co mamy robić"
- wspomina Zełenski w rozmowie z "Kyiv Post".
O tym, jak ważną rolę w cyberwojnie z Rosją odegrali zwykli obywatele, świadczy także sukces projektu e-Wróg. To działający w ramach aplikacji Telegram bot, który umożliwia zgłoszenie informacji na temat ruchów wojsk wroga. Co ważne, z aplikacji e-Wróg mogą korzystać jedynie osoby, które potwierdzą swoją tożsamość w systemie Diia - w znaczący sposób ogranicza to więc ryzyko dezinformacji.
Te wszystkie działania nie byłby możliwe, gdyby Ukraińcy zostali pozbawieni dostępu do internetu, a takie ryzyko istniało - szczególnie na terenach okupowanych przez Rosjan. Aby uniknąć ryzyka całkowitego cyfrowego blackoutu, już kilka dni po wybuchu wojny Mychajło Fedorow zwrócił się do Elona Muska, szefa SpaceX, z prośbą o udostępnienie Ukraińcom internetu z satelitów Starlink.
Elonie Musku, gdy próbujesz skolonizować Marsa, Rosja próbuje okupować Ukrainę! Podczas gdy twoje rakiety z powodzeniem wracają z kosmosu - rosyjskie rakiety atakują ludność cywilną Ukrainy! Prosimy o zaopatrzenie Ukrainy w stacje bazowe Starlink i zaapelowanie do zdrowych na umyśle Rosjan, aby się zatrzymali
- napisał Fedorow.
Apel okazał się skuteczny. Jeszcze tego samego dnia Elon Musk aktywował dostęp do Starlinków na terytorium Ukrainy, a kilkadziesiąt godzin później do kraju przybył transport z pierwszymi stacjami bazowymi. Obecnie - po roku od rozpoczęcia wojny - w kraju działa ponad 20 tys. terminali Starlink.
Na tym jednak Fedorow nie poprzestał. W pierwszych dniach wojny Twitter stał się wręcz jego centrum dowodzenia. Za pośrednictwem platformy naciskał na szefów wielkich koncernów technologicznych - Apple'a, Google'a, Facebooka czy Microsoftu - by zablokowali swoje usługi w Rosji.
Koniec ze sprzedażą produktów Apple w Rosji! Timie Cooku, teraz pora dokończyć robotę i zablokować AppStore. Oni zabijają nasze dzieci, my zabijmy ich dostęp!
- napisał na Twitterze 1 marca ubiegłego roku.
Gdyby Apple i Google powiadomiły wszystkie smartfony na świecie o ciągłym rosyjskim ostrzale Ukrainy, wszyscy ludzie zmusiliby swoje rządy do zamknięcia nieba nad Ukrainą z powodu okropności wojny
- dodał w jednym z późniejszych wpisów.
Cyfrowa dyplomacja Fedorowa okazała się niezwykle skuteczna. Większość bigtechów odpowiedziało na jego apel i zakończyło lub mocno ograniczyło swoją działalność w Rosji. Dziś mieszkańcy tego kraju nie mogą obejrzeć filmu na Netfliksie i YouTubie, napisać posta na Facebooku i Twitterze czy wrzucić zdjęcia na Instagrama
Jest niezwykle skuteczny. Żaden celebryta, nie mówiąc już o kraju, nie był nigdy bardziej skuteczny niż Ukraina w zawstydzaniu wielkich marek i wzywaniu ich do tego, aby zachował się w sposób moralny
Wielkie koncerny coraz chętniej pomagają również Ukrainie w obronie cyberprzestrzeni. Na pierwszy plan wysuwa się tu Microsoft. Firma nie tylko udostępniła kluczowe informacje na temat prowadzonych przez rosyjskich hakerów ataków, lecz także pomogła we wzmocnieniu krytycznej infrastruktury komputerowej. Swoją pomoc zaoferowały również inne firmy, w tym Amazon oraz Google.
Jak podkreśla, sam Fedorow kluczowe okazało się jednak wsparcie ze strony zwykłych obywateli.
Udało się nam zjednoczyć tysiące wolontariuszy i dziesiątki korporacji. Są przypadki, że ludzie, którzy nigdy nie pracowali w branży IT, nauczyli się dokonywać ataków DDoS (atak na system komputerowy lub usługę sieciową w celu uniemożliwienia działania, zazwyczaj dokonywany z różnych miejsc jednocześnie – red.). Tysiące ludzi zjednoczyło się, by bronić kraju w cyberprzestrzeni. To międzynarodowy cyberbatalion
- tłumaczył w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Choć Rosja włożyła wiele sił, aby doprowadzić do cyfrowego paraliżu Ukrainy, to dziś wiemy już, że ta operacja się nie udała, a opowieści o niepokonanej "cyberarmii Kremla" okazały się mitem.
Ukraina wciąż trwa. Na lądzie. Na morzu. W powietrzu. I w cyberprzestrzeni.