Zapisywanie hasła do komputera bądź np. bankowości internetowej na karteczce, to jeden z karygodnych błędów, przed którym specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają już od lat. Niestety jednak niemal codziennie słyszymy o historiach osób, którym przez takie niedopatrzenie skradziono cenne dane lub nawet pieniądze.
Podobne wpadki zaliczają również politycy, którzy w tej kwestii powinni świecić przykładem. W końcu wiele z tych osób ma dostęp do tajnych lub ściśle tajnych danych, które mogłyby się okazać cennym łupem w rękach hakerów czy też służb obcych państw.
W ostatnich latach głośno było choćby o włamaniu na skrzynkę e-mailową Michała Dworczyka, byłego już szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego. E-maile, które miały wyciec z konta Dworczyka do dziś są publikowane w sieci. Od kilku miesięcy na stronie pojawiają się też maile mające pochodzić ze skrzynki prezesa PKN Orlen Daniela Obajtka.
Tym razem dość poważną wpadkę zaliczyła posłanka Lewicy Anna Maria-Żukowska. W środę Żukowska wdała się na portalu X w dyskusję z dziennikarką Dominiką Długosz. Sprawa dotyczyła blokowania dostępu do galerii sejmowej dla aktywistów aborcyjnych. >>> Czytaj więcej na ten temat <<<. Dominika Długosz zarzuciła Lewicy, że to przez niedopatrzenie tego klubu aktywistki ze Strajki Kobiet nie mogły uczestniczyć w czwartkowej debacie nt. projektów ustaw dotyczących aborcji.
Tyle lat Pani pracuje w Sejmie, więc na pewno wie, że przepustki (a nie żadne 'wejściówki') do Sejmu są imienne. Limity zostały obcięte dzisiaj rano, po uprzednim zgłoszeniu przez nas osób na galerię.
- odpowiedziała jej Żukowska. Do wpisu posłanka dołączyła zdjęcie (prawdopodobnie) swojego komputera, które miało dowieść, że Lewica zadbała o zaproszenie na debatę aktywistek aborcyjnych.
Sęk w tym, że jeśli bliżej przyjrzymy się tej fotografii, tuż pod ekranem komputera zobaczymy karteczkę z napisem "hasło". Samo hasło jest na szczęście częściowo zasłonięte przez porcelanową figurkę słonika (my zasłoniliśmy je całkowicie, gdyż wciąż może być aktualne).
Co prawda na zdjęciu widzimy tylko pierwsze dwa znaki oraz ostatni znak, ale złamanie hasła, nawet jeśli ma się tylko te informacje, jest zadaniem banalnym. Powiem więcej, mam przekonanie graniczące z pewnością, że już je odgadłem, ale z oczywistych względów nie podzielę się tą wiedzą.
Posłance Annie Marii-Żukowskiej radzę natomiast jak najszybciej usunąć zdjęcie z sieci i zmienić hasło do komputera, jeśli jeszcze tego nie zrobiła (tę sugestię skierowałem już do niej bezpośrednio). Zresztą, błąd polityczki Lewicy nie umknął użytkownikom portalu X, którzy skrytykowali brak odpowiedzialności posłanki. Tym bardziej zaskakuje fakt, że po ponad 24 godzinach od publikacji zarówno wpis, jak i samo zdjęcie ciągle są dostępne na profilu polityczki.
Podobną wpadkę wiele lat temu zaliczył również premier Donald Tusk. W 2011 roku kamerzysta programu Szkło Kontaktowego nagrał laptop, z którego korzystał Tusk i uchwycił przyklejoną do niego karteczkę z loginem i hasłem do urządzenia.
Tusk ewidentnie nie uczy się na błędach, bo w listopadzie ubiegłego roku zaliczył podobną wpadkę, choć tym razem dotyczyła ona smartfona. Sejmowe kamery uchwyciły moment, w którym obecny premier ostentacyjnie odblokowuje leżący na blacie telefon. Kod do urządzenia był widoczny jak na dłoni.