Zapowiadany od miesięcy kryzys na rynku pamięci masowej nie tylko nie wyhamował, ale wyraźnie się pogłębia. Ceny pamięci RAM osiągają dziś poziomy, które jeszcze niedawno wydawały się kompletnie abstrakcyjne. Najnowsze dane pokazują jasno: mamy do czynienia z pełnoprawną "RAMokalipsą", a konsumenci i producenci sprzętu są jej pierwszymi ofiarami.
Jak wynika z raportu niemieckiego serwisu 3D Center, który prowadzi tzw. memory crisis price index, tylko w ciągu jednego miesiąca ceny kości DDR wzrosły średnio o 27 procent. Jeszcze bardziej szokujący jest jednak szerszy kontekst. Od lipca 2025 roku ceny pamięci DDR poszybowały w górę aż o 340 procent.
W styczniu 2026 roku przeciętne zestawy DDR5 w Niemczech kosztowały już 4,4 razy więcej niż w lipcu 2025 roku. Co istotne, dane te bazują na uśrednionych cenach około 20 różnych produktów o różnych pojemnościach i taktowaniach, więc nie mówimy tu o pojedynczych, ekstremalnych przypadkach.
Drożeje cały rynek. Co więcej, problem nie dotyczy wyłącznie najnowszego standardu. 3D Center zwraca uwagę, że w styczniu 2026 roku ceny zestawów DDR4 i DDR3 wzrosły aż o 46 procent miesiąc do miesiąca, czyli szybciej niż w grudniu, gdy tempo wzrostu wynosiło "zaledwie" 30 procent.
RAM to tylko wierzchołek góry lodowej. Problemy z produkcją pamięci rozlały się już na cały ekosystem podzespołów komputerowych. Skoro brakuje kości pamięci, brakuje ich wszędzie - również na kartach graficznych i w kontrolerach dysków.
Analitycy z 3D Center zauważają niepokojący trend na rynku GPU. Ceny kart graficznych wzrosły średnio o 14 proc. w porównaniu do września 2025 roku. Choć na tle 340-procentowego wzrostu cen RAM-u wydaje się to niewielką zmianą, w przypadku drogich kart graficznych oznacza to setki dolarów więcej wydanych przy kasie.
Najbardziej jaskrawym przykładem paraliżu jest sytuacja z układami Nvidii. Jak donosi serwis Ars Technica, powołując się na źródła w firmie Asus (największego partnera "Zielonych"), popularna karta GeForce RTX 5070 Ti otrzymała status "end-of-life" (koniec cyklu życia). Powód? Niedobory pamięci GDDR7 oraz strategiczne decyzje Nvidii.
RTX 5070 Ti korzysta z tych samych kości pamięci GDDR7 oraz tego samego rdzenia GB203, co znacznie droższy RTX 5080. W obliczu globalnego niedoboru pamięci, producenci wolą przekierować ograniczone zasoby do produkcji droższych modeli, na których marża jest wyższa. To klasyczny przykład priorytetyzacji zysku nad dostępnością dla masowego odbiorcy.
Efekt? W Stanach Zjednoczonych RTX 5070 kosztuje dziś około 570 dolarów, przy sugerowanej cenie 549 dolarów, a Radeon RX 9070 XT, który debiutował w cenie 599 dolarów, osiąga obecnie poziom nawet 750 dolarów. Co istotne, te podwyżki pojawiły się w ciągu zaledwie ostatnich 30 dni.
Jeszcze gorzej wygląda rynek pamięci masowej SSD. Standardowy dysk M.2 o pojemności 1 TB, który niedawno był elementem budżetowych zestawów, kosztuje teraz około 150 USD (wcześniej ~135 USD). Prawdziwy szok przeżyją jednak entuzjaści, szukający większych pojemności. Popularny model Samsung 990 Evo Plus 2TB jest obecnie sprzedawany za absurdalne 440 USD, podczas gdy jego cena katalogowa wynosiła 177 USD. Znalezienie markowego dysku o pojemności 4TB graniczy z cudem, a jeśli już się uda - ceny są zaporowe.
