Cena 4 276,50 zł jest bez żadnego kombinowania z cashbackami czy ratami. Ten telefon tyle po prostu kosztuje. Jednak ważną informacją jest to, że model pochodzi z dystrybucji europejskiej, a nie polskiej. Jaka jest różnica? Praktycznie żadna. To ten sam smartfon, z pełnym językiem polskim, którego gwarancja w razie awarii jest przyjmowana w Polsce.
Promocja nie jest oznaczona czasowo i może w każdej chwili się skończyć.
Najgłośniejszą nowością tegorocznego Ultra jest funkcja Privacy Display, czyli prywatny wyświetlacz. W skrócie pozwala ograniczyć widoczność ekranu przed osobami siedzącymi obok, więc w tramwaju czy biurze nikt nie zerknie przez ramię na wiadomości, hasła czy powiadomienia. Co istotne, samemu można zdecydować, co ma pozostać ukryte, na przykład konkretne aplikacje, PIN-y czy zawartość bezpiecznego folderu.
To rozwiązanie zostało docenione przez recenzentów, bo zastępuje fizyczne folie prywatyzujące, które pogarszają jakość obrazu. Branżowe portale okrzyknęły je jedną z najważniejszych funkcji modelu i doceniły za innowację. Dla osób ceniących prywatność na co dzień to argument, którego u rywali po prostu nie znajdą.
Drugim filarem S26 Ultra jest fotografia. Główny aparat 200 Mpix przechwytuje teraz aż o 47% więcej światła, co przekłada się na wyraźne, czyste zdjęcia także po zmroku w ramach trybu Nightography. Do tego dochodzą dwa teleobiektywy z 3- i 5-krotnym zoomem optycznym oraz wspierany AI zoom przestrzenny sięgający 100-krotnego przybliżenia, a tryb Super Steady stabilizuje wideo nawet w biegu.
Pod obudową pracuje najnowszy Snapdragon 8 Elite Gen 5 w wersji dla Galaxy, który z nową komorą parową utrzymuje płynność nawet w wymagających grach. Bateria 5000 mAh dostała ultraszybkie ładowanie Super Fast Charging 3.0, pozwalające uzupełnić energię do 75% w około pół godziny. Całość zamknięto w najsmuklejszej obudowie Ultra w historii, o grubości zaledwie 7,9 mm, z tytanowym aluminium i schowanym w środku rysikiem S Pen.