Częstotliwość odświeżania ekranu to jeden z tych parametrów, które potrafią wywołać spore zamieszanie podczas zakupów. Producenci przekonują, że więcej herców (Hz) oznacza lepszy i płynniejszy obraz, ale prawda jest nieco bardziej skomplikowana.
Nie ma co ukrywać - telewizory 120 Hz są drogie. Za najtańszy model 50-calowy z wyższym odświeżaniem zapłacimy około 3000 zł, podczas gdy przyzwoity telewizor 60 Hz możemy kupić już za 1500-2000 zł. Dlaczego ta różnica jest tak duża? Producenci montują matryce 120 Hz głównie w droższych modelach, wyposażonych dodatkowo w lepsze technologie wyświetlania obrazu, jak OLED czy QLED.
Co to właściwie daje w praktyce? Standardowa telewizja, Netflix czy HBO nadają treści w 24-30 klatkach na sekundę. To oznacza, że nawet tańszy telewizor 60 Hz wyświetli je bez problemu. Różnicę zauważymy głównie oglądając sport - mecze piłki nożnej czy wyścigi Formuły 1 będą płynniejsze, bez irytującego rozmazywania się obrazu podczas szybkich akcji. Inną kwestią jest jakość transmisji sportowych. W Polsce większe płynności są dostępne na kilku kanałach, głównie u operatorów premium.
Telewizory 120 Hz, ale także te 60 Hz stosują specjalne technologie, które "dokładają" dodatkowe klatki do oryginalnego materiału. Samsung nazwał to Auto Motion Plus, LG używa nazwy TrueMotion. Problem w tym, że w filmach fabularnych ten efekt może być irytujący - sceny wyglądają jak z telenoweli nagranej kamerą cyfrową. Na szczęście da się to wyłączyć w ustawieniach.
Wyższa częstotliwość odświeżania ma sens, jeśli:
Jeśli dysponujesz ograniczonym budżetem, a telewizor ma służyć głównie do oglądania filmów, seriali i programów telewizyjnych, dopłacanie do 120 Hz mija się z celem. Lepiej zainwestować zaoszczędzone pieniądze w większy ekran lub lepszą matrycę. Wyższa częstotliwość odświeżania to funkcja dla określonej grupy odbiorców - głównie graczy i miłośników sportu.