Chiny wygrały z pandemią. Wirus został stłumiony, gospodarka wydobrzała. Ale jest druga strona medalu

Chiny poradziły sobie z pandemią. Ale czy to samo można powiedzieć o szkodach powstałych na arenie międzynarodowej?

Pekin został mocno skrytykowany przez zagranicę za brak transparentności na początku koronakryzysu i zastosowanie całego wachlarza dostępnych środków propagandowych, co skutkowało pogorszeniem stosunków dyplomatycznych. W tym czasie prezydent USA Donald Trump zwrócił na siebie uwagę, posługując się określeniem „wirus z Chin”.

Zobacz wideo Jak mocno pandemia wpłynie na zdrowie psychiczne Polaków?

Wspólnota losu

To była jednak tylko faza w politycznej komunikacji Chin, która została przez międzynarodową prasę nazwana „dyplomacją wilczych wojowników”, a która ustała pod koniec maja. Przywódcy Chin elastycznie przechodzili z trybu obronnego w atakujący, ale pod koniec marca, podczas zdalnego szczytu G20, zasygnalizowali też gotowość do współpracy. Głowa państwa i sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping nazwał walkę z pandemią „wspólnotą losu ludzkości”. Owo pojęcie jest jednak również obecne w statucie partii i w chińskiej konstytucji.

Praktyczne zastosowanie słowa te znajdują chociażby we współpracy nad rozwojem szczepionek. Według danych niemieckiego koncernu Merck, uczestniczy on w pracy nad ponad 50 projektami dotyczącymi szczepień, „które na płaszczyźnie międzynarodowej świetnie się sprawdzają, Amerykanie, Chińczycy, Europejczycy, Japończycy i inni współpracują ze sobą” - napisała "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ).

Relacje pełne napięć

Napięcie między Chinami a Zachodem panuje również na innych obszarach, a nie tylko w temacie walki z wirusem. Teraz jest ono jeszcze bardziej pogłębione. W relacjach chińsko-amerykańskich napięcie to jest niemal trwałe – najczęściej obydwa mocarstwa określane są mianem rywali. Jeżeli chodzi natomiast o UE, sprawa nie jest już taka jasna, choć zdalny szczyt UE-Chiny, jak i europejska podróż szefa chińskiej dyplomacji pod koniec sierpnia/na początku września, ujawniły różnice.

Berlin i UE skrytykowały szczególnie ustawę o bezpieczeństwie narodowym dla Hongkongu, poprzez którą Pekin zapewnił sobie szerokie upoważnienie do tłumienia dysydentów. Chiny uznały tę krytykę za mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy.

Tuszowanie i zatajanie

Pekin na potrzeby krajowego odbiorcy zatuszował te różnice. „Obok wyrażonej krytyki, strona chińska zataiła także nacisk na podstawowe wartości oraz różnice systemowe” - pisze Heike Holbig. „Zamiast tego ministerstwo spraw zagranicznych Chin poinformowało, że UE nadal postrzega Chińską Republikę Ludową jako partnera, a nie przeciwnika i że nie ma fundamentalnych konfliktów interesów”. Chińscy czytelnicy dowiedzieli się również, że UE chce upierać się przy multilateralizmie i jest zainteresowana poszerzeniem multilateralnej współpracy z Chinami, szczególnie w dziedzinie zdrowia, zmian klimatycznych, długofalowych zmian i współpracy z Afryką”. Holbig wnioskuje z tych „celowych zmian w interpretacji”, że dla Pekinu Unia Europejska i inne państwa, oprócz USA, uchodzą za „chwilowo wprowadzone w błąd, ale (jeszcze) niebędące kompletnie w sprzeczności” z Pekinem i które „traktuje się surowo, ale życzliwie i które stara się pozyskać dla swojej sprawy”.

Powód do radości

W bliskiej perspektywie jest przezwyciężenie gospodarczych skutków pandemii i tu z nadzieją patrzy się w stronę Chin. Kraj ten zdołał jako jedyny wypracować strategie wyjścia z tymczasowej recesji. Przyrost w trzecim kwartale wyniósł 4,9 procent i w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego znalazł się na poziomie niemal sprzed pandemii. „Chiny są jedyną wielką gospodarką narodową świata, której udało się stosunkowo nienaruszenie wyjść z koronakryzysu” - cytuje FAZ Joerga Zeunera z Union Investment. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) zakłada, że Chiny osiągną prognozowany światowy wzrost gospodarczy równy 0,6 w 2021 roku.

Gospodarcze uzależnienia są jednak wzajemne i również Chiny są zdane na handel i zagraniczne inwestycje. W tych obszarach Chiny chcą dywersyfikować, czyli rozbudować swoje relacje z azjatyckimi i europejskimi partnerami handlowymi i tym samym uniezależnić się od USA. Biorąc to pod uwagę, istnieją zatem może jeszcze szanse na sfinalizowanie umowy inwestycyjnej UE-Chiny. Ma ono gwarantować sprawiedliwe warunki konkurencyjne między chińskimi i europejskimi firmami. Mikko Huotari, kierownik berlińskiego Instytutu Merics, uważa, że fakt, iż prawdopodobnie nie uda się zrealizować tego celu, jest bardziej znaczący niż zachowanie Chin podczas pandemii. Zwiększyło ono jedynie negatywny trend w odbiorze Chin, ale nie jest, według Huotari'ego, przyczyną takiego postrzegania.

Huotari nie chce jednak całkowicie wykluczać sfinalizowania umowy inwestycyjnej podczas kadencji Angeli Merkel. W podcaście „ChinaPower”, który ukazał się w serii podcastów Instytut Merics podkreśla: „To pokazałoby, że jest możliwe, by na drodze negocjacji znaleźć z Chinami rozwiązania. Co do tego obecnie nikt nie byłby przekonany”. W obliczu tego wspomnienia o obarczaniu winą z początku pandemii i debaty o wprawdzie wspaniałomyślnych, ale jednak służących własnemu interesowi, dostawach masek odeszłyby zapewne w niepamięć. Ze względu na wyraźne sukcesy Chin, zostało to już teraz zepchnięte na drugi plan.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.