Nie będę rozpisywał się na temat technicznej strony przedsięwzięcia. Jeśli chcecie poznać tajniki produkcji Wiedźmina to zajrzyjcie do tekstu Dominika: "Wiedźmin od kuchni. Tajemnice projektu i wywiad z twórcami".
Przejdźmy do sedna - Wiedźmin to dobra gra. Tylko dobra i aż dobra. Moja opinia jest całkowicie subiektywna, ale w niniejszej recenzji postaram się ją wyjaśnić.
Wiedźmin rzuca mięsem
Jednym z częściej podkreślanych przez twórców walorów Wiedźmina była fabuła, a szczególnie używany w grze język i dopracowane dialogi. Za ten aspekt rzeczywiście należą się brawa. Niestety, nie jest to owacja całkowicie entuzjastyczna.
Siłą rzeczy gra nawiązująca do literackiego pierwowzoru musi czerpać z niego wybrane cytaty. Obawiam się jednak, iż związek Wiedźmina z dziełem Sapkowskiego w tym aspekcie jest zbyt silny. Fan "Sapka" bez trudu zidentyfikuje fragmenty wypowiedzi żywcem wzięte z opowiadań (w tym najbardziej chyba znane: "miecz przeznaczenia ma dwa ostrza..."). Uważny gracz odnajdzie w Wiedźminie również sporo zapożyczeń z innych wytworów kultury oraz liczne wyrażenia funkcjonujące w obiegu. Warto przy tym zauważyć, że w innych krajach cytaty te mogą nie wzbudzić pozytywnych, zabawnych skojarzeń, gdyż po prostu nie są tam rozpowszechnione. Podobnie z prozą Sapkowskiego, która mimo wielu przekładów na obce języki nie jest zbyt popularna poza granicami naszego państwa.
Gra nie jest przeznaczona dla osób poniżej 18 roku życia - tak przynajmniej sugeruje nalepka na pudełku. Głównym tego powodem nie jest już nawet epatująca z ekranu monitora brutalność, ale przede wszystkim seks i wulgarny język.
Jeśli chodzi o to pierwsze, w trakcie rozgrywki kilkanaście razy trafi się okazja aby bliżej zaznajomić się z wdziękami przygodnie spotkanych pań (dla niewyżytych wyzimski zamtuz "Chędne Uda" stanie się pewnie miejscem obowiązkowych eskapad). Co prawda punkt kulminacyjny takiego tete-a-tete nie jest ukazany, ale w nagrodę otrzymujemy podobiznę naszej towarzyszki, zwykle w stroju mocno zdekompletowanym. Nie wiem, czemu ma to służyć, może kompletowaniu trofeów?
Poza "wyrywaniem lachonów", Geralt może uprzyjemnić sobie życie biorąc udział w karczemnych bijatykach albo grając w kości z napotkanymi osobami. Obie rozrywki są o tyle dobra, że można dzięki nim sporo zarobić. Po co? Ot, choćby po to żeby po ciężkiej walce za miastem móc wrócić do gospody i zalać się w trupa. Działanie jest całkiem ciekawe, szczególnie, że dzięki niemu można nieraz zyskać sobie przychylność pewnych osób. Wszystko to, tzn. seks, hazard, alkohol (a jeśli weźmiemy pod uwagę nadużywanie eliksirów - to i narkotyki) rzeczywiście nie zasługuje na miano walorów edukacyjnych.
Twórcy Wiedźmina nie stronią również od wulgaryzmów. W efekcie niektóre postacie ze szczególnym upodobaniem używają słów typu "k..a", "sk...n", i "chędożyć" w seksualnym znaczeniu tego wyrazu. Choć początkowo wydaje się to zabiegiem ciekawym i urealniającym całą zabawę, po dłuższym czasie zaczyna nużyć. Jeżeli już zdecydowano się na taki krok, to wypadało w większym stopniu skorzystać z bogatego zasobu wulgaryzmów, jakim dysponuje nasz język. Poza tym, w opowiadaniach o Geralcie zwroty takie nie pojawiały się tak często, jak mogłaby na to wskazywać gra.
Całe szczęście, że dialogi bywają naprawdę zabawne, czasem bardzo poważne, a niekiedy śmieszne i poważne jednocześnie (Geralt do Zoltana Chivaya: "Ostrzegam, będę filozofował").
"Działa bez trawy, a po trawie jeszcze lepiej..."
...Czyli kilka słów o oprawie graficzno-dźwiękowej produkcji. Na początek ostrzegamy - nie podchodźcie do Wiedźmina ze słabym sprzętem. GeForce 6600 GT 128 MB i 512 MB RAM nie wystarczą - próbowałem uruchomić grę na takim sprzęcie i o ile instalacja przebiegła pomyślnie, to już ładowanie gry wlokło się niemiłosiernie długo. Wreszcie zakończyło się komunikatem o błędzie i wyjściem na pulpit Windows. Mój osobisty Radeon X1950Pro + 1 GB RAM co prawda radzą sobie z Wiedźminem na średnich detalach, z wyłączonymi efektami trawy oraz małych zwierząt, ale gra i tak skacze. Jeżeli chodzi o rozrywkę na komputerze przenośnym, gra absolutnie wymaga dedykowanej karty graficznej. Cóż, posiadacze notebooków ze zintegrowanymi chipsetami graficznymi mogą o mordowaniu potworów i innych przyjemnościach jedynie pomarzyć.
Jeśli nie brać pod uwagę tych drobnych niedogodności, strona graficzna prezentuje się naprawdę dobrze. Tak, właśnie dobrze, a nie np. rewelacyjnie. Za intro (które ktoś w pewnym anglojęzycznym serwisie o grach określił mianem "najlepszego intro w dziejach") należą się same pochwały, natomiast za wygląd i animację postaci należą się pochwały i... Kilka nagan. Postacie wyglądają co prawda ładnie i zachwycają genialnie dopracowanymi szczegółami (np. żyły na rękach lub zmarszczki na twarzach). Również w trakcie dialogów nie stoją jak słup soli - poruszają się i wykonują różne gesty. Szkoda tylko, że czasem owa mowa ciała nie ma nic wspólnego z wypowiadaną przez naszego rozmówcę kwestią. Niekiedy wręcz dany NPC wygląda, jakby miał wyłamane barki lub ręce złamane w łokciach ;) Co więcej, postacie obdarzono dość oszczędną - delikatnie mówiąc - mimiką twarzy. Wygląda to tak, że w trakcie rozmowy widzimy, iż rozmówca porusza jedynie ustami, a ogólny wyraz twarzy pozostaje niezmieniony.
Zarzuty o to, iż silnik graficzny gry jest przestarzały, a sama grafika - nienajlepsza - uznaję za przesadzone. Co prawda Wiedźmin wykorzystuje engine Neverwinter Nights , jednak jest dość poważnie zmodyfikowany. Gra wygląda po prostu ładnie, nawet "na średnich detalach", co możecie podziwiać na załączonych screenshotach. Do strony dźwiękowej nie miałem większych zastrzeżeń, a jedyne co nie podobało mi się na tyle, żeby o tym wspomnieć, to irytujący niekiedy ton głosu Geralta lub jego rozmówców, nie pasujący do otoczenia. Można by oczekiwać, że rozmowie w lochu bądź w przestronnych kamiennych korytarzach Kaer Morhen towarzyszyć będzie głuchy pogłos. Niestety, wszystkie dialogi są sterylnie czyste. Szkoda, czasem przydałoby się trochę "brudu", nie tylko we wspomnianej wcześniej warstwie lingwistycznej.
Kwestie wypowiadane przez głównego bohatera także można było nagrać z większym uczuciem. Rozumiem, że Geralt to "siła spokoju", ale większość myśli i uwag, jakie wygłasza, jest trochę "drewnianych", nawet gdy wyzywa wieśniaków od "sk...ynów" i grozi im śmiercią. O wiele lepiej wypadają pod tym względem NPC.
Teatr mój widzę ogromny
Gra oferuje trzy tryby pracy kamery: widok znad ramienia Geralta (takie quasi-TPP), hybrydowy oraz widok izometryczny. Mnie osobiście do gustu przypadł najbardziej ostatni z wymienionych - otoczenie jest lepiej widoczne, a kursor myszy odblokowany jest na stałe. W widoku TPP Wiedźminem sterujemy tylko za pomocą czterech klawiszy kierunku, zaś w środku ekranu widnieje mała kropka - celownik, być może ułatwiająca walkę - który można odblokować wciskając Shift i który wtedy zamienia się w kursor, ułatwiający przeszukiwanie martwych przeciwników. W moim przekonaniu nie jest to zbyt wygodne, jednak CD Projekt chwali taki tryb pracy kamery za jego dynamizm (sam jednak przyznaje, że przeznaczony jest głównie dla początkujących graczy). W trybie izometrycznym Geraltem można ponadto sterować i myszą i klawiszami kierunku.
