Czy Google jest siłą dobra?

Motto Google to "Don't be evil". W świetle ostatniej decyzji koncernu o zaprzestaniu cenzurowania wyników wyszukiwania w Chinach można by wnioskować, że firma faktycznie kieruje się w swoim postępowaniu osławioną mantrą. Ale czy jest tak w istocie?
Google w Hong Kongu
Fot. Google

W poniedziałek Google poinformował oficjalnie, że przestaje cenzurować stronę Google.cn , a użytkownicy przekierowywani będą na witrynę znajdującą się w Hong Kongu . Ruch ten wbił piłeczkę na pole Pekinu, który okazał się być godnym zawodnikiem. Na reakcję nie trzeba było długo czekać.

Jak podaje New York Times , przedstawiciel rządu w niezwykle ostrych słowach skomentował decyzję Google:

Google pogwałcił obietnicę daną nam gdy wkraczał na nasz rynek na piśmie, poprzez zaprzestanie cenzurowania wyników wyszukiwania i oskarżając Chiny o domniemane ataki hakerskie.

Do tego, jak informowaliśmy już wczoraj w tekście Google rezygnuje z cenzury w Chinach , przekierowanie użytkowników na inną domenę niewiele wskórał. Pekin nałożył już na dotychczas wolną od cenzury wyszukiwarkę własne filtry, w związku z czym wyszukiwanie fraz drażliwych dla rządu kończy się fiaskiem .

Jak w tym kontekście wypada Google? Na pierwszy rzut oka jak bohater. Witaj jutrzenko swobody, zbawienia za nim słońce . Chiny to niezwykle dynamicznie rozwijający się rynek, coraz więcej osób korzysta tam zarówno z Internetu jak i ze smartfonów, a to dla Google'a oznacza (czy raczej oznaczało) możliwość nawiązania wielu transakcji biznesowych oraz udostępniania swoich usług i produktów. Rezygnacja z takiego rogu obfitości wydawać się może heroicznym posunięciem, walką o wolność przepływu informacji.

Tylko że po głębszej analizie nie wszystko wygląda tak kolorowo. Po pierwsze - koncern grał na chińskim rynku wyszukiwarek rolę drugorzędną ( dane StatCounter , choć zdaje się, że udział Google nie wynosi 40 proc. a połowę z tego ). Ponad 50 proc. w rynku w Państwie Środka ma Baidu, lokalna wyszukiwarka i niewiele wskazywało na to, by układ sił miał się zmienić.

Baidu - najpopularniejsza chińska wyszukiwarka
Baidu - najpopularniejsza chińska wyszukiwarkaFot. Baidu

Serwis Digital East Asia stworzył kiedyś zestawienie powodów, dla których Chińczycy częściej wybierają rodzimy produkt - Baidu . Okazuje się, że powodów takich jest kilka. Po pierwsze - nazwa "Google" trudna jest do wypowiedzenia dla mieszkańców Państwa Środka, a co za tym idzie - do zapamiętania. Do tego dochodzi kwestia zapisu. W Chinach obowiązuje język chiński uproszczony i tradycyjny . Ten ostatni stosowany jest częściej w Hong Kongu czy na Tajwanie, a zapis uproszczony raczej w Chinach kontynentalnych. Według DEA, Baidu lepiej jest dostosowana do tej specyfiki językowej, niż wyszukiwarka z Mountain View, przez co zwraca lepsze wyniki wyszukiwania . To jedynie kilka powodów, ale jak wiadomo - bariera psychiczna często jest decydującym czynnikiem dla podjęcia (lub nie podjęcia) jakiejś akcji.

Do tego, jak podaje China Daily - słowem najczęściej wyszukiwanym w chińskim Google było... Baidu .

Edward Yu - pracujący w chińskiej firmie zajmującej się analizowaniem rynku Analysys International - stwierdził , że zamknięcie witryny Google.cn nie wpłynie znacząco na zyski koncernu. Z kolei holding finansowy J.P. Morgan szacuje, że decyzja o zaprzestaniu cenzurowania wyszukiwarki może uszczuplić sakiewkę Google o sumę 600 milionów dolarów. ( Przypomnijmy - w ubiegłym roku suma netto przychodów koncernu to 18 miliardów USD).

Wahania giełdy w czasie ogłoszenia przez Google decyzji o zaprzestaniu cenzury
Wahania giełdy w czasie ogłoszenia przez Google decyzji o zaprzestaniu cenzuryFot. Google

Z reakcji giełdy (przedstawionej powyżej) jasno wynika, na kogo teraz stawia rynek.

Pamiętamy chyba wszyscy, że koncern nie jest organizacją non-profit. Czy gdyby Google miał w Chinach pozycję porównywalną do Baidu , oddanych użytkowników i kilkadziesiąt procent więcej udziału w rynku także kierowałby się mantrą "Don't be evil"?

Joanna Sosnowska

Edward YuE

Więcej o: