We wtorek (9 kwietnia) na oficjalnym profilu Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) w mediach społecznościowych pojawił się pozornie niewinny post. We wpisie zawarta była ankieta z prośbą do byłych i obecnych żołnierzy o oznaczenie się za pomocą emotikony serca. "Zależy nam na tym, aby publikowane treści były dla Was coraz bardziej wartościowe. Żeby tak się stało, potrzebujemy dowiedzieć się nieco więcej o Was i Waszych oczekiwaniach" - brzmiało uzasadnienie ankiety zawarte w treści wpisu.
Wpis widniał na oficjalnym koncie WOT przez około trzy godziny i zebrał setki reakcji. Już wtedy wywołał jednak spore oburzenie ludzi wskazujących, że tego typu ankieta niesie ze sobą duże zagrożenie dla bezpieczeństwa danych żołnierzy w mediach społecznościowych. W sytuacji nastąpił zwrot. Wpis został usunięty, a zamiast niego pojawiła się informacja o włamaniu na konto. "Uwaga! Nasz profil został przejęty! Trwają procedury wyjaśniające" - brzmiała jego treść.
Po pewnym czasie z konta zniknął również ten komunikat. Zastąpiła go ostatecznie informacja mówiąca, że "żaden z systemów nie został przejęty przez osoby trzecie, nie doszło do ataku hakerskiego, nie wykradziono żadnych danych osobowych". Z dalszych wyjaśnień wynikało, że zdarzenie było z góry zaplanowane i stanowiło część akcji mającej na celu "zwrócenie uwagi na temat cyberbezpieczeństwa w kontekście korzystania z mediów społecznościowych". Podkreślono również, że wszyscy żołnierze WOT przechodzą obowiązkowe szkolenie z bezpieczeństwa operacyjnego (OPSEC).
Do sprawy odniósł się w mediach ppłk Robert Pękala, rzecznik prasowy Dowództwa WOT. Poinformował, że był to celowy eksperyment mający sprawdzać reakcję żołnierzy i odbiorców konta w mediach społecznościowych. - Wywołaliśmy dyskusję, pojawiły się krytyczne komentarze pod naszym adresem, ale kiedy wyjaśniliśmy sytuację, to te osoby przyznały nam rację - stwierdził w rozmowie z portalem cyberdefence24.pl. - Propaganda wroga operuje chwytliwymi hasłami, ubierze to w odpowiednie słowa i już połowa społeczeństwa uznałaby to za pewnik. Chodzi o sprawdzanie, czy to, co czytamy jest prawdą - uzasadnił również.