Interfejs główny gry jest przejrzysty - w lewym górnym rogu widoczny jest wiedźmiński medalion, wibrujący w reakcji na pobliskie niebezpieczeństwo oraz trzy wskaźniki, które należy kontrolować przed i w czasie walk: żywotność, energia i toksyczność. Najważniejszy jest pierwszy z wymienionych wskaźników - jeżeli jego wartość spadnie do zera, Geralt zginie. Wskaźnik energii pozwala ocenić, jak często można posługiwać się znakami. Ostatni z wymienionych wskazuje, że picie eliksirów w dużych ilościach może mieć opłakane skutki. Poniżej widoczne są ikony broni (miecz srebrny, stalowy, broń dodatkowa), aktywujące dany styl walki, ikony Znaków oraz aktywny eliksir. W prawym górny rogu znajduje się mapa oraz przyciski opcji, widoku postaci, ekwipunku i dziennika.
Na ubitej ziemi...
Jednoznaczna ocena systemu walki wydaje się bardzo trudna. Z jednej strony ogranicza się on do wskazywania Geraltowi kolejnych celów, które wiedźmin eliminuje z mniejszą lub większą pomocą prostej magii (Znaki) oraz eliksirów. Z drugiej strony, naprawdę miło popatrzeć na samą animację postaci - im nasz bohater bardziej doświadczony i bogatszy w nowe umiejętności, tym bardziej złożone są jego parady. Niestety, właśnie w trakcie walki wychodzą na jaw jedne z najmniej przemyślanych rozwiązań. Nie można mianowicie korzystać z drzwi i przejść. Brak jest także możliwości zapisu stanu gry w czasie walki.
Właśnie w trakcie walk ujawnia się najbardziej zręcznościowy aspekt gry - zadanie użytkownika ogranicza się do wyboru przeciwnika i wykonywania dodatkowych manewrów, takich jak skok, piruet czy szybki obrót. Walcząc należy zachować czujność, kursor zmienia się bowiem po serii udanych ciosów sygnalizując możliwość zadania ciosów jeszcze skuteczniejszych, aż do tzw. ciosu ostatecznego. Szkoda tylko, że te "combosy" są zaprogramowane i wykonuje je za nas komputer.
Dobrze chociaż, że autorzy pozostawili graczowi wpływ na taktykę walki, udostępniając różne style posługiwania się bronią. Ponieważ główne narzędzia Geralta to miecz stalowy i miecz srebrny, posługiwanie się każdą z tych broni można rozwijać w trzech (a łącznie - w sześciu) kierunkach. Każdy styl dzieli się bowiem na szybki, silny i grupowy. Wszystkie dostosowane są do różnych przeciwników, których napotykamy podczas wędrówki. Poszczególne style można zmieniać dynamicznie, w trakcie walki.
System rozwoju postaci nie przypomina tego znanego z klasycznych "erpegów" - siłą rzeczy nie wybieramy klasy postaci, ani nie dobieramy umiejętności na starcie. Wiedźmin w miarę zdobywania doświadczenia może rozwijać atrybuty określające cechy podstawowe (siła, zręczność, wytrzymałość i inteligencja); umiejętności magiczne - Znaki; wreszcie umiejętności bojowe, tzn. style walki mieczem stalowym (na ludzi) i srebrnym (na potwory). Cała "ścieżka rozwoju", tzw. drzewko zdolności danej cechy, widoczna jest od samego początku (podobnie rzecz miała miejsce w Gothic 3 i SpellForce 2 ) zaś rozwój każdej cechy obejmuje pięć poziomów ulepszeń. Na każdym poziomie dostępnych jest kilka ulepszeń. Po awansie na wyższy poziom Geralt otrzymuje określoną liczbę talentów, którą może dowolnie rozdysponować pomiędzy wybrane ulepszenia. Początkowo są to talenty brązowe, następnie srebrne, na końcu - złote. Atrybuty na pierwszym i drugim poziomie umiejętności kosztują talent brązowy, na trzecim i czwartym - srebrny, a na piątym - złoty.
Twórcy chwalą się, iż w grze dostępnych jest łącznie kilkaset ulepszeń. Szczerze mówiąc, to trochę przesada. Ulepszenia powtarzają się na kolejnych poziomach umiejętności, a wiele z nich to tylko zwykłe wzmocnienia, np. zwiększony zasięg działania Znaków bądź zadawanie większych obrażeń.
Wiedzę o świecie wiedźmin zdobywa z rozmów oraz z ksiąg i pergaminów, które można nabyć po zabójczych cenach u kupców. Dzięki nim w Bestiariuszu pojawiają się wpisy o kolejnych gatunkach monstrów - jest to wiedza bardzo ważna, umożliwia bowiem przyjmowanie niektórych zadań pobocznych (np. bez wpisu o ghulach nie zdołamy przyjąć zlecenia na dostarczenie określonych składników, pozyskiwanych właśnie z organów danego stwora). Z ksiąg można też nauczyć się warzenia nowych mikstur.
