Z przyjemnością mogę oznajmić, że taki sukces się pojawił, a niespodziewanym "zbawcą" Sony okazał się niewielki sympatyczny robocik. Astro Bot nie jest grą dobrą. To tytuł absolutnie znakomity, a przede wszystkim niesamowicie grywalny. To również bodaj najlepsza platformówka od czasów kultowego Rayman Legends (pomijam tu gry Nintendo, które od zawsze grają w innej lidze). A trudno o lepszą rekomendację z mojej strony.
W grze Astro Bot ponownie wcielamy się w sympatycznego robocika znanego z dwóch poprzednich odsłon serii - Astro Bot: Rescue Mission oraz Astro’s Playroom. Razem z Astro przemierzymy 6 galaktyk i aż 80 zróżnicowanych poziomów, aby odnaleźć zaginionych członków naszej załogi.
Astro Bot zachwyca płynną i dynamiczną rozgrywką, a także znakomitym wykorzystaniem możliwości kontrolera DualSense. Przemierzanie kolejnych poziomów, odkrywanie licznych sekretów i poznawanie nowych gameplay'owych mechanik dostarcza iście dziecięcej frajdy.
Ta gra zwyczajnie się nie nudzi. Wielokrotnie wracałem do ukończonych już poziomów, aby "wymaksować" je na 100 procent. (w tym celu należy uratować wszystkie boty i odnaleźć wszystkie ukryte kawałki puzzli). Team Asobi dorzuciło do tego coś, czego w Astro's Playroom troszeczkę zabrakło, czyli walki z bossami. Każdy przeciwników dysponuje unikalnymi umiejętności, a Astro musi odkryć ich słabe punkty, by wyjść zwycięsko z widowiskowych starć.
Astro Bot to również sentymentalna podróż po historii PlayStation. W grze spotkamy aż 150 postaci znanych z gier Japończyków. Nie zabrakło Kratosa z God Of War, Aloy z Horizon Zero Dawn czy Trico z The Last Guardian. Podczas zabawy natrafiłem też na dziesiątki easter eggów oraz innych smaczków, które sprawiły, że na moich ustach wielokrotnie pojawił się szeroki uśmiech.
To wszystko opakowane zostało piękną oprawą audiowizualną. Nie można nie pochwalić niezwykłego pietyzmu, jakim wykazało się Team Asobi podczas projektowania poszczególnych poziomów. Tym, co zaskoczyło mnie jednak najbardziej, jest niezwykle zaawansowana fizyka obiektów - wręcz niespotykana w tego rodzaju produkcjach.
Warto przy tym dodać, że podczas rozgrywki Astro Bot cały czas "trzyma" stałe 60 klatek na sekundę, co sprawia, że zabawa staje się jeszcze bardziej płynna i dynamiczna.
Oczywiście produkcja Japończyków nie jest pozbawiona wad. Choć od platformówek nie oczekuję jakoś szczególnie rozbudowanej warstwy fabularnej, to jednak wydaje się, że twórcy mogli nieco popracować nad scenariuszowym spoiwem, które lepiej połączyłoby ze sobą poszczególne poziomy.
Astro Bot oferuje całkiem przyjemną ścieżkę dźwiękową. Sęk w tym, że motywów muzycznych jest tu zbyt mało, przez co po pewnym czasie muzyka zaczyna być nużąca, żeby nie napisać - irytująca.
Dla części graczy problemem może okazać się również zbyt niski poziom trudności oraz mało wymagająca SI przeciwników. Mnie akurat ten aspekt szczególnie nie przeszkadzał, gdyż Astro Bota ogrywałem z moim siedmioletnim synem. Zdaję sobie jednak sprawię, że weterani platformówek mogli oczekiwać nieco większego wyzwania.
Ocena: 9/10
Kopię gry do recenzji dostarczył jej dystrybutor - Sony Interactive Entertainment Polska