Premier Australii Anthony Albanese postawił się Big Techom. Zapowiedział specjalny podatek w wysokości 2,25 proc. przychodów, który zostanie nałożony m.in. na firmy: Google, Meta i TikTok. Technologiczni giganci mogą go uniknąć, jeśli dobrowolnie podpiszą umowy z lokalnymi mediami, na mocy których będą płacić im za wiadomości. Przepisy mają zacząć obowiązywać już od 1 lipca.
- Coraz częściej ludzie czerpią wiadomości bezpośrednio z Facebooka, TikToka i Google’a. Uważamy, że sprawiedliwe będzie, jeśli duże platformy cyfrowe będą wspierać ciężką pracę dziennikarzy, którzy wzbogacają ich kanały informacyjne i generują przychody
- tłumaczy pomysł ministra komunikacji Anika Wells. Mówiąc krótko, Australia chce, aby Big Techy wynagradzały lokalnych wydawców za udostępnianie artykułów, które generują ruch na ich platformach.
Projekt rządowego programu zachęt do negocjacji cenowych w branży informacyjnej (NBI) zakłada, że platformy mogłyby uniknąć podatku, podpisując nowe umowy z wydawcami na pokrycie kosztów treści informacyjnych, a także oferując jeszcze większe rekompensaty za zawieranie umów z mniejszymi wydawcami. Do tego projekt zakłada powstrzymanie gigantów technologicznych przed usuwaniem wiadomości ze swoich platform.
Regulacje mają dotyczyć platform o rocznych przychodach w Australii przekraczających 250 milionów dolarów i „znacznej" liczbie australijskich użytkowników: 5 milionów w serwisach społecznościowych i 10 milionów w wyszukiwarkach. W praktyce obejmie to takie firmy jak: Google, Meta i TikTok. Rząd spodziewa się, że plan ten przyniesie australijskiemu dziennikarstwu do 250 milionów dolarów rocznie.
Jeżeli platformy nie zdecydują się na zawarcie umów, rząd pobierze opłatę i rozdysponuje ją pomiędzy media, w zależności od liczby zatrudnionych przez nie dziennikarzy.
Podobne umowy obowiązywały już w Australii, o czym przypomina dziennik "The Guardian". Trzy lata temu Google i Facebook zawarły umowy o wartości ok. 250 milionów dolarów z branżą mediową. Redakcje wykorzystały te przychody na zatrudnienie większej liczby dziennikarzy i unowocześnienie przekazów informacyjnych. Jednak dwa lata temu Meta ogłosiła, że nie przedłuży umów o wartości około 70 milionów dolarów, by zapłacić za treści informacyjne udostępniane na ich platformach.
- Uważamy, że inwestowanie w dziennikarstwo jest kluczowe dla zdrowej demokracji. Dziennikarstwo nie powinno być po prostu przejmowane przez duże międzynarodowe korporacje i wykorzystywane do generowania zysków dla tej organizacji, bez żadnego wynagrodzenia dla osób, które tworzą te kreatywne treści" – przekonywał premier Anthony Albanese.
Plan ten może się spotkać z negatywną reakcją prezydenta USA Donalda Trumpa, który zadeklarował, że będzie bronił amerykańskich platform przed dodatkowymi podatkami na całym świecie. Na razie jednak Trump nie zabrał głosu w tej sprawie.
Przeczytaj też: "Wielkie cięcia w USA. Meta i Microsoft zwalniają. Zamiast pracowników - AI".