I tu jednak należy się twórcom gry upomnienie - awansować na kolejny poziom i przyrządzać mikstury można wyłącznie w trybie medytacji, czyli czegoś w rodzaju odpoczynku. A żeby przeprowadzić medytację, konieczne jest... ognisko. Innymi słowy, po ciężkiej przeprawie na podwyzimskich bagnach Geralt awansuje o poziom, ale nie może zyskać nowych atrybutów, bo nigdzie w pobliżu nie ma oberży (gdzie oczywiście można odpocząć) o ognisku nie wspominając, gdzie mógłby sobie pomedytować. Logicznie rzecz biorąc, Geralt powinien też móc samemu nazbierać chrustu i za pomocą uzbieranego krzesiwa bądź używając Znaku Igni, samemu je rozpalić, tego jednak nie przewidziano.
Geralt rzecz jasna pracuje sam i nie potrzebuje towarzyszy. W niektórych zadaniach jest jednak wspomagany przez NPC-ów. Warto dodać, że pomoc ta jest jednak ograniczona i trwa zwykle do chwili wypełnienia danego questa.
Ekwipunek postaci to kolejny moduł, który jednocześnie przypadł mi do gustu, jak i delikatnie zdziwił. Otóż, niesione przedmioty można składować w pięciu sekcjach ekwipunku, z czego do jednej trafiają przedmioty istotne dla rozwoju fabuły, w pozostałych czterech zaś - inne przedmioty. Nie istnieje za to ograniczenie wagowe niesionego ekwipunku. Na szczęście Geralt nie nosi ze sobą zaopatrzenia dla całej armii. Wiedźmin może więc nieść maksymalnie cztery sztuki broni jednocześnie - w przewidzianych ku temu miejscach - oraz jeden pancerz. Ekwipunek przeznaczony jest na mniejsze rzeczy, np. składniki alchemiczne i mikstury. Jedno z miejsc, w którym można umieścić mniejszą broń (np. sztylet lub topór) służy też do umieszczania pochodni. Tej jednak nie da się schować do ekwipunku, gdy najdzie nas ochota, aby przytroczyć sobie mizerykordię do pasa. Trzeba zdecydować - albo jedno, albo drugie - a zbędnej rzeczy po prostu się pozbyć (wyrzucić lub sprzedać).
W ciekawy sposób rozwiązano ulepszenia broni - nakładając na miecz specjalny olej lub ostrząc go osełką, można tymczasowo podnieść wartość zadawanych obrażeń. Na ostrzu można też umieścić zabójcze runy.
Przygoda jakich mało
Niestety, autorzy gry (wierzę, że nieświadomie) postanowili zanudzić graczy dość niemrawym wstępem, w którym więcej jest animowanych wstawek, niż realnej rozgrywki. Powtórzę w tym miejscu opinię zasłyszaną na jednym z zagranicznych forów internetowych - "dajcie tej grze trochę czasu, a owinie was sobie wokół palca". Fabuła jest nieliniowa i należy liczyć się z konsekwencjami swoich poczynań. W miarę rozwoju akcji, rośnie również jakość wykonywanych zadań. Zdarzają się wśród nich oczywiście standardowe zlecenia poboczne: "idź tam, zrób to, wróć" lub "zabij potwora za garść orenów", ale zadanie główne rozpisane jest całkiem pomysłowo i trzyma w napięciu. Jego rozwiązywanie i kompletowanie kolejnych elementów układanki sprawia prawdziwą przyjemność.
W grze nie ma klasycznego podziału na dobro i zło. Brak też postaci jednoznacznie złych bądź dobrych. Jak w życiu - każdy stara się przeżyć i robi to na różne sposoby. W świecie, w którym rządzi pieniądz, również główny bohater nie jest bez skazy. Mimo emocji i wątpliwości, jakie targają nim w trakcie przygód, jest na tyle przywiązany do swojego wiedźmińskiego fachu, że bez ogródek żąda zapłaty za wykonanie danej misji.
Słowo na koniec
Wiedźmin , to bez wątpienia wartościowa produkcja. Choć nie obeszło się bez potknięć, to nie wpływają one na "grywalność" i "miodność" tytułu. Myślę, że sporo prawdy jest w stwierdzeniu, że wszyscy polscy użytkownicy tak wysoce cenią powieściowego Geralta, iż niemożliwe jest, aby ten komputerowy przebój nie przypadł im do gustu. Ci zaś, którzy tylko narzekają, zapewne nie poświęcili tej grze więcej niż godziny. Jest to z pewnością za krótko, aby w pełni docenić walory Wiedźmina . Przyzwoita realizacja i wciągający scenariusz stanowią wystarczający powód, aby zainteresować się tytułem. Wszelkie mankamenty na pewno zostaną usunięte w kontynuacji przygód Geralta, czego sobie i wam życzę.
Ludwik Krakowiak