Skala absurdu na rynku pamięci masowej osiągnęła poziom, który skłonił redakcję serwisu Tom's Hardware do przeprowadzenia nietypowego eksperymentu. Postanowili sprawdzić, czy stare powiedzenie o czymś "na wagę złota" ma obecnie zastosowanie do elektroniki. Wyniki ich analizy są szokujące: tak, wysokiej klasy dyski NVMe zrównały się wartością z królewskim kruszcem.
Biorąc na warsztat najpojemniejsze modele (4TB i większe), których ceny wystrzeliły przy jednoczesnym zachowaniu piórkowej wagi (standardowy nośnik M.2 2280 pozbawiony radiatora waży zaledwie 7-10 gramów), okazało się, że cena za gram krzemu i laminatu dogoniła rynkowe stawki za gram złota.
To jaskrawy symbol trwającego kryzysu. Elektronika użytkowa, która zgodnie z prawem Moore'a powinna tanieć i stawać się coraz bardziej dostępna, na naszych oczach zmienia się w dobro luksusowe.
Skąd wzięło się to cenowe szaleństwo? Dlaczego nagle brakuje pamięci, skoro fabryki pracują pełną parą, a popyt na PC wcale nie wzrósł drastycznie? Głównym winowajcą, a zarazem beneficjentem tej sytuacji, jest globalny boom na Sztuczną Inteligencję.
AI jest "smokiem", który pożera globalne zasoby krzemu w tempie, którego nikt nie przewidział. Giganci technologiczni tacy jak Google, Microsoft, Meta czy OpenAI prowadzą technologiczną zimną wojnę, inwestując astronomiczne kwoty w centra danych potrzebne do trenowania i obsługi modeli językowych nowej generacji.
Te superkomputery nie działają jednak na "zwykłym" RAM-ie. Wymagają specyficznego rodzaju pamięci, czyli HBM (High Bandwidth Memory). Jest to pamięć układana warstwowo (3D stacking), która oferuje nieporównywalnie wyższą przepustowość, kluczową dla akceleratorów AI. Problem w tym, że HBM jest znacznie trudniejsza i bardziej czasochłonna w produkcji niż standardowe kości DDR5.
Dla firm takich jak Samsung, SK Hynix czy Micron rachunek ekonomiczny jest bezlitosny. Produkcja klasycznego DDR przynosi relatywnie niewielkie marże. Produkcja HBM dla AI to natomiast biznes o gigantycznej rentowności.
W efekcie linie produkcyjne są masowo przestawiane na obsługę sektora AI, a rynek konsumencki trafia na boczny tor. Producenci laptopów, smartfonów i GPU walczą o resztki mocy produkcyjnych, przebijając się cenowo. To właśnie ten mechanizm winduje ceny w górę.
Wewnętrzne analizy firmy SK Hynix, które niedawno wyciekły do mediów, nie pozostawiają złudzeń - ta "strukturalna nierównowaga" i trudna sytuacja rynkowa może potrwać nawet do 2028 roku.
Głos w sprawie zabrał też inny gigant - Micron (firma niedawno podjęła decyzję o całkowitym wygaszaniu swojej konsumenckiej marki Crucial). W serii wywiadów i komunikatów dla inwestorów koncern tłumaczy, dlaczego obecny kryzys różni się od poprzednich cykli koniunkturalnych.
Do tej pory rynek pamięci RAM działał w dość regularnych cyklach. Po okresie wysokich cen następowała nadpodaż i drastyczne obniżki. Tym razem jednak, jak argumentuje Micron, mamy do czynienia z trwałym przesunięciem popytu. Zapotrzebowanie na pamięć w serwerach AI rośnie wykładniczo, a fizyczna powierzchnia wafli krzemowych w fabrykach jest ograniczona.
Produkcja jednego gigabajta pamięci HBM zużywa o wiele więcej zasobów fabryki (tzw. wafer capacity) niż produkcja jednego gigabajta DDR5. Oznacza to, że nawet jeśli fabryki pracują na 100 procent mocy, całkowita liczba "bitów", które trafiają na rynek konsumencki, drastycznie spada.
Według przedstawicieli Microna, konsumenci, którzy czekają na "powrót do normalności", mogą się go nie doczekać w najbliższym czasie. Budowa nowych fabryk (fabs) to proces trwający 3-5 lat, a obecne moce są niemal w całości rezerwowane pod kontrakty dla gigantów AI.