Lodowata atmosfera na spotkaniu UE z Chinami. W centrum sporu umowa o inwestycjach

UE chce od Pekinu umowy gwarantującej uczciwe traktowanie inwestorów europejskich w Chinach, ale szanse są bardzo mgliste. Bruksela ostrzega przed "bardzo negatywnym konsekwencjami" złamania autonomii Hongkongu.

Poniedziałkowy szczyt UE-Chiny, na którym Unię - za pomocą telekonferencji - reprezentowała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, nie wypracował nawet wspólnego komunikatu prasowego. A prezydent Xi Jinping oraz premier Li Keqiang - to już tradycja - nie mieli ochoty na żadną konferencję prasową.

Szczyt UE - Chiny bez konkluzji

Przedstawiciele Unii, którzy do takich deklaracji potrzebują zielonego światła od wszystkich krajów Unii, twardo zadeklarowali sprzeciw wobec planowanego przez Pekin "prawa o bezpieczeństwie", które pogwałci autonomię Hongkongu. A także upominali się o prawa mniejszości, choć bez - przynajmniej publicznego - wymieniania Ujgurów z nazwy. - Wzywamy Chiny do respektowania międzynarodowych zobowiązań wobec Hongkongu - powiedział Michel.

Inwestycyjna asymetria

Jednak w centrum negocjacyjnych sporów między Brukselą i Pekinem jest teraz umowa o inwestycjach, która - taka jest intencja UE - miałaby złagodzić obecną "asymetrię", dzięki której Chińczycy mają bardzo szeroki dostęp do unijnego wspólnego rynku, a jednocześnie Europejczycy w Chinach są dyskryminowani, zwłaszcza gdy chcą rywalizować z dużymi firmami państwowymi. - Nawet najtwardsi zwolennicy globalizacji w Unii przestają wierzyć, że to samo się rozwiąże - tłumaczy jeden z urzędników UE. Szkopuł w tym, że zdaniem sporej części unijnych ekspertów coraz twardszy kurs prezydenta Xi osłabia szanse na umowę inwestycyjną. A odwołanie szczytu przywódców wszystkich krajów Unii z Chinami (przynajmniej oficjalnie wyłącznie z powodu pandemii), który planowano na wrzesień w Lipsku, jeszcze bardziej zawęża pole do politycznej presji Europejczyków na Pekin.

Nadal chcemy wynegocjowania tej umowy do końca tego roku  podkreślała jednak von der Leyen po poniedziałkowym szczycie. A unijni urzędnicy, już przy zastrzeżeniu anonimowości, dodawali, że "Chiny, dla których UE jest największym partnerem handlowym", nie powinny brać za pewnik obecnego dostępu do rynku UE.

W Europie po wielu latach sporów rośnie przyzwolenie na twardszą grę wobec Pekinu (prowadzoną równocześnie z negocjacjami), do czego przyczynia się stopniowa zmiana stanowiska Niemiec na bardziej wymagające wobec Chin. Komisja Europejska już od 2019 r. może pomagać krajom Unii w sprawdzaniu, czy np. chińskie inwestycje w branże strategiczne w Europie nie zagrażają bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu. A w zeszłym tygodniu oficjalnie rozpoczęła konsultacje co do ewentualnych przepisów wymierzonych w nieuczciwą konkurencję na rynku UE ze strony zabiegających o zamówienia publiczne lub przejęcia innych biznesów firm otrzymujących subsydia np. z Chin. W Unii wciąż trwają prace na nowym "narzędziem obronnym", które pomogłoby "przywracać symetrię" między UE i np. Chinami w dostępie firm do rynku zamówień publicznych.

Ponadto Europa pod względem gospodarczym próbuje szukać miejsca między raz ścierającymi się, raz dogadującymi się USA prezydenta Donalda Trumpa i Chinami. Pekin miał niedawno zapewniać przedstawicieli Unii, że amerykańsko-chińska "umowa handlowa I fazy" z lutego będzie stosowana na rynku chińskim bez dyskryminowania Europejczyków w porównaniu z Amerykanami.

Zobacz wideo Między Donaldem Trumpem a Chinami. Jak WHO znalazła się w centrum globalnego sporu

Dezinformator i rywal strategiczny

Von der Leyen na konferencji prasowej po szczycie przypominała, że Bruksela już od zeszłego roku opisuje relacje między Unią i Chinami równocześnie trzema pojęciami - partner negocjacyjny, konkurent gospodarczy, ale i systemowy rywal. - Systemowy rywal, bo żyjemy w bardzo odmiennych systemach i mam bardzo odmienne spojrzenie na nasze wartości. W tym mieści się także cyberbezpieczeństwo i sprawy dezinformacji. Doświadczyliśmy w Europie ataków cybernetycznych i przecież znamy ich źródło - powiedziała von der Leyen. Ponadto zastrzegła, że "dezinformacji nie można tolerować". Przed kilku tygodniami Komisja wskazała na Rosję i Chiny jako źródła "fake newsów" o epidemii. Chińczycy celują w wyolbrzymianiu niepowodzeń Zachodu w odpowiedzi na koronawirusa (i idealizowaniu swej polityki sanitarnej), a także sieją fałszywki o np. amerykańskim pochodzeniu wirusa.

- Rezultaty szczytu UE-Chiny są zerowe. Chiny nie dotrzymują obietnic, nie są gotowe do kompromisów albo po prostu nie słuchają. Ale kluczowe jest pytanie, co my w Unii z tym zrobimy? - komentował niemiecki zielony Reinhard Buetikofer zajmujący się w Parlamencie Europejskim m.in. relacjami z Chinami.

Artykuł pochodzi z serwisu Detusche Welle.

Więcej o: