W złożonej we wtorek w kalifornijskim sądzie federalnym ugodzie Apple nie przyznał się do winy, ale zgodził się na zawarcie porozumienia, które zaspokaja roszczenia z ubiegłorocznego pozwu zbiorowego.
Zarzuty były poważne: prawnicy reprezentujący konsumentów oskarżyli Apple o fałszywą kampanię marketingową mającą na celu napędzenie sprzedaży najnowszych smartfonów. Zgodnie z pozwem, "Apple promował możliwości sztucznej inteligencji, które nie istniały w tamtym czasie, nie istnieją teraz i nie będą istnieć przez dwa lub więcej lat".
Konkretnie chodziło tu o reklamy "spersonalizowanej" wersji asystenta głosowego Siri oraz systemu Apple Intelligence. Obiecane przez Apple nowe funkcje sztucznej inteligencji nie zostały udostępnione użytkownikom w momencie premiery smartfonów. Spoty te ostatecznie wycofano, a same funkcje bezterminowo opóźniono.
"Jesteśmy dumni z osiągnięcia historycznej ugody w imieniu konsumentów, którzy powinni czuć się pewnie i bezpiecznie, decydując, na co przeznaczyć swoje ciężko zarobione pieniądze" – stwierdził Ryan Clarkson, założyciel i partner zarządzający kancelarii Clarkson Law Firm, która wytoczyła powództwo.
Znajdujemy się w punkcie zwrotnym rozwoju sztucznej inteligencji, a decyzje podejmowane obecnie przez firmy i organy regulacyjne ukształtują wpływ tej technologii na życie zwykłych ludzi
- dodał.
Ugoda, która czeka na ostateczne zatwierdzenie przez sędzię Noël Wise (przesłuchanie zaplanowano na 17 czerwca), obejmuje około 36 milionów urządzeń zakupionych w USA między 10 czerwca 2024 r. a 29 marca 2025 r. Mowa tu o modelach z serii iPhone 16 oraz iPhone 15 Pro i 15 Pro Max. Każdy uprawniony nabywca może liczyć na odszkodowanie w wysokości od 25 do nawet 95 dolarów za urządzenie, w zależności od ostatecznej liczby zatwierdzonych roszczeń.
Rozwiązaliśmy tę sprawę, aby skupić się na tym, co robimy najlepiej: dostarczaniu naszym użytkownikom najbardziej innowacyjnych produktów i usług
- czytamy z kolei w oświadczeniu przekazanym przez biuro prasowe Apple.
Ugoda za fałszywy marketing to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Największym problemem dla Apple jest obecnie fakt, że ich autorski system sztucznej inteligencji wciąż znajduje się w powijakach, a Siri w obecnych realiach przypomina raczej technologiczny relikt przeszłości niż asystenta na miarę 2026 roku.
Aby zrozumieć ten paradoks, trzeba cofnąć się w czasie. Apple wprowadził Siri do iPhone'ów w 2011 r., na lata przed tym, zanim słowo "chatbot" trafiło do słownika przeciętnego konsumenta. Niestety, firma nigdy nie przekuła tego sukcesu w stworzenie platformy AI z prawdziwego zdarzenia, całkowicie zaniedbując dalszy rozwój Siri. Podczas gdy Google, Microsoft czy OpenAI inwestowały w infrastrukturę chmurową i trenowały modele językowe na ogromnych zbiorach danych, Apple trzymał się asystenta opartego na sztywnych regułach i skryptach.
Jeden z byłych pracowników Apple, cytowany w reportażu CNBC, stwierdził nawet, że w wyniku zaniedbań i braku inwestycji producent iPhone'a stracił przewagę nad konkurencją, która w pewnym momencie mogła wynosić nawet 5 lat.
W styczniu tego roku Apple podpisał wieloletnią umowę, w ramach której to Google Gemini ma napędzać nową wersję Siri. Firma, która przez lata szczyciła się absolutną kontrolą nad swoim ekosystemem - od układów scalonych po oprogramowanie - dziś musi posiłkować się modelami AI od bezpośredniej konkurencji.