Jak wynika z ustaleń TechCrunch, firma z Menlo Park rozpoczyna testy nowych planów subskrypcyjnych, które docelowo mają trafić do użytkowników Facebooka, Instagrama i WhatsAppa. Nie jest tajemnicą, że firma, która od początku swojej działalności uzależniona jest niemal w stu procentach od rynku reklamowego, szuka sposobu na dywersyfikację przychodów.
Nowa strategia zakłada, że magnesem przyciągającym do subskrypcji Premium nie będzie wyłącznie czysty i pozbawiony reklam interfejs, ale przede wszystkim nowe funkcje, których darmowi użytkownicy zostaną pozbawieni. Centralnym punktem tego planu ma być Manus - nowy model AI.
Czym jest Manus? To rozwinięcie dotychczasowych eksperymentów z Llama i Meta AI, ale w wersji ściśle zintegrowanej z ekosystemem aplikacji Zuckerberga. Rola Manusa w płatnych planach ma bowiem wykraczać poza to, co oferują obecne na rynku chatboty.
W przypadku Instagrama i Facebooka asystent ma przejąć rolę kreatywnego pomocnika. Użytkownicy otrzymają narzędzia pozwalające na automatyczną edycję zdjęć, generowanie opisów w zadanym stylu czy wręcz tworzenie gotowych materiałów wideo na podstawie surowych klipów.
Z kolei w WhatsAppie Manus ma pełnić funkcje biurowe i organizacyjne. Płatna wersja aplikacji zaoferuje tłumaczenie rozmów w czasie rzeczywistym, co może być kluczowe dla komunikacji biznesowej, a także automatyczne streszczanie długich wątków konwersacji czy zarządzanie kalendarzem bezpośrednio z poziomu czatu. Istotnym elementem jest kontekstowość asystenta, który będzie płynnie przenosił informacje między poszczególnymi aplikacjami korporacji.
Co ciekawe, Manus nie jest autorskim dziełem inżynierów z Menlo Park, lecz efektem głośnego przejęcia, do którego doszło pod koniec ubiegłego roku. Meta zapłaciła za wywodzący się z Chin (choć operujący z Singapuru) startup około 2 miliardy dolarów. Inwestycja ta była podyktowana chęcią dogonienia rywali w wyścigu o tzw. autonomicznych agentów AI. W odróżnieniu od klasycznych modeli językowych, które jedynie "rozmawiają", technologia stojąca za Manusem została zaprojektowana do samodzielnego wykonywania złożonych zadań w imieniu użytkownika.
Dla użytkowników z Unii Europejskiej, w tym z Polski, koncepcja płacenia za dostęp do serwisów Mety nie jest nowością. Już od ponad dwóch lat firma oferuje na Starym Kontynencie płatne wersje Facebooka i Instagrama, choć geneza tego rozwiązania była zupełnie inna.
Wprowadzony w 2023 roku model subskrypcyjny był bezpośrednią odpowiedzią na unijne regulacje, w tym RODO i Akt o Rynkach Cyfrowych (DMA). Przepisy te uniemożliwiły platformom profilowanie użytkowników na potrzeby reklamowe bez ich wyraźnej zgody. Meta postawiła wówczas użytkowników przed wyborem w modelu "Pay or Consent" - albo zgadzają się na śledzenie i mają serwis za darmo, albo wykupują abonament gwarantujący prywatność.
Dotychczasowa oferta, za którą w Polsce płacimy od 30 do 60 zł (w zależności od platformy i urządzenia), była jednak usługą dość specyficzną. Jedyną istotną korzyścią, wynikającą z opłacania abonamentu, jest całkowite usunięcie reklam. Użytkownik nie zyskuje żadnych dodatkowych funkcji, lepszego zasięgu postów czy nowych narzędzi edycyjnych. Była to w gruncie rzeczy opłata za "święty spokój".
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt istnienia jeszcze jednej płatnej usługi, czyli Meta Verified. Program ten, wzorowany na rozwiązaniach wprowadzonych przez platformę X (dawniej Twitter), skierowany jest głównie do twórców internetowych i osób publicznych. Za kilkadziesiąt złotych miesięcznie oferuje on weryfikację tożsamości (niebieską odznakę), ochronę przed podszywaniem się oraz dostęp do priorytetowej obsługi klienta. Co istotne, Meta Verified nie jest tożsame z subskrypcją usuwającą reklamy, a teraz do tego zestawienia dojdzie trzeci rodzaj abonamentu - ten dający dostęp do asystenta Manus.
Warto zaznaczyć, że - póki co - Meta nie planuje likwidacji darmowych wersji Facebooka, Instagrama czy WhatsAppa. Model biznesowy oparty na wyświetlaniu reklam pozostaje głównym motorem napędowym firmy i zamykanie dostępu dla miliardów niepłacących osób byłoby finansowym samobójstwem. Istnieje jednak uzasadniona obawa o tzw. pełzające ograniczanie funkcjonalności.
Scenariusz, w którym nowe funkcje trafiają tylko do wersji płatnej, jest niemal pewny. Co więcej, analitycy nie wykluczają, że również funkcje dotychczas darmowe mogą z czasem zostać przeniesione za paywall, zmuszając najbardziej zaangażowanych użytkowników do przejścia na subskrypcję